Mr Fugu

07.02.2014 18:43 Sebastian Homan

Miło nam poinformować, że portal Konnichiwa.pl objął patronatem medialnym książkę "Mr Fugu".

"Mr Fugu" to debiutancka powieść Polki od sześciu lat mieszkającej w Japonii. Zafascynowana japońskim teatrem i jego baśniową, magiczną oprawą napisała historię, która wprowadza nas właśnie w taki zaczarowany i odległy świat. Świat Isao i Nicole, Japończyka i Europejki: bezwzględnego właściciela dużej firmy w Tokio i jego pięknej, blondwłosej żony. Jest to jednak przede wszystkim historia o miłości, tej trudnej, niezrozumiałej i momentami niebezpiecznej, która choć od samego początku wydaje się być skazana na porażkę, potrafi w pewnym momencie ten ostatni raz o siebie zawalczyć. Czy para bohaterów wykorzysta daną im szansę?

Książkę uzupełniają ilustracje japońskiej artystki Yukari Fukudome oraz zdjęcia.

Mr Fugu
Joanna Shigenobu

  • ISBN: 978-83-7805-963-9
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Format: 144x206 mm
  • Liczba stron: 182, ilustracje
  • Ilustracje: Yukari Fukudome
  • Premiera: 10 lutego 2014
  • Cena: 34 zł
  • Wydawca: Warszawska Firma Wydawnicza



Ilustratorka Yukari Fukudome z okładką książki

O Autorce:

Joanna Shigenobu – ur. 1976 r., ekonomista, technik obsługi ruchu turystycznego. Od 6 lat mieszka w Japonii. Interesuje się japońskim teatrem, przyjaźni się z jedną z japońskich grup teatralnych.

Fragment:

Mąż Nicole nie miał przyjemnego wyrazu twarzy, do tego na jego prawym policzku widniała dość pokaźnych rozmiarów blizna, mogła to być pamiątka po jakimś wypadku lub bójce, jeszcze z czasów młodości.

Blizna ta sprawiała na pewno, że twarz wydawała się o wiele groźniejsza i surowsza, niż w rzeczywistości była.

Pomyślałam sobie nawet, że teraz, kiedy medycyna jest tak wysoko rozwinięta i można praktycznie wszystko, usunięcie tej jego blizny, albo chociażby jej zmniejszenie wydawałoby się dziecinnie proste… Ale po pierwsze, trzeba chyba chcieć, a on najwyraźniej wykorzystywał ją w tym swoim pokręconym wizerunku. Jego średnio długie włosy były zawsze gładko zaczesane do tyłu i niedbale spięte w kucyk.

Może to właśnie owy kucyk pozwalał mu się utożsamiać ze stylem i wyglądem samuraja?

Być może tak właśnie było…

Miał jeszcze jedną niewybredną manierę, co chwilkę podciągał rękaw koszuli, żeby ukazać światu najnowsze modele zegarka Rolex, które nosił dumnie na przegubie prawej i lewej ręki.

W jakiś sposób wzbudzał we mnie lęk, gestami, spojrzeniem, a także intonacją głosu dawał do zrozumienia, że jest kimś ponad swoimi rozmówcami.

Lecz dla mnie był tylko bufoniastym typem z tą swoją nieuzasadnioną dumą wypisaną na twarzy.

Już wtedy na balu charytatywnym ta jego niebezpieczna postać i zachowanie pozwoliły mi na znalezienie dla niego odpowiedniego przydomku, w myślach nazwałam go właśnie Pan Fugu.

W Japonii ryba o nazwie fugu, pomimo że jest podawana tylko w specjalizujących się w jej przyrządzaniu restauracjach, nadal budzi strach i przerażenie na myśl o truciźnie, która się w niej znajduje, źle przyrządzona ryba może po prostu zabić.

Fugu kojarzyła mi się więc z rosyjską ruletką, niebezpieczną zabawą dla szalonych lub znudzonych życiem ludzi.

Nie wiem dlaczego, ale może w tych niebezpiecznych kręgach tak się właśnie dzieje, igranie na krawędzi życia i śmierci z rybą fugu…

Są to jednak tylko moje rozmyślania i wcale tak nie musi być.

Choć pewnie zabawnie by to wyglądało: siadamy do stołu i, tak jak w rosyjskiej ruletce, każdy po kolei wybiera swój kawałek rybki…

Oczywiście japońscy przyjaciele starali się na wszystkie sposoby przekonać mnie, że nie jest to prawda, a wszystkie te złe opinie i mity na temat fugu to tylko i wyłącznie gadanie wystraszonych, spanikowanych cudzoziemców.

Wszak w Japonii fugu zaliczana jest do rarytasów dostępnych tylko dla zamożnych.

No i posmakowałam fugu pewnego deszczowego dnia, jadłam, zachwycając się jej smakiem, na początku w ogóle nie wiedząc, że jem właśnie tę rybę.

Jedno, co mogę powiedzieć, to to, że w pierwszej chwili byłam święcie przekonana, że jem kawałki smażonego kurczaka w chrupkiej panierce, byłoby dziwne, żeby w restauracji sushi dostać kurczaka, ale fugu ma właśnie taki smak.

Jest naprawdę przepyszna, oczywiście jest też podawana w wersji surowej, ale na tę już się nie zdecydowałam.

Pomyślałam też sobie od razu, że nazwanie męża Nicole Panem Fugu było jak najbardziej trafne… Ryba ta wszak ma różne oblicza smaku, od słodkiego do niebezpiecznego… Jest jak afrodyzjak, który w ostateczności może nawet i zabić.

« wstecz