Zwierciadło bogini, aut. Lucjan Wolanowski

Lucjan Wolanowski, urodzony w latach 20 ubiegłego wieku: uznany i ceniony dziennikarz, reporter, pisarz. Może nieco zapomniany przez zwykłego zjadacza chleba, ale po lekturze recenzowanej przez mnie książki powiem ( bo muszę i do tego z ręką na sercu ): warto sięgnąć po jego twórczość. Wolanowski przeszedł od tematyki krajowej - do podróżniczej, zagranicznej; szczególnie upodobał sobie relacje z wojaży po Dalekim Wschodzie i Oceanii. Pozazdrościć, oj, nic tylko pozazdrościć...

Książka ta to zajmujący reportaż z podróży autora do Japonii. I to atrakcyjny nie tylko dla kogoś, kogo fascynuje Japonia, ale i dla osób ceniących sobie sprawną warsztatowo, pełną detali, smaczków i zbliżeń literaturę faktu. Z jednej więc strony mamy możliwość spojrzenia na tematy dotyczące Japonii z punktu widzenia polskiego reportera, Europejczyka, człowieka naszego kręgu kulturowego, który czasem się dziwi, czasem czymś zachwyci, czasem zszokuje i zadziwi; z drugiej zaś strony mamy do czynienia z kawałkiem naprawdę zgrabnie napisanej książki od strony technicznej, bez zbędnych nudziarstw.

Ale przejdźmy do konkretów. "Zwierciadło bogini" nie jest reportażem nowym, jest to rzecz może nie tyle leciwa, co raczej mająca już swoje lata, swoją dojrzałość można by powiedzieć; po raz pierwszy została wydana nakładem "Czytelnika" na początku lat 60 XX wieku. Tak więc w jej zdobyciu pomocna będzie wiedza o umiejscowieniu antykwariatów w naszej okolicy, tudzież odwiedziny aukcyjnych portali internetowych. Można zapytać: na cóż czytać takiego starocia, skoro informacji związanych z Japonią można szukać w nowszych publikacjach? A no można, można zapewne z różnym efektem i różnym ukontentowaniem. Bo ten reportaż to majstersztyk, to stara i dobra, klasyczna szkoła polskiego reportażu. Pisana nie przez amatora, nie przez ignoranta, a przez rasowego publicystę.
Od lat 60 w Japonii, jak i wszędzie wiele rzeczy się zmieniło, to nie podlega kwestii dyskusji w żadnej mierze, ale są pewne rzeczy, które są usytuowane na osi constans, które są stałe. Do nich należy wspomniane wcześniej przez mnie zadziwienie białego człowieka kulturą Dalekiego Wschodu. Czy ta reakcja nie jest ciekawa? Zapewniam, że lata nie odebrały wiele tej książce, to, że trąci myszką według mnie dodaje jej pewnego uroku i ... romantyzmu. Jasne, nie tranzystor obecnie jest szczytowym osiągnięciem japońskiej elektroniki czy techniki. Ale czy to jest kwestią najistotniejszą?

Opowieść w książce zaczyna się na lotnisku, oglądamy przygotowania do odlotu, wreszcie reporter stawia nogę w samolocie, który uniesie go do krainy Amaterasu - Jaśniejącej Bogini. Książka składa się z 18 rozdziałów: "Złote Koło", "Szkatułka zamknięta, klucz zgubiony", "Za chryzantemową kurtyną", "Kwiaty dla oskarżenia", "Upiory z Ueno", "Dzień, w którym życie gasło", "Ich ryż powszedni", "Czarne Pióro", "Niewiarygodny pan Mikimoto", "Następny do wanny", "Rok Szczura", "Kiedy wlazłeś między wrony...", "Most zbudowały sroki", "Mosi-mosi", "Jatka na jezdni", "Mur bardzo wysoki", "Miasto bez nocy" oraz "Reportaż z 13 lotnisk".

A cóż serwuje nam Wolanowski? Mamy naturalnie kwestię nie do ominięcia: wprowadzenie w temat izolacji Japonii od reszty świata, wszystko: pisane gawędziarsko, reporter nie unika anegdotycznego potraktowania sprawy: "Aby nie czekać zbyt długo na wizę japońską - fabrykowano fałszywe. (...) Fabrykant wiz kopiował je hurtem według jednego oryginalnego wzoru - naturalnie razem z nazwiskiem napisanym tam po japońsku. Tym sposobem, gdy przez Japonię przejeżdżały setki Polaków, to Japończycy nie posiadali się ze zdumienia, że każdy Polak nazywa się Rabinowicz...". Historia związana jest z uchodźcami polskimi w okresie II wojny światowej, którzy drogą Litwa-Władywostok-Japonia uciekali do... USA.
Kolejne pytanie, zaraz potem odpowiedź. Kim dla Japończyków jest ich cesarz, nakreślony kult władcy wynikający z rdzennej japońskiej religii sinto, władcy - uznawanego zresztą za potomka bogów - jest moim zdaniem ciekawie zilustrowany przez autora. Odwołania do japońskiej mitologii, zerknięcie na rytuały związane z dworem cesarskim. "Mity o stworzeniu świata przez japońskich bogów, o boskim pochodzeniu cesarzy i wypływających stąd wyższości nad innymi narodami, weszły do programów szkolnych i wykładane były z całą powagą w ramach takich nauk, jak historia, geografia, literatura i etyka." Nie pomija Wolanowski trudnej sytuacji międzynarodowej po II wojnie światowej, rozliczanie się z japońskimi żołnierzami; sądy nad nimi.

Czytamy między innymi i o samurajach, o japońskim filmie, o gejszach, o kodeksie busido, o podwodnych pastwiskach ostryg pana Mikimoto, hodowcy naturalnych pereł, o militaryzacji Japonii, "cywilnych celach": Hirosimie i Nagasaki, mentalności japońskiej, architekturze japońskiej, tradycyjnych oberżach, pozycji kobiety w tradycyjnym ujęciu, świętach i festiwalach, Ajnach i wodzu Ajnów o intensywnie niebieskich oczach, o sinto - państwowej religii, grzeczności japońskiej, samobójstwach, systemie społecznych zobowiązań. Wątków jak widać jest wiele, zaś autor szpikuje tekst drobiazgami i szczególikami, odwołuje się do tekstów źródłowych.

Nie umiałabym powiedzieć, co mi się w tej książce nie podobało. Polecam ją z krynicznie czystym sumieniem J , ponieważ uważam ją za interesującą, rzetelnie napisaną i przybliżającą nam o krok Japonię. Przeczytajcie, zapewne się nie zawiedziecie...

Reporter w kraju tranzystorów i gejsz
Lucjan Wolanowski
Czytelnik 1964

Autor: Sillhre
Data dodania artykułu: 19.12.2005
Data modyfikacji artykułu: 01.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij