Ostatni samuraj

Od czasów Kurosawy, którego filmy do dziś są oglądane i uważane za najlepsze w swojej kategorii, nie powstało żadne dzieło tak oddające realiów życia samurajów. Efekt taki osiągnięto oczywiście dzięki pracy wielu ekspertów, którzy nadzorowali powstawanie obrazu, ale również dzięki włożonym w produkcję nakładom finansowym. Nie chcę wyjść na materialistę, ale bez wsparcia finansowego ten film nie byłby już taki dobry. Owszem, niesie on pewne przesłanie, o którym wspominają wszyscy, którzy o nim mówią, ale bez scen batalistycznych, świetnych plenerów, muzyki i oczywiście aktorów, nie byłoby już tak ciekawie. Film zszedłby do rangi dziełek typu "Amerykański Ninja", gdzie dzielny jankes po paru tygodniach nauki walczy już jak największy mistrz i we wspaniałym stylu pokonuje "tych złych" padających po lekkim ciosie w nos. Być może się czepiam, ale według mnie, podczas ataku ninja można odnieść wrażenie, że shinobi podchodząc do głównego bohatera słabną i zapominają o ukrytych ostrzach, biegnąc prosto pod ostrze miecza.

Wracając jednak do jasnych stron, warto wspomnieć o grze aktorskiej, która moim zdaniem jest świetna. Sztywne reguły japońskiej etykiety nie zawsze pozwalają na bezpośrednie wyrażanie wszystkich swoich uczuć i wylewanie ich w potoku słów wraz z towarzyszącymi im łzami i krzykiem, jak to ma miejsce w brazylijskich tasiemcach. Podczas wielu rozmów jesteśmy świadkami gry spojrzeń, mowy ciała. Postacie zachowują się bardzo sugestywnie, wciąż trzymając się zasad dobrego wychowania. Szczególnie widać to podczas scen, gdy Algren znajduje się sam na sam z Taką. Podczas całego filmu ta para wymienia ze sobą tylko kilka zdań, resztę wyrażając spojrzeniami, grymasami twarzy i delikatnymi ruchami ciała. Ten rodzaj aktorstwa jest wymagający i w tym wypadku nie można tego nie docenić.

Innym bardzo ważnym elementem są kostiumy i charakteryzacja. Wszystko zostało wykonane bardzo dobrze. Szczególnie zbroje noszone przez samurajów. Podczas oglądania scen z ich udziałem można łatwo zauważyć, że wszystkie zbroje się od siebie różnią. Nie pozwolono pójść na łatwiznę i nie uświadczymy tu pancerzy jak spod sztancy. Także zwykłe, dzienne stroje oraz te wizytowe doskonale oddają modę epoki i status społeczny właściciela. Można wiele się z nich domyśleć, zanim postać zdąży się jeszcze odezwać.

Nie byłoby filmu o samurajach bez choćby jednej sceny z użyciem miecza. Tu jest ich sporo i wszystkie z doskonałą choreografią. Nie ma co ukrywać, że występuje tu przerost formy nad treścią, czyli widowiskowości nad realizmem, ale przecież to jest Hollywood. Do wielu momentów możnaby się przyczepić, ale mimo tego walki ogląda się przyjemnie. Są dynamiczne i urozmaicone, czasem aż zadziwiają prędkością. Także tutaj docenić trzeba poświęcenie ze strony aktorów. Wielokrotnie powtarzane sceny, ćwiczenia i nauka, na to trzeba cierpliwości i taką cierpliwości wykazali wszyscy na planie, a powstanie filmu jest tego najlepszym dowodem.

Szczególny nacisk niewątpliwie położony został na Toma Cruise�a, w końcu on gra tu głównego bohatera. Cruise musiał wiele się nauczyć i dużo ćwiczyć, by zagrać te sceny. Niektórzy sceptycy mieli wątpliwości, czy sobie poradzi, mimo tego, że jest świetnym aktorem. Wszelkie zwątpienia zniknęły jednak po obejrzeniu filmu, gdyż Tom wywiązał się z postawionego przed nim zadania znakomicie.

Bardzo dobrym aktorem okazał się również Ken Watanabe, grający rolę Katsumoto. Czasem można mieć wątpliwości, kto tu tak naprawdę jest główną postacią. Katsumoto uczestniczy we wszystkich ważniejszych wydarzeniach i to on "oprowadza" Algrena po zwyczajach i filozofii samurajów. Według mnie, ta postać właśnie napędza całą opowieść. Wszystko zaczęło się od niego, w końcu jest przywódcą buntu. On uratował życie Nathanowi i zadecydował o jego specjalnym traktowaniu. W momencie jego śmierci zauważamy, że wszyscy jakby przejrzeli na oczy. Żołnierze składają pokłon, brakuje tylko wypowiedzi w stylu: "Boże, co ja zrobiłem?!", a cesarz nagle decyduje się zachować pamięć o dawnych ideałach i wyrzuca Omurę, którego słów o wyplenianiu samurajów do niedawna słuchał. Postać taka, jak Katsumoto wymaga, by zagrał ją dobry aktor i takim właśnie okazał się pan Watanabe, którego gra była niezwykle naturalna i jednocześnie przepełniona swojego rodzaju natchnieniem.

Jednym z elementów filmu docenionym przez Akademię jest muzyka. I trzeba przyznać, że nie bez powodu. Hans Zimmer, kompozytor znany m.i.n. z "Gladiatora" czy "Króla Lwa" znów nie sprawił nikomu zawodu, a wręcz przeciwnie. Muzyka jest doskonale zgrana z nastrojem konkretnej sceny i nie jest nachalna. Ogladając film nie odnosi się wrażenia, że muzyka irytuje cisnąc się do uszu w momentach, w których powinna stanowić tylko podkład, a nie wybijać się ponad obraz. W utworach nie brak jest japońskich akcentów, takich jak bębny, flet czy okrzyki. Elementy te zostały świetnie połączone tworząc zupełnie nowe, charakterystyczne brzmienie.

Podsumowując: "Ostatni Samuraj" jest filmem na który warto pójść do kina. Wielu na niego czekało i wielu zechce go obejrzeć z różnych powodów. Dla tych, których interesuje temat Japonii jest to lektura obowiązkowa, innych zainteresuje muzyka, jeszcze innych sceny batalistyczne. Być może znajdą się tacy, którzy będą chcieli zobaczyć Samuraja tylko ze względu na Cruise�a. Bez względu jednak na to, z jakiego powodu ludzie wejdą na salę kinową, wątpię w to, by ktokolwiek wyszedł z niej zawiedziony. Film zmusza do refleksji i zastanowienia się nad różnymi aspektami ludzkiego życia i choćby dlatego wart jest tego czasu spędzonego w kinowym fotelu.

Copyright: WarnerBros, "The last samurai" 2003

 

Ostatni samuraj, The Last Samurai
reżyseria: Edward Zwick
scenariusz: John Logan, Edward Zwick, Marshall Herskovitz
muzyka: Hans Zimmer
zdjęcia: John Toll
obsada: Tom Cruise
(jako kapitan Nathan Algren), Ken Watanabe (jako Katsumoto), Hiroyuki Sanada (jako Ujio), Timothy Spall (jako Simon Graham, tłumacz Algrena), Billy Connolly (jako Zebulon Gant), Masato Harada (jako Omura), Koyuki (jako Taka), Shichinosuke Nakamura (jako imperator Meiji), Togo Igawa (jako generał Hasegawa), Shin Koyamada (jako Nobutada), Tony Goldwyn (jako pułkownik Bagley), William Atherton (jako reprezentant firmy Winchester) i inni

Autor: Bishamon
Data dodania artykułu: 03.04.2006
Data modyfikacji artykułu: 05.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij