Ulice

Nie bez kozery chciałbym dziś opisać japońskie ulice. Największa ilość śmiertelnych wypadków z udziałem pieszych dotyczy Amerykanów i Europejczyków.

Musimy pamiętać, że ruch w Japonii jest lewostronny. Z praktyki mogę powiedzieć, że przyzwyczajenie się do tego zajmuje około dziesięciu dni. Po powrocie do kraju sytuacja jest podobna, czyli rownież niebezpieczna. Oczywiście myślę tutaj już o odruchowym odwracaniu głowy w dobrą stronę. Wbrew pozorom najwięcej ludzi wpada pod samochody na małych dwukierunkowych ulicach. Szerokie dwupasmowe arterie mają przejścia dla pieszych nad i pod ziemią. Natomiast te małe uliczki to naprawdę zdrada. Parokrotnie w ostatniej chwili udało mi się zauważyć niebezpieczeństwo. Człowiek po prostu odruchowo patrzy w drugą stronę. Nie radzę przekraczać ulic na sposób włoski, czyli wchodzę i nic mnie nie obchodzi. Tutaj to pewna śmierć. Ruch pojazdów odbywa się dużo płynniej niż u nas. Pewnie to zasługa świetnej nawigacji satelitarnej, którą ma prawie każdy samochód. Kierowca wie ile ma jechać na godzinę, aby płynnie bez zatrzymywania się dojechać do świateł i je przekroczyć. Jednakże w godzinach szczytu można zaobserwować pewną nerwówkę i wtedy może być dla pieszego nie ciekawie. W miare możliwości korzystajmy z przejść podziemnych, są na pewno bezpieczniejsze.

Kiedy już opanujemy przechodzenie przez ulicę, powinniśmy zwrócić uwagę na inne oznaczenia. Przejścia dla pieszych są oznakowane nie tylko wokół skrzyżowań, ale także po przekątnych. Zawsze podziwiałem umiejętność Japończyków do bezkonfliktowego pokonywania skrzyżowań z nadchodzącymi z przeciwka innymi pieszymi.Jakoś tak sprytnie się wymijają. Należy baczną uwagę zwracać na sygnalizację świetlną. Jest trochę inna niż u nas. Auta często przu pojedyńczym czerwonym świetle mają strzłkę na skręt w prawo i lewo i kiedy nam się wydaje, że teraz można przejśc nagle dostrzegamy wjeżdżający na nas pojazd. Na wielu skrzyżowaniach jest tylko jeden sygnalizator umieszczony centralnie nad środkiem. W innych miejscach są oddzielne światła dla pieszych z dodatkowym wskaźnikiem ile czasu nam zostało do zmiany świateł. Chyba tylko po to aby nie tracić nerwów, co dla mieszkańców dużych aglomeracji jest dość istotne.

Częstym zjawiskiem nawet w centrum Tokyo przy mniejszych ulicach jest brak chodnika. Tam gdzie kupuje się ziemię na centymetry nikt nie będzie wielkoduszny, tylko każdy stawia dom dokładnie na wymiar.Idąc wtedy brzegiem jezdni i mając obok siebie mur i zero miejsca do ewentualnej ewakuacji, lepiej mieć oczy wokół głowy. Pamiętam jak byłem pierwszy raz w Japonii to po godzinnym spacerze z ciężkim bólem głowy i karku szybko wróciłem do hotelu.

Kolejną sprawą są znaki poziome na chodnikach. Nawet w środku miast są ścieżki dla rowerów, z których korzystają również wrotkarze. Lepiej nie wchodzić im w drogę.

Dla palaczy mam niezbyt wesołe wieści. Bywa, że część chodnika jest pomalowana na zielono i jest znak zakazu palenia. Na Akihabarze wogóle nie wolno palić na ulicy. Na Shibuii i Ikebukuro są miejsca, gdzie się stoi i wolno zapalić. Zresztą palenie w czasie spaceru w tłumie może byc niebezpieczne, bo można kogos przez nieuwagę przypalić. Jeśli usłyszymy, że są nadawane jakieś informacje przez megafony, to zwracajmy uwagę co robią tubylcy. Może się okazać, że ogłoszono alarm smogowy i wtedy jest całkowity zakaz palenia. Przez głośniki podawane są ważne dla mieszkańców komunikaty, więc choć ich nie rozumiemy patrzmy co robią Japończycy, może to byc również ostrzeżenie o trzęsieniu ziemi, albo zupelnie coś innego. Takie "szczekaczki" są na każdym skrzyżowaniu.

Mandat za palenie w czasie zakazu to okł 200 US dolar i nie ma żadnego tłumaczenia,że nie znam języka, a z policją lepiej nie zadzierać. Pamiętajmy, że tam zatrzymany nie ma żadnych praw nawet do jednego telefonu.

Zwiedzając miasta miejmy zawsze przy sobie kartkę z nazwą hotelu. Tam naprawdę łatwo się zgubić. Wysokie budynki zasłaniają dalszy plan, a ulice są często ułożone nie symetrycznie. Jeśli się zgubimy raczej nie liczmy na przechodniów. Jak tylko zorientują się, że chcemy ich sie o coś zapytać to przyspieszą kroku, opuszczą głowę i obejdą nas szerokim łukiem. Oni się wstydzą, że brak znajomości angielskiego uniemożliwi pomoc. Dla nich jest to powód do wstydu, więc wolą takich sytuacji unikać. Jedyny ratunek może stanowić nawet kelner w restauracji, lub sprzedawca w sklepie. Policji raczej nie zaczepiajmy. Mogą też pomóc stojący strażnicy przed budynkami, oni w sumie najwięcej wiedzą. Pamiętajmy jednak , że numeracja nie jest kolejna, ale zależy od daty postawienia obiektu, więc 5 może być koło 300. Tylko trafienie na człowieka, który wie o jaki budynek chodzi pozwoli nam znaleźć drogę do domu. Kiedyś zabłądziliśmy w Osace. Nawet mając przy sobie informatory z adresem hotelu nie mogliśmy się dowiedzieć gdzie on jest. W końcu trafiliśmy na jakiś plac, coś na nim budowano i obok był bar. Oczywiście nikt z obslugi nie wiedział gdzie jest nasz hotel, po prostu dramat. Złamani wyszliśmy na ulicę zatrzymaliśmy taksówkę, niech się dzieje co chce, forsy chyba starczy, sił już nie ma, niech nas wiezie. Ledwie rozsiedliśmy się wygodnie, a tu już kierowca otworzył drzwi i okazało się, że stoimy pod hotelem, który był po drugiej stronie placu.

Oddzielną kwestią jest nauczenie poruszania się w tłumie. Trzeba cały czas naśladować Japończyków, oni robią to perfekcyjnie. Możemy zapomnieć o nagłym przyspieszeniu kroku, lub zwolnieniu. Wszystko musimy robić płynnie i nie okazywać przy tym zdenerwowania. Spokój i jeszcze raz spokój. Szczególnie należy być spokojnym w tłumie na stacjach metra. Zanim tam wejdziemy sprawdzajmy dokładnie na planie stacji do jakiej linii chcemy dojść, a potem zapamietajmy układ korytarzy bo nazwy prawie wszędzie są w "krzaczkach". Zgubić się jest jeszcze łatwiej jak na ulicy.

To co opisuje oczywiście dotyczy naszych pierwszych wyjść na miasto. Później już jest dużo łatwiej, zaczynamy się przyzwyczajać. Człowiek to szybko uczące się zwierzę, a szczególnie Polacy. Jest to niezwykle pojętny gatunek, pojmuje sie bardzo szybko.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 08.03.2007
Data modyfikacji artykułu: 02.06.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij