Green, green gras of home

"Zielona trawa przed twoim domem", tytuł szlagieru z przed lat, a może jednocześnie piosenka o poczuciu bezpieczeństwa? Czy mieszkaniec Wysp Japońskich może sobie nucić tą melodię? Nucić to sobie i może, ale chyba bez zrozumienia tekstu do końca. W 90% nie stać go na trawnik. Tam gdzie ziemię kupuje się na centymetry tylko prawdziwy bogacz może sobie pozwolić na przydomowy trawnik, a o takim jak w Ameryce to może sobie tylko pomarzyć. A poczucie bezpieczeństwa? Czy można się czuć bezpiecznie będąc ciągle zagrożonym przez w sumie cztery żywioły: ogień, wodę, powietrze i.... ziemię?

Jestem pełen podziwu dla umiejętności przystosowania się do życia w ciągłym zagrożeniu. Stwierdzenie, że żyje się na wulkanie, tu nabiera zupełnie innego i jak najbardziej realnego znaczenia. Nie wiem czy sam potrafiłbym mieszkać w Japonii na stałe, wiedząc że w każdej chwili dorobek całego mojego życia może zostać obrócony w perzynę.

Nigdy nie zapomnę słów mojego przyjaciela, które powiedział na szczycie Tokyo Metropolitan Government: "..Oby się teraz nie zatrzęsło.." i jego wyraz twarzy. Wówczas w niemym zdziwieniu uniosłem tylko brew do góry. Przecież ja nie miałem pojęcia jak to jest, jak się trzęsie, tak na prawdę. Do człowieka żyjącego w spokojnym sejsmicznie miejscu nie przemawiają takie słowa zaniepokojenia. Dla nas trzęsienie ziemi kojarzy się z ruinami i krótkimi filmami z kamer przemysłowych pokazywanymi w programach o naturze. Dopiero później, kiedy jechaliśmy kolejką wzdłuż wieżowców Akihabary i po stwierdzeniu mojego kolegi, że to wszystko 12 lat temu leżało w ruinie, zaczęło coś do mnie docierać.

Drugim momentem pozwalającym mi spojrzeć na ten kataklizm innymi oczami, było przejście pod wiaduktem drogi szybkiego ruchu w Nagoi, który cztery lata wcześniej na odcinku paru kilometrów przewrócił się na bok. Ponoć popełniono jakiś błąd w konstrukcji, bo filary stały tylko jezdnia spadła, w czasie dnia, kiedy tą drogą przejeżdża masa pojazdów.

Do nas docierają tylko krótkie informacje i zdjęcia z akcji ratunkowej. Ile ludzkich tragedii, walk o wydobycie zasypanych i przygniecionych, poszukiwań zaginionych itd. Człowiek przyjeżdżający z terenów nieaktywnych sejsmicznie, może odczuwać zawroty głowy przy mikrowstrząsach. Pamiętajmy, że statystycznie jest tam 2,7 wstrząsów dziennie! Miejscowi już tego nie czują.

Trzęsienia ziemi związane są ściśle z dwoma innymi zjawiskami, a mianowicie wybuchami wulkanów i falami tsunami, ogień i woda, żywioły które tylko w Japonii mogą zaatakować jednocześnie. Z jednej strony praktycznie na 100% wykorzystana powierzchnia pod zabudowę, od gór po brzeg morza, a z drugiej gwałcenie zasad bezpieczeństwa, czy to możliwe? Oczywiście, każdy buduje się na własne ryzyko, ale czy tak do końca. Dlaczego po dziś dzień stoją stare świątynie i pagody, a walą się nowoczesne konstrukcje? Może nie tak do końca. Wszystkie olbrzymie drapacze chmur w centrum miast są budowane według wzorów konstrukcyjnych używanych wieki temu i to skutkuje.

A zabudowa jednorodzinna? Warunki sejsmiczne i klimatyczne spowodowały swoistą technikę budowy. Z tego co się udało mi dowiedzieć, najcięższym elementem konstrukcji domów jest dach. Tak jak kiedyś dach i pale miały wytrzymać, a ściany miały być na tyle lekkie , aby nie przygnieść śmiertelnie, tak i dziś jest dążenie w tym samym kierunku. Oczywiście nie każdego na to stać. Na Shinjuku do dziś stoi kwartał domów zbudowanych w czasie wojny koreańskiej ze skrzyń pakowych, w których Amerykanie przywozili wyposażenie dla wojska. Osiedla domków jednorodzinnych są praktycznie jednorodne. Jeśli wykorzystano w poszczególnych budynkach jakieś współczesne zabezpieczenia antywstrząsowe to są one z zewnątrz niewidoczne.

Wybuch wulkanu można przewidzieć, wypływ lawy także. Na jej drodze nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się budował. Gorzej z tsunami. Mieliśmy okazję przed paroma laty oglądać spustoszenia jakie wyrządziła taka fala. Kiedy ostatnio byłem w Japonii, zaraz na drugi dzień po moim przylocie ogłoszono alarm, ponieważ kilkadziesiąt kilometrów od brzegów wysp było trzęsienie ziemi i powstało tsunami. Przez 24 godziny non stop na jednym z programów telewizyjnych podawano komunikaty i monitorowano sytuację. Kamery pokazywały najbardziej zagrożone odcinki wybrzeża. Jednak nie można zapomnieć o setkach miast położonych nad morzem i sięgających budynkami nawet w jego głąb. Tam gdzie są nowoczesne budowle jest nowoczesna ochrona, ale nie możemy zapomnieć o biedniejszych ludziach. Mieszkają nad samym oceanem i z niego żyją. Wielkie fale nie tylko zabierają i niszczą ich dobytek, ale przede wszystkim warsztaty i miejsca pracy, często i życie.

Ostatni żywioł o którym chcę wspomnieć to wiatr. Straszna siła. Ostatnio słyszeliśmy i oglądaliśmy co się działo na Tajwanie i wybrzeżu chińskim. 300 km/godz.!!!! Tajfun piątej kategorii. Zmiata wszystko co spotka na swej drodze. Mają one gdzie się rozpędzać. Pacyfik jest wielkim oceanem, a na drodze jako pierwsze stoją Wyspy Japońskie. Mój przyjaciel ostatnio opisał mi informacje jakie ukazały się w prasie japońskiej. W związku z globalnym ociepleniem spodziewane są za kilkanaście lat bardzo silne tajfuny, mogące zalać wodą wybrzeża Japonii na wysokość nawet 5 metrów! Jako mieszkaniec Tokyo mój kolega stwierdził, że pewnie się trzeba będzie przenieść w wyższe rejony kraju.

I takie jest właśnie ich podejście do tego tematu. Nie załamują się tylko starają się przystosować. Mrówczą pracą likwidują zniszczenia spowodowane przez naturę i dalej robią swoje. Nie ma co się dziwić, że Alianci w czasie II wojny mieli z nimi tak ciężki orzech do zgryzienia. Przegrywali bitwę, tracili teren, tracili ludzi, ale nie tracili ducha. To nie była tylko wiara w zwycięstwo boskiego Tenno, ale także swoisty stoicyzm pozwalający przetrwać psychicznie przegraną i dalszą kontynuację walki.

Każdy naród przystosowuje się do warunków w jakich żyje, ale Japończycy na swój sposób osiągnęli w tym mistrzostwo. Nad kolejnymi kataklizmami przechodzą do porządku dziennego, nie poddają się mimo ponoszonych strat. Zastanówmy się czy przypadkiem nie są nacją, która ma największą szansę przetrwania. Ludzie żyjący w Europie nie wiedzą właściwie, oprócz niektórych regionów co to jest kataklizm. Gubimy nasze przystosowanie do sytuacji ekstremalnych, jeśli nas kiedyś dotkną [oby nigdy] pewnie bardzo szybko zaczniemy się poddawać załamaniu psychicznemu. Nie jesteśmy na to odporni.
A Japończycy wprost przeciwnie. Są praktycznie przygotowani na każdy kryzys. Nie zapominajmy o tym.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 25.09.2007
Data modyfikacji artykułu: 14.02.2016
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij