Kioto

Przeczytałem wnikliwie opis miasta wykonany przez Kellego i byłem zdumiony dokładnością i wiedzą autora. Nie mam zamiaru polemizować z jego opisem, mój będzie moim prywatnym spojrzeniem na dawną stolicę Japonii. Zresztą pokrótce. On wszystko opisał, a ja nie wszystko widziałem. Pałac, w którym mieszkał cesarz widziałem tylko przez szybę autokaru. Nawet nie zdążyłem się złożyć do zdjęcia. Przywieziono nas na olbrzymi parking dla busów pod główną bramą świątyni Chion-in, gdzie czekała już uśmiechnięta (jak to w Japonii) przewodniczka.

jk114.jpg
Główne wejście do Chion-in

Zanim przekroczyliśmy jej próg , zostaliśmy poinformowani, ze właśnie tędy przechodził Tom Cruise w filmie Ostatni samuraj, który akurat wtedy był na topie. Doszliśmy do wniosku, że jak przyjedzie on tu następny raz to pewnie powiedzą jemu, że my też tędy przechodziliśmy. Za bramą ciągną się wysokie i szerokie schody dla mężczyzn, oraz boczne wejście bez stopni dla kobiet. Po pokonanie tej przeszkody dotarliśmy na dziedziniec przed główną świątynią. Przed wejściem stała stalowa kadzielnica pełna kadzidełek. Zauważyłem, że pielgrzymi stawali koło niej i jakby obmywali się dymem, tak jak my poświęconą wodą. Do wnętrz wchodzi się oczywiście boso. Akurat w środku odbywało się nabożeństwo, więc nie można było ani głębiej wejść, ani dłużej przebywać. Zresztą cały czas przechodziło mnóstwo ludzi ubranych w białe yukaty. Przez uroczy mostek poszliśmy dalej, w kierunku największego miedzianego dzwonu. To maleństwo waży ponad 70 ton. Najbardziej imponująca jest konstrukcja utrzymująca to monstrum, wykonana z drewna, tzn. olbrzymich bali. Kawałeczek dalej znajduje się pawilon zwany domem ze słowiczą podłogą. Z tego co usłyszeliśmy i zobaczyliśmy to nie do końca wszystko jest prawdą. Zacznę od początku. Dźwięki wydaje jedynie podłoga w korytarzu prowadzącym wzdłuż zewnętrznych ścian. W środku były pokoje mieszkalne dla starszyzny klasztoru i specjalnych gości. Na ścianach są wymalowane różne ptaki, których głosy naśladuje szczególnie zbudowana podłoga. Oznacza to, że przed niespodziewanym atakiem, np. ninja, ostrzegał nie tylko głos słowika, ale także innych ptaków. Dzięki takiemu zróżnicowaniu dźwięków nie było problemem ustalenie, gdzie akurat znajdowali się napastnicy. Mnie ten pomysł się podoba może sobie coś takiego zrobię, żeby wiedzieć gdzie akurat jest moja rodzinka. Widzieliśmy tam mnicha takiego jak na filmach, stary, z siwą brodą, wąsami i brwiami o niezwykłej długości, którego poprzedzało kilku mnichów robiąc mu przejście. Widok naprawdę był niesamowity. Dalej znajdowały się domki mnichów, małe i duże kaplice, różne czorteny, figurki bóstw i urocze zakamarki pełne zieleni i malowniczo poukładanych kamieni. To był koniec zwiedzania ruszyliśmy w powrotną drogę przechodząc obok wcześniej poznanych miejsc.

jk117.jpg
Jeden z ołtarzy w świątyni głównej

Wyszliśmy z klasztoru i ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie za naszą przewodniczką. W sumie szliśmy za nią w tłumie ludzi przy lekko siąpiącym deszczu, nie wiedząc dokładnie, co nam pokaże. Podziwialiśmy wąskie i kręte uliczki starego miasta, riksiarzy z bajecznie kolorowymi pojazdami i przez cały czas uważaliśmy, aby nie zgubić w ciżbie ludzkiej naszej filigranowej cicerone. Weszliśmy do parku, gdzie było trochę luźniej i bardziej swojsko. Liście na całym świecie zmieniają jesienią barwy na podobne kolory. Okazało się, że najważniejszym drzewem jest to, które wyglądało najmniej okazale. Było faktycznie duże, stało samotnie i nie miało ani jednego listka. Najstarsza ponoć w całej Japonii wiśnia licząca ponad 400 lat jest ulubionym miejscem wiosennych spotkań. W kwietniu wygląda przepięknie pokryta białymi kwiatami, teraz stała smutna i szara.
Zaczęliśmy wspinać się pod górę uliczkami pokrytymi kamiennymi płytami. Domy, pełniące również funkcję sklepów były albo zabytkowe, albo odrestaurowane zgodnie z resztą zabudowy. Wraz ze wzrostem wysokości rosła ilość straganów i sklepów oraz tradycyjnych restauracji. W końcu dotarliśmy do świątyni Czystej Wody, dlaczego taka nazwa o tym później. Wejście wiodło przez bramę w kolorze koralu, zaraz za nią była w tym samym kolorze trzykondygnacyjna pagoda. Dalej był główny budynek, niestety pełen ludzi.

jk116.jpg
Widok na małą pagodę spod świątyni

Świątynia tylko częściowo oparta jest o zbocze góry, natomiast reszta to właściwie gigantyczny taras oparty na skomplikowanej konstrukcji złożonej z skrzyżowanych bali. Niewiele udało mi się zobaczyć wewnątrz budowli ponieważ tłum wypełniał szczelnie nawet cały taras przed świątynią. Wzdłuż zbocza góry prowadził szlak w kierunku maleńkiej pagody położonej na sąsiednim wzgórzu. Stareńka budowla, szara i trochę zaniedbana jest cudownie położona, otoczona drzewami mieniącymi się wszystkim barwami jesieni, pełna swoistego uroku. Tak samo ślicznie wygląda z bliska i z daleka. Zszedłem z góry inną drogą i natrafiłem na kolejkę ludzi. Wszyscy stali, aby napić się wody ze źródła, a właściwie z trzech źródełek. Pewnie stąd wzięła się nazwa świątyni. Każdy zdrój ma inne działanie. Jeden wpływa na długowieczność, drugi na miłość, a trzeci na bogactwo. Wszyscy stali i specjalnymi chochelkami popijali wodę. Sam grzecznie stanąłem i piłem krystalicznie czystą i bardzo zimną wodę z wszystkich trzech źródełek. Pojedynczo wracaliśmy do autokaru, rozglądając się po straganach i sklepikach pełnych różnych dewocjonaliów. Schodząc z góry zauważyłem gejsze … No trochę mnie zamurowało. Tak sobie zwyczajnie chodzą po ulicy? Okazało się, że za 10000 jenów (nasze 300 zł.) , każda Japonka może poczuć się gejszą. Zostaje ubrana, ucharakteryzowana i może sobie paradować po uliczkach starego miasta.

jk118.jpg
Widok spod małej pagody

Kolejnym punktem zwiedzania była świątynia zwana Pawilonem z 33-ma Przęsłami. Zapamiętałem bardzo długi korytarz prowadzący wzdłuż niezliczonych figur bogini Kannon. Pamiętam, że mówiono, że jest ich 10000, ale może się mylę, Kelly ma pewnie rację, pisząc że jest ich 1001. Złota sala pełna złotych figur. Złota farba na drzewie nabiera swoistej barwy i ciepłoty. Widok jest trochę niesamowity. Na końcu sali wisi tarcza łucznicza, a z drugiej strony stanowisko do strzelania na siedząco. Ponoć jak ktoś trafił w tarczę z drugiego końca świątyni to przyjmowano go na naukę w położonej obok szkole łuczniczej.

Ostatnim punktem zwiedzania Kioto był Złoty Pawilon. Dotarliśmy tam z ostatnimi promieniami słońca. Świątynia była ślicznie oświetlona naturalnym światłem. Podejść do niej teraz nie można, więc podziwialiśmy ją przez jezioro. Widok jak z bajki, a raczej z pocztówki, wszyscy znają ten widok, ale jak on inaczej wygląda na żywo. W tym wszystkim najbardziej niesamowita była cisza. Wszyscy mówili prawie szeptem, wzgórza dookoła tłumiły hałas miejski. Spokój spływał na człowieka niewiadomo skąd. I do tego ta cisza towar tak niezwykły w Japonii. Mało piszę o samym pawilonie, ale uważam, że bez tego otoczenia, w którym został zbudowany i na swój sposób w nie wbudowany byłby kolejnym japońskim kiczem. Z wielkim smakiem rozplanowany ogród, wysepki pełne roślinności na jeziorze, wkomponowane w krzewy i kwiaty różnokolorowe głazy, tworzą niezapomniany widok. Niby główny punkt krajobrazu, ale jednocześnie element układanki, Złoty Pawilon idealnie jest połączony w całość z przyrodą. Warto odwiedzić znajdujące się na górze za budynkiem stragany, gdzie sprzedają pamiątki naprawdę dobrej jakości.

jk115.jpg
Widok na Kioto

No jeszcze tylko dwie godziny (co najmniej) do Osaki i już będzie można wyciągnąć się na łóżku hotelowym po dość męczącym dniu.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 23.10.2006
Data modyfikacji artykułu: 14.02.2016
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij