Zrozumieć Japończyka, a czy oni nas rozumieją?

Możecie się ze mnie śmiać, ale mimo kilkakrotnego pobytu na japońskiej ziemi odpowiem krótko. NIE WIEM. Zupełna paranoja. Człowiek niby z nimi i wśród nich przebywa, a praktycznie nie wie co oni sobie o nas myślą.

Prosta sprawa. Rozmawiam z rodowitym mieszkańcem Kraju Kwitnącej Wiśni i widzę przed sobą praktycznie cały czas uprzejmą maskę. Wiem, że oni w takim sposobie bycia specjalizowali się przez kilkaset lat, ale szlag człowieka trafia i nie wie czy facet sobie z nas kpi czy on taki zawsze, mimo tego, że wiem, że u nich to normalny sposób rozmowy.

Druga sprawa to śmiech. Niby rzecz zwyczajna, a jednak i tu coś dziwnego. My śmiejemy się bez ograniczeń, a oni? Dyskrecja w uśmiechu prawie doskonała, ale wg. naszych wzorów to jest tłumiony chichot. Taki śmiech, typowy sposób prezentowania ukrytej drwiny, lub cichego "nabijania" się z kogoś, oczywiście wg. naszych wzorców. Z drugiej strony zastanawiamy się czy nie jest to metoda ukrycia tzw. nieświeżego oddechu, ale czy im wszystkim nieciekawie pachnie z ust ? Znów nic nie wiemy, czy oni tak zawsze, czy tylko przy nas?

Oddzielny temat to rozmowy i przebywanie w towarzystwie pań. Zacznę od herbaciarni w tradycyjnym stylu. Na terenie zamku Yeasu Tokugawy w Nagoi jest taki pawilon. Cudowne miejsce gdzie można się delektować nie tylko smakiem napoju, ale także pięknym otoczeniem i ... ładną obsługą. Panie, aż trudno je nazwać kelnerkami, ubrane w kimona, przyrządzają i podają tradycyjną japońską herbatę, ucząc jednocześnie niezwykle subtelnie jej ceremoniału picia. Są na swój sposób pełne wyrozumiałości dla nieokrzesanych gajdzinów, pokazując dyskretnie jak należy brać czarkę z napojem, jak pić, i co można do niej skonsumować. Pamiętam, że były jednak momenty kiedy otaczał nas wianuszek dyskretnego śmiechu jak "strzeliliśmy" jakąś gafę. Szczególną wesołość wzbudziła chęć posłodzenia herbaty przez jedną z naszych koleżanek. Potem mimo braku wspólnego języka dziewczyny w kimonach długo tłumaczyły gestami dlaczego tego się nie robi.

Sam przeżyłem też na swój sposób zabawną przygodę. Kiedy po raz pierwszy jechałem odwiedzić swojego przyjaciela od wielu lat mieszkającego w Japonii i ożenionego z miejscową damą, byłem pełen obaw czy nie popełnię jakiegoś nietaktu. Kiedy wiózł mnie do swojego domu, wypytywałem się go o to co mi wolno, a co nie. Problemem już było same powitanie. Co prawda jego małżonka była już w Europie i zna tutejsze zwyczaje, ale przecież teraz ona była u siebie. Podjęliśmy salomonową decyzję, zobaczymy jak ona mnie przywita, czy ukłonem, czy bardziej po europejsku. No i stało się. Zostałem powitany wyciągnięciem ręki, więc błyskawicznie, delikatnie ją uchwyciłem, ale w tym momencie zagrała we mnie szarmancka dusza i zapytałem się po polsku kolegi-"Całować?" On, po chwilowym wahaniu z szelmowskim uśmiechem rzucił- "A całuj zobaczymy co się będzie działo". I się działo. Co prawda dłoni nie wyrwała, ale jednak dość szybko ją cofnęła chichocząc jednocześnie, a później cały wieczór co na mnie dyskretnie spojrzała to zanosiła się dyskretnym śmiechem. Największy z tego ubaw miał mój przyjaciel. Ja w sumie trochę mniejszy, bo bałem się, że może jednak w jakiś sposób ją uraziłem. Słuchajcie, ta dziewczyna była w Polsce, widziała ten sposób powitań, podejrzewam, że ją też tak witano, a jednak na swoim gruncie zareagowała na miejscowy sposób.

Nie ma znaczenia, czy Japończycy widzieli nowości świata zachodniego, oni zawsze będą reagować po swojemu na fakt zderzenia dwóch kultur. A czy my byśmy nie zareagowali zdziwieniem jak nasz znajomy, albo nie znajomy witał nas ukłonem, a nie wyciągnięta ręką na powitanie. Dopiero później przyszło zastanowienie, ile ta Japonka musiała przejść "duchowo", aby powitać mnie w ten sposób. Jaki to był wielki ukłon w kierunku mojej osoby. Spójrzmy na to inaczej. Czy my sami bylibyśmy do czegoś takiego zdolni witając człowieka z drugiego kończ świata. Czy przypadkiem nie chcielibyśmy, tylko z drobnej próżności pokazać tzw. polskiej gościnności, która nie oszukujmy się mogłaby być dla kogoś z innej kultury nawet obraźliwa?

Jednej rzeczy tylko Japończycy nie mogą się nauczyć, a mianowicie improwizacji. Zawsze działają według ściśle ustalonego planu. Jeśli coś zdarza się nieoczekiwanego nie wiedzą co zrobić. W ich historii było podobnie. Faktem jest, że element zaskoczenia dla nich jest śmiertelnym wrogiem. Tak było w czasie bitwy pod Midway czy na Morzu Filipińskim. Togo pod Cuszimą wygrał nie tylko dla tego, że miał lepsze okręty, ale przede wszystkim Rosjanie zrobili to co on wcześniej zaplanował, podejrzewam że jakby rozegrali bitwę choć trochę inaczej Togo nie wiedziałby co zrobić, istny obłęd.

W czasie mojego pobytu musieliśmy z dość dużym wyprzedzeniem przewidywać sami możliwe zmiany, aby nie zaskoczyć czymś w ostatniej chwili organizatorów. Jeśli Japończycy wiedzieli, że coś może się zmienić, ale nie musi, to na wszelki wypadek sami się do tego przygotowywali i wszystko było w porządku.

Każdy człowiek ma prawo do swojej odrębności kulturowej i sposobu życia. Nie można wymagać by ludzie wychowani w innej kulturze postępowali tak jak my chcemy. Dotyczy to także drugiej strony. Tylko idąc drobnymi kroczkami możemy się w jakiś sposób zasymilować z miejscowymi. Nic na siłę. Tak jak oni nas obserwują starajmy się ich obserwować. Szczególnie jest to ważne z dala od wielkich miast. Pamiętam jaką radość sprawiałem kiedy wchodząc gdziekolwiek wykonałem powitalny ukłon, powiedziałem "dzień dobry" prawidłowo w zależności od pory dnia, podziękowałem jak zostałem obsłużony. Jeśli ktoś, kiedyś dał zły przykład Europejczyka, to nasze zachowanie na pewno spowoduje zmianę zdania na nasz temat. Nie bójmy się być grzeczni i uśmiechnięci. Zostawmy po sobie jak najlepszą wizytówkę, a wtedy jak przyjedziemy drugi raz, powitają nas z dużo mniejszą rezerwą.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 25.08.2007
Data modyfikacji artykułu: 27.07.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij