Banda Tanuk z Shojoji

Nadeszły ciężkie czasy dla Świątyni Shojoji. Była ona otoczona ze wszystkich stron górami, góry były strzeżone ze wszystkich stron potężnymi fortecami, a lasy były pełne borsuków znanych w Japonii jako tanuki. W nocy owe tanuki przychodziły do Świątyni, biegały wszędzie jak oszalałe i psociły gdzie tylko się dało. W szczególności uwielbiały tańczyć w ogrodzie, uderzając w swoje brzuchy niczym w bębny. Żaden kapłan nie pozostawał długo w Shojoji, żaden nie chciał zając się tą sprawą , dlatego Świątynia bardzo podupadła ostatnimi czasy.

Pewnego dnia słynny kapłan usłyszał co stało się w Shojoji i powiedział " Jaka szkoda. Będę musiał się tam wybrać i naprowadzić sprawy na odpowiedni bieg."

Kiedy dotarł do Świątyni po bardzo długiej podróży, kapłan był zdumiony jak bardzo była ona zniszczona. "Jest nawet gorzej niż mi powiedziano." pomyślał rozpakowując swoje rzeczy.

Tej nocy tanuki usłyszały jak wewnątrz Świątyni kapłan śpiewał święte teksty. "Amm...Amm..."
Już bardzo długo tanuki słuchały tych dźwięków. To było dla ich uszu niczym piękna muzyka. Och, jak one uwielbiały doprowadzać kapłanów do szaleństwa. Spojrzały po sobie i uśmiechnęły się tajemniczo.

Przywódca tanuk zwołał wszystkich razem, aby przedyskutować w jaki sposób pozbędą się tego kapłana ze Światyni. "Wy tam Ponta i Ponko"- powiedział "Dajcie mu porządną lekcję."
"Tak jest!" Ponat i Ponko zaczęli kręcić się w kółko, szybko, szybciej i po 5 obrotach zamienili się w coś zupełnie innego. "Dobre przedstawienie!"- pochwalił przywódca "A teraz idźcie i wypędźcie z niego ostatnie blaski życia."

A w Świątyni kapłan kończył właśnie swoją modlitwę. Gdy miał już wstać i iść przygotować sobie posiłek, Ponta wynurzył się zza niego i poklepał go po ramieniu. Stary kapłan odwrócił się żeby zobaczyć, że mały cyklop wpatruje się w niego intensywnie swoim jednym okiem.

"Aaaaa...!"- krzyknął kapłan. I zanim zdążył dojść do siebie piękna, młoda dama wkroczyła do pokoju. (W rzeczywistości była to Ponko.)
"Dobry wieczór świątobliwy Ojcze."- powiedziała. "Czy nie zechciałbyś napić sie trochę herbaty?" i postawiła przed nim dzbanek uśmiechając się. W tym samym czasie jej szyja zaczęła się wydłużać i wydłużać, aż była długa i wijąca się niczym olbrzymi wąż.

"Na pomoc!"- krzyknął kapłan. Wybiegł za świątynną bramę, co chwila potykając się o kamienie, biegł w dół drogi tak szybko jak tylko jego nogi były go w stanie nieść.

Pozostałe tanuki zebrały się w ogrodzie, aby popatrzeć i razem zaśmiewać sie do rozpuku. Jeden za drugim zaczęły tańczyć i uderzać w swoje brzuchy, bawiąc się jak nigdy dotąd. Znowu udało im się doprowadzić kolejnego kapłana do obłedu.

Następny kapłan, który odważył się przybyć do Świątyni był duży, silny i złośliwy. Nie upłynęło dużo czasu od jego przybycia, jak tanuki zaczęły stosować swoje stare i wypróbowane sposoby. Jednak tam razem sprawy miały się inaczej. Kiedy Ponta ukazała się w Światyni po zamienieniu się w małego cyklopa, kapłan strzelił mu pstryczka w nos. Gdy nadeszła Ponko pod postacią młodej kobiety i zaczęła rozciągać swoją szyję, kapłan zawiązał ja na supeł.

"Auu!! Ała..!!!"- zapiszczała Ponta i razem z Ponko czym prędzej uciekli do lasu. Przywódca tanuk przemyślał wszystko. "Hmm...Nie wydaje mi się abyśmy mogli wystraszyć tego kapłana tylko zamieniając się w straszydła. Tak myślę. Zastanówmy się...Już mam! Będziemy przez całą noc tańczyć i uderzać w nasze brzuchy. Kapłan nie będzie mógł w ogóle spać i wkrótce opuści tą Świątynię."

I tak, późno tej nocy...
Bum, bach-bam, bum, bach-bam...
Kapłan zasnął tej nocy bardzo szybko, jednak głośne uderzenia zbudziły go ze snu. Wstał i podszedł do drzwi. "Hej!"- krzyknął "Żadnych zabaw w ogrodzie!"

Tanuki rozpierzchły się w jednej chwili, śmiejąc się. Następnie ukryły się w cieniu drzew.
"Stój! Wracajcie tu w tej chwili, wy małe diabły! Nie uda wam się zrobić ze mnie głupca! Nie uciekniecie mi!" I kapłan zaczął ganiać tanuki po całym ogrodzie, ale były dla niego stanowczo za szybkie. W końcu wspiął się na skałę i wpadł na kamienną latarnię, uderzając się w głowę tak mocno, że jedynymi rzeczami które widział do końca nocy były gwiazdy.

Następnego dnia wielki, silny kapłan spakował swoje bagaże i opuścił Świątynię Shojoji. Kolejne zwycięstwo bandy tanuk. Ale ta sytuacja miała się wkrótce zmienić.

Następnie przyjechał zaniedbany, ubrany w łachmany mężczyzna. Lubił on zapuszczone, zniszczone świątynie i jak tylko zobaczył Shojoji od razu postanowił w niej zostać. Tanuki jak zwykle przygotował spotkanie i Ponta zamienił się jak zwykle w małego cyklopa. Jednak kiedy wszedł do Świątyni...
"Och! Jaki śliczny, mały cyklopik," powiedział zaniedbany kapłan. "Proszę, weź sobie jedno z tych ryżowych ciastek."

Ponta był zdezorientowana. Przyjął ciastko i czym prędzej uciekł do lasu. Nadeszła kole Ponko. Kiedy weszła i rozciągnęła swoją szyję, kapłan tylko się śmiał i bił jej brawo. "To jest wspaniałe!"- powiedział. "Jak Ty to robisz? Proszę, napijmy się." I kapłan nalał do czarki ryżowego wina dla Ponko.

Przywódca tanuk był w szoku, gdy usłyszał jak Ponta i Ponko zostali potraktowani. "Jeśli sprawy tak wyglądają, to pozostaje nam tylko jedna możliwość."- powiedział.

Tej nocy, niedługo po tym jak kapłan zasnął, został zbudzony niewyobrażalnym hałasem dochodzącym z ogrodu. Wstał, podszedł do drzwi, wyjrzał i zobaczył tuziny tanuk uderzających w swoje brzuchy.

"Rety!"- powiedział kapłan "Wygląda na to, że świetnie się bawią! Mogę d was dołączyć?" Wybiegł na zewnątrz i zaczął uderzać w swój brzuch ku ogromnemu zdziwieniu i zaskoczeniu tanuk. Nigdy wcześniej nie natknęły się one na takiego kapłana.
Bum, bach-bam, bum, bach-bam...
Dźwięk, który wydawał uderzany brzuch kapłana wydawał się dziwny dla tanuk. Pomyślały, ze jest on bardzo śmieszny. "Ha, ha, ha! Posłuchajcie tego!"

Gdy tylko kapłan zorientował się, że tanuki śmieją się z niego, zaczął starać sie jeszcze bardziej. "Już wystarczy"- powiedział w końcu przywódca tanuk. "Lepiej odpocznij trochę zanim Twój brzuch eksploduje." Ale kapłan tego nie słyszał. Starał się z całych sił wydobyć jak najlepszy dźwięk. Po długim czasie zaczął się zataczać i wkrótce upadł na ziemię.

"Widzicie? A nie mówiłem?"- powiedział przywódca. "Lepiej zanieśmy go do Świątyni, zanim umrze z zimna." I tak tanuki, które chciały doprowadzić kapłana do obłędu zajęły się nim. Dobroduszność i przyjazna natura kapłana odniosła zwycięstwo nad nimi.

Następnego dnia kapłan obudził się i powiedział "Zabawne... Nie przypominam sobie, żebym wrócił wczoraj do łóżka. Zastanówmy się... Byłem w ogrodzie, uderzałem w mój brzuch...Oh, ostatecznie to nie jest takie ważne. Najważniejsze jest teraz ćwiczenie dźwięku uderzania w mój brzuch." Kapłan nie tracił więc czasu. "Nie jest najważniejsze czy bardzo mocno uderzam w brzuch. Musi istnieć tu jakiś inny sekret. Może jeśli złożę dłonie tak..."
Ćwiczył cały ranek. Później zjadł szybki obiad i wrócił z powrotem do swoich ćwiczeń. Jaka determinacja!!!

Tej nocy zaniedbany kapłan przyłączył się do tanuk po raz kolejny. Spędzili razem wspaniały czas, bębniąc ile tylko mieli sił i tańcząc przy świetle księżyca.
Bum, bach-bam, bum, bach-bam...

Kapłan był teraz naprawdę dobry i tanuki nie mogły prześcignąć go w uderzaniu w brzuch. "Nie dajcie mu się pokonać!"- krzyczał przywódca, który uderzał w swój brzuch z taką siłą, że zaczął on się powiększać niebezpiecznie. Jednakże w tym podekscytowaniu nie zwrócił na to najmniejszej uwagi i uderzał z całych sił nieustannie, aż...
BAM!!!
Brzuch przywódcy eksplodował. Upadł na plecy i leżał na kamieniu przeraźliwie jęcząc.
"Och! To straszne! Lekarstwa! Proszę przynieście mi szybko jakieś lekarstwo!"

Kapłan pośpiesznie udał się do Świątyni i wrócił ze słoikiem leku. Wysmarował nim brzuch przywódcy i zapytał "Jak się teraz czujesz?".
Tanuki uśmiechnął się i powiedział do niego "Teraz jest już dużo lepiej. Dziękuję Ci. Niech zabawa trwa dalej! I raz, I dwa, I ał!ała!ałć!" On był gotowy kontynuować dalej, ale jego brzuch nie.

"Powinieneś przez jakiś miesiąc, albo trochę dłużej obchodzić się ze swoim brzuchem ostrożnie."- powiedział kapłan "Postaraj się wytrzymać bez zabawy do pełni w przyszłym miesiącu. W porządku! Jesteście gotowi!?"

"TAAAAK!!!"- krzyknęły wszystkie tanuki.
Przywódca usiadł na skale i przyglądał się jak wesoły kapłan i pozostałe tanuki uderzały w brzuchy przez calutką noc.

Do tej pory, jak powiadają niektórzy, w ogrodzie Shojoji gromadzą sie tanuki i przy każdej pełni księżyca odprawiają swoje tańce i zabawy.

Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Data dodania artykułu: 03.02.2007
Data modyfikacji artykułu: 24.02.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij