Zrozumieć Japończyka

Czy w ogóle jesteśmy w stanie ich zrozumieć? Oczywiście mam na względzie ich zachowanie i postępowanie. Z jednej strony jest to materiał na prace doktorską, lub poważną rozprawę naukową. Ja chciałbym oprzeć się tylko na swoich doświadczeniach. Może będę skakać myślowo, ale proszę mi to wybaczyć.

Praktycznie w 90% nie ujrzymy prawdziwej twarzy Japończyka. Potrafią w sposób prawie doskonały maskować swoje uczucia, nie tylko w stosunku do obcokrajowców, ale także między sobą. Można założyć, że nieokazywanie swego ego jest u nich w dobrym tonie. Już na lotnisku spotykamy się z obojętnym stosunkiem do nas, a później jest tak samo. Tam gdzie jesteśmy klientami, spotkamy się z grzecznością, uprzejmym uśmiechem, ukłonem i to wszystko.
Specyficzny mają sposób sprawdzania ważności osoby z którą rozmawiają. Pierwsze pytanie to, na którym pietrze mieszkamy w hotelu i w ilu osobowym pokoju. Dziwne, prawda? Ale prawda jest taka, że to im właśnie mówi jaką pozycję na przykład w większej grupie obcokrajowców zajmujemy. Im mieszkamy wyżej tym jesteśmy dla nich ważniejsi, tak jak za czasów szogunatu. Pan mieszkał najwyżej, a im niżej tym mniej ważny człowiek.

Wielokrotnie spotkałem się z śmieszną dla mnie sytuacją, a krępującą dla moich przełożonych. Jestem dość znacznej postury i wzrostu, co w Japonii stawia mnie w uprzywilejowanej sytuacji. Ach ta mania wielkości! Dla mnie bomba, ale dla moich szefów?

W każdej restauracji, czy sklepie byłem obsługiwany jako pierwszy. Doszło do tego, że wszyscy chcieli siedzieć ze mną przy stole, lub chodzić na zakupy. Dobrze, że są oni wyrozumiali i z poczuciem humoru, bo inaczej mógłbym mieć kłopoty (wiadomo jak to z szefami bywa, szczególnie za granicą).

Kiedy już zdarzy się nam rozmawiać sam na sam z Japończykiem, a szczególnie z płcią przeciwną, znów może być zabawnie. Wbrew przyjętym u nas zwyczajom kobiety tamtejsze bez skrępowania mówią o swoim wieku. Praktycznie pierwsze pytanie jakie słyszałem to ile mam lat i ile mam dzieci. Później było pytanie o piętro na którym mieszkam w hotelu i czy mam pojedynczy pokój (bez żadnych domysłów proszę). Było to swoiste wybadanie mojego statusu i dalej rozmowa już toczyła się w miarę normalnie. Są oni strasznie ciekawi naszego sposobu życia, ale nawet jednym pytaniem nie zahaczą o ten temat, oczywiście o ile my go nie zaczniemy. Szczerze mówiąc interesują ich rzeczy dla nas nie mające czasem priorytetowego znaczenia. Pytania o wielkość mieszkania i czy jest to dom, czy blok to standard. Bywają jednak pytania o ilość okien, kwiatów, czy też sposobu ogrzewania domu.

Kiedy Japończycy są na rauszu, stają się bardziej wylewni, ale nie zauważyłem aby kiedykolwiek tracili nad sobą kontrolę. Może stają się trochę bardziej hałaśliwi, śmieją się "na całego", oczywiście w ich mniemaniu, ale jeśli tylko zaczniemy coś mówić na jakiś poważniejszy temat, natychmiast stają się czujni. Prawie zupełnym tabu jest dla nich II wojna światowa. Po prostu nie chcą o tym mówić.

Zauważyłem też pewną ciekawostkę. Rozmawiałem z pewną osobą w recepcji hotelowej. Jako, że za parę minut mieliśmy wyjść na kolację, przeprosiłem i powiedziałem, że muszę pójść się przebrać. Kiedy na dole była już większa grupa europejczyków, ja też zszedłem i jakie było moje zdziwienie, że nie zostałem rozpoznany przez osobę, z którą parę minut temu rozmawiałem. Mimo charakterystycznych gabarytów samo inne ubranie zrobiło ze mnie obcego człowieka. No to teraz rozumiem dlaczego Sorge mógł tak długo działać jako super szpieg.

Ile razy szedłem do znanej mi kawiarni na poranna kawę, tyle razy wzbudzałem świetnie maskowaną małą sensację. Byłem bardzo dyskretnie obserwowany przez cały czas. Oczywiście największe zaciekawienie wzbudzałem u płci przeciwnej. Młode kelnerki cały czas rzucały ukradkowe spojrzenia na to jak się zachowuję. Oczywiście mają Japonki obsesję na punkcie wysokich chłopaków, ale ja już młodym chłopakiem nie jestem i raczej byłem obserwowany nie dla swej urody, a sposobu picia kawy, palenia papierosa, a nawet sposobu w jaki siedziałem przy stoliku. W metrze to samo, lepiej stać, bo jak człowiek siedzi to jakby był pod lupą.

Muszę przyznać, że na swój sposób mi imponują. Są ciekawi świata i ludzi, ale jednocześnie potrafią wybrać to co tylko im odpowiada nie tracąc swojej tożsamości.

Pracoholicy prawie doskonali. Z drugiej strony jak się bawią to na całego oczywiście w swoim towarzystwie. Sami się śmieliśmy, że od piątku wieczór do niedzieli rano prawie cała Japonia się bawi i to " na całego". Jak pracują to też ile mogą choć nie wszędzie. Niech tylko firma ma w swoich władzach dużo "białych", to lepszych obiboków nie znajdziemy niż właśnie Japończyków. Wiem to od ludzi tam pracujących. Jednak w japońskich firmach to co innego, pracują do upadłego. Może to swoisty sposób niszczenia konkurencji? Parę razy starałem się przyjąć sposób ich myślenia i postępować podobnie. Ciężka sprawa.

Kłóci się to trochę z naszym podejściem do życia i rozwiązywaniem powstających problemów. Znam jednak ludzi, którzy tam żyją, pracują, mają rodziny, lub tam założyli i przyjęli sposób bycia i życia miejscowych obywateli.

Musimy jednak pamiętać o jednym, że nigdy nie uda im się w 100% zasymilować z otoczeniem. Ich dzieci też będą miały z tym jakiś problem. Zawsze pozostaną w Japonii gajdzinami.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 25.07.2007
Data modyfikacji artykułu: 27.07.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij