Siedmiu samurajów, wersja pełna

Zauważyłem na naszej stronie recenzję najbardziej znanego filmu Akiro Kurosawy, ale dotyczącą jak się zorientowałem wersji "europejskiej", czyli skróconej do niecałych trzech godzin. Nawet sam nie wiedziałem, że istnieje kilka wariantów czasowych tego filmu. Jakieś ćwierć wieku temu miałem możność obejrzeć to dzieło bez żadnych skrótów, z orginalną ścieżką dźwiękową z polskimi napisami. Poszperałem trochę w internecie i znalazłem wzmianki o kilku wersjach czasowych. Ta najkrótsza i najbardziej znana liczy sobie 140 min. A są jeszcze 160, 180, 203 minut i ta, którą ja pamietam, około 6,5 godziny. Wiele osób twierdzi, że coś takiego po prostu nie istnieje. Trudno mi z tym polemizować, natomiast sam dość dobrze pamiętam zarwaną noc i strasznie twarde krzesło, z którego dwa razy spadłem przysypiając nad ranem. Projekcja odbywała się w warszawskim klubie studenckim na Jelonkach. Może ktoś z Was tam był?

Przed filmem była krótka prelekcja. Dowiedziałem sie wtedy, że pierwotny tytuł filmu zgodnie z fabułą był: "Siedmiu roninów". Tłumaczono też, co później mieliśmy możliwość sprawdzić, dlaczego skracano to dzieło prawie o połowę. Krótko mówiąc, były tam straszne dłużyzny obrazujące japoński sposób przeżywania różnych sytuacji stresowych i przedstawiające ich poczucie honoru.

Nie chciałbym tutaj w typowy sposób recenzować filmu, a opisać moje odczucia w większości dotyczące fragmentów usuniętych z innych wersji. Zacznę może od tych "dłużyzn". Urażona godność w momencie odrzucenia sposobu postępowania czy to ronina, czy wieśniaka, została przedstawiona bardzo podobnie. Szybkie odejście na bok i przykucnięcie w odosobnionym miejscu, głowa opuszczona i ramiona otaczające kolana. Pokazanie twarzy tego człowieka i świetna gra mimiczna ukazująca jego stany psychiczne od obrazy i prawie rozpaczy, poprzez zawstydzenie, aż do pogodzenia się z losem.

Sama fabuła filmu jest dla mnie ciekawostką. Czas trwania akcji to gdzieś koniec XVI wieku. O ile dobrze pamiętam w tym czasie wszystkie wioski miały "jakiegoś" pana. Tutaj ta osoba nie występuje. Chłopi nie mają do kogo zwrócić się o pomoc. Czyżby ich pan zginął w czasie walk klanowych? Są pozostawieni sami sobie i ta sytuacja trwa od lat, bo to przecież nie pierwszy raz zbójcy mają napaść na wioskę. Szukają podobnie jak oni bezpańskich najemników. Skoro są wolni najemnicy, to znaczy, że czas wojen już minął i kraj powinien powoli dźwigać się po zniszczeniach. Tutaj jednak wszędzie panuje bieda. Byli żołnierze włóczą się szukając jakiegoś zajęcia i albo podejmują się każdej pracy, albo schodzą na drogę przestępstwa. Zbójnicy są takimi samymi roninami jak ci co bronią wioski.

Kim są obrońcy wioski? Właściwie dokładnie mamy przedstawionych czterech, a piąty jest owiany tajemniczością. Przywódca, Kambei Shimada, stary weteran, który posuwa się niemal do świętokradztwa dla miski ryżu, kiedy ścina samurajski koczyk, aby upodobnić się do kapłana, chcąc uwolnić zakładników z rąk przestępcy. Za utratę tej części owłosienia na głowie, a jednocześnie symbolu klanu wojowników w filmie "Harakiri" żołnierze są zmuszani do sepuku. Z pewną dozą humoru podchodzi do życia, ale jednocześnie jest dobrym strategiem i krótko mówiąc zna swój fach. Jego stary przyjaciel Gorobei Katayma, którego poznajemy w czasie rąbania drzewa za miskę ryżu, przejawia podobny stosunek do życia i jego wartości. Uważa, że żadna praca nie hańbi jak ma się pusty brzuch. W czasie walki prawa ręka dowódcy i główny doradca w sprawach strategii. Młodzutki Katsushiro Okamoto. Patrzący w dwóch weteranów jak w tęczę. Pełen ufności i młodzieńczej niewinności adept sztuk walki. Romantyczny, trochę kochliwy, ale jednocześnie znający swoje miejsce i pozycję społeczną. Mistrz szermieczy Kyuzo. Jako ciekawostkę mogę podać, że grający go Seji Miyaguchi nigdy wcześniej nie miał w ręku miecza. Tajemnicza postać. Człowiek, który całe swoje życie podporządkował kunsztowi walki. Trenuje i doskonali cały czas swoje umiejętności szermiercze. Nie ma zamiaru z nikim dzielić swojej wiedzy. Kiedy młody Okamoto zwraca się do niego z prośba o naukę to odtrąca go i jeszcze lekko wyszydza. Zupełnie jakby prowokował. Przypomina mi trochę naszego Zawiszę Czarnego, który doskonalił swój kunszt tylko dla samej idei walki, z tą różnicą, że on na tym zbił majątek, a jak z filmu widać Kyuzo do krezusów nie należy. Kikuchiyo jest ostatnim szerzej przedstawionym nam bohaterem. Drobny pijaczek, który wszystko już przepił. Drobny złodziejaszek, ale jednocześnie cwany i sprytny żołnierz. Jak się czegoś już podejmie to angażuje się z całą pasją, pełen energii, choleryk o złotym sercu. W filmie przedstawiony jest prawie idealny układ. Dwóch strategów, jeden super wojownik, adept, "zagończyk" (używając prozy sienkiewiczowskiej), oraz dwóch żołnierzy, którym jest wszystko jedno za co walczą, byle im płacili. Normalnie to by była mieszanka wybuchowa, natomiast w filmie każdy zajmuje swoje miejsce i wie co ma robić.

Imponujące są zwłaszcza wypady i zasadzki. Pokazane jest nie tylko wykorzystanie terenu (wąwóz, młyn), ale także elementy zaskoczenia i osobista odwaga uczestników walk. Kiedy chłopi zorientowali się, że wojownicy naprawdę ich bronią, przestali się bać i z gromady nieudaczników stworzyli nawet jakiś sensowny oddział, wykonujący rozkazy i nie wpadający w panikę pod byle pretekstem. Oczywiście nie obyło się bez zgrzytów. Choćby w momencie jak wieśniacy przynieśli skrzętnie ukrywaną broń i pancerze zbierane z pól bitewnych. Wtedy to dochodzi do poważnej scysji, kiedy Kikuchiyo wymyśla chłopm, że nie tylko obdzierali nieżywych żołnierzy, ale często dobijali rannych, na co następuje milczenie. Wieśniacy boją się, że samuraje będą się mścić. Ale już parę scen dalej nasz "wesołek" uczy ich podstaw żołnierki szydząc z nich niemiłosiernie, ale co ciekawe w sumie nikogo nie obrażając. Właściwie uwypukla tylko komicznie sposób zachowania się i postawę chłopów.

Oczywiście zaistniał też wątek miłosny. Okamoto uwodzi młodą Shino. Jakby się zakochał, ale nie do końca. Po zbliżeniu między nimi, najpierw jej wyrzuca , że do tego doszło, potem ona jemu, następnie młody samuraj ucieka z "miejsca przestępstwa", wpada na starszych wojowników. Jedni z niego szydzą, a inni tłumaczą, że przecież nic się nie stało, bo takie jest prawo: bushi, może brać co chce. Pokrętna logika, ale daje pożądany efekt. Okamato nie pozostaje w wiosce, odchodzi na dalszą tułaczkę z dwoma weteranami.

Symbolicznie jest pokazana śmierć Kyuzo. Nie ginie on od miecza, ani strzały, ale od broni palnej. Mistrz nie mógł przegrać w bezpośrednim starciu, mógł tylko zginąć trafiony z odległości większej niż zasięg jego miecza. Co ciekawe, pierwszym człowiekiem, który go opłakuje, a właściwie rozpacza jest Okamoto. Klęczy w błocie w czasie ulewnego deszczu i zanosi się szlochem. Starzy żołnierze zwracają mu uwagę, że nie godzi się okazywać uczuć kiedy patrzy niższa kasta ludzi.

Ogólnie rzecz biorąc film ukazuje nam trochę wyidealizowany świat samurajów. Jednocześnie po raz pierwszy w kinematografii japońskiej widzimy "ludzkie" zachowania roninów. Przecież to byli ludzie bez przyszłości. Przecież oni stracili honor w momencie jak ich pan zginął, a oni mieli odwagę go przeżyć. Straszliwa logika eliminująca całkowicie rody i klany. Logika, która pozwalała na niszczenie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne pokonanego. Nawet jak przeżyjesz to tak jakbyś już nie żył. Jedni nie potrafili z tym żyć, innym się udawało, jak choćby naszym dwóm weteranom, którzy ironią i sarkazmem pokrywali swój niepokój o dzień jutrzejszy.

Na koniec chcę wspomnieć o ścieżce dźwiękowej. Niesamowite wrażenie robią oryginalne japońskie dialogi nie zagłuszane przez lektora. Tutaj dopiero widać mistrzostwo słowa. Intonacja głosu aktorów idealnie pasuje do kreowanych postaci. Do tego dochodzi jeszcze muzyka. Czasami mnie nawet denerwowała, ale o to chyba chodziło. Kiedy praktycznie "nic się nie działo", to właśnie muzyka budowała nastrój. Nie była ona typowym podkładem do scen, ona je razem z wizją tworzyła. Na przestrzeni lat niewiele widziałem filmów z tak dobrze dobrana ścieżką dźwiękową.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 07.05.2007
Data modyfikacji artykułu: 05.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij