Yutaka Yokota – Podwodni kamikadze

Yutaka Yokota – Podwodni kamikadze
Oficyna Wydawnicza FINNA

W masowej świadomości zjawisko kamikadze funkcjonuje głównie jako rozbijający się o burty amerykańskich okrętów nieszczęśnicy lub jak chciała wojenna propaganda – mityczni pół-bogowie niesieni patriotycznym zapałem obrony nieskazitelnie świętej ziemi. Niezależnie jednak od różnych obrazów funkcjonujących tu i tam, w rzeczywistości kamikadze jak wiele innych dziedzin „ludzkiej działalności” jest o wiele bardziej rozległe, skomplikowane, nie dające się zamknąć w jednej formułce - "oddał życie za ojczyznę". Za każdym bowiem atakiem stoi cały ciąg jednostkowych doświadczeń, bagaż przeszłości, niepewność jutra czy może po prostu ludzki dramat.

Mass media uwielbiają tworzyć jasne i proste konstrukcje, przekazy, które łatwiej przenikają do umysłu odbiorcy. W tym przypadku również jest podobnie, dlatego z wielkim zainteresowaniem przyjmuję każdą pozycję opartą o bezpośrednią relację uczestnika. Właśnie z taką narracją mamy do czynienia w pamiętnikach Yutaki Yokoty, członka jednej z formacji kamikadze – tym razem nie powietrznej ale... podwodnej. Tak, "opętani" myślą ostatecznego zwycięstwa (sic!) przeciwko zbliżającemu się nieuchronnie ze wschodu stalowemu walcowi, Japończycy nie mieli skrupułów aby zamykać swoich obywateli w ciasnym wnętrzu torped w myśl zasady: jedna torpeda – jeden lotniskowiec. Pomimo, że brzmi to groteskowo tak właśnie miało być – uniesieni nadzieją, podwodni wojownicy przed odejściem z tego świata mieli zniwelować potęgę US Navy i na wieki dołączyć do grona obrońców Nipponu.

Pamiętnik Yokoty poświęcony jest właśnie tej "niezwykłej broni" – kaitenowi, żywej torpedzie, która zazwyczaj dryfuje gdzieś na boku historii kamikadze, jak okazuje się z lektury - zupełnie niesłusznie, gdyż Japończycy niezwykle dużo wysiłku poświęcili temu właśnie sposobowi autodestrukcji. Książka podzielona jest na 17 mini-rozdziałów, w których autor-bohater opisuje swoje doświadczenia i przeżycia od czasów szkolenia w bazie lotniczej w Tsuchiurze, aż do końca wojny. Znajdziemy również standardowe "słowo wstępne" oraz krótki epilog.

Opowiadanie zaczyna się w momencie zgłoszenia się autora na ochotnika do nowej formacji, o której wiedziano tylko tyle, że może ona zmienić bieg wojny... Towarzyszymy zatem bohaterowi podczas jego rozterek nad zapisaniem się na sternika kaitena, przebiegu szkolenia czy w reszcie wypływamy razem z Yokotą w jego samobójczy rejs, jak się okaże... nie tylko jeden raz. Książka nie jest jednak tylko zapisem procesu szkolenia i „służby” ale również zawiera wiele cennych uwag i informacji na temat samego kaitena. Sam Kaiten – rozwinięcie jednego z największych technicznych sukcesów Japończyków czyli Torpedy Typu 93 zwanej potocznie „Długą Lancą” już sam w sobie stanowi ciekawy materiał. Pamiętniki Yokoty nie zatrzymują się jednak tylko na samym opisie „technicznym” czy też użytkowym tej broni ale również na sposobie jej wykorzystania przeciwko US Navy – taktyce, możliwości użycia w boju. Yokota przybliża poszczególne próby ataku z użyciem torpedy - każdy taki opis zawiera nazwy grup bojowych, które brały udział w akcji wraz z ilością kaitenów, nazwiska uczestników, sukcesy i porażki. Znajdziemy także niejedno zdanie o okrętach podwodnych, które „przenosiły” kaiteny w rejon akcji i na pokładach których, sternicy przeżywali swoje ostatnie godziny życia. Co warte odnotowania, opis ten nie jest tylko suchym zestawem dat oraz wyników ale wręcz emocjonującym dopingiem kolegi, który opisuje starcia swoich towarzyszy tak jakby kibicował swoim kolegom z drużyny podczas meczu piłki nożnej. Znajdziemy tu więc radości z sukcesów (jak się później okaże, niezwykle przesadzonych) jak i gorycz porażki czy też rozczarowanie kiedy - to okazuje się, że zamiast pancernika i lotniskowca trzeba zaatakować zwykły niszczyciel, lub o zgrozo, transportowiec.

Najbardziej wartościowym elementem pamiętników Yokoty jest jednak opis wewnętrznych przeżyć człowieka, który lada chwila ma zginąć roztrzaskując się o burtę wrogiego okrętu. Zaskakuje niebywała determinacja bohatera w dążeniu do śmierci oraz fakt, że człowiek cieszy się z nadchodzącego końca. Zdumienie budzi również naiwna wiara w to, że zatopienie chociaż jednego amerykańskiego okrętu odmieni losy wojny, co oczywiście nie mogło mieć miejsca. Nagromadzenie tego dziwnego „huraoptymizmu” budzi jednak pewne podejrzenia o ich prawdziwość. Na ile bowiem umysł młodego człowieka może być opętany ideą bohaterskiej śmierci, poświęcenia dla ojczyzny? Czy - znacznie upraszczając – patriotyzm w jego najwyższej postaci jest nierozerwalnie związany z aktem świadomego samobójstwa, nawet w tak wątpliwych okolicznościach? Czy jest to wynik długoletniej propagandy, czy jednak prawdziwej żarliwości, poświęcenia, „honoru”? Dopiero w momencie kiedy autor opisuje swój „ostatni” urlop w domu, możemy spostrzec, że jego twarda i nieprzejednana postawa zaczyna nieco słabnąć, pojawiają się wątpliwości, żal czy po prostu smutek, że to już „koniec”. Książka więc paradoksalnie za jednym razem i wzmacnia i obala stereotyp „japońskiego fanatyzmu” - dając czytelnikowi duże możliwości wyciągnięcia swoich własnych wniosków. Błędem jest jednak sądzić, że los tych młodych ludzi to tylko smutny fatalizm, momentami możemy bowiem nawet pozazdrościć sposobu w jaki przeżywa się ostatnie dni życia nawet w takich beznadziejnych chwilach.

Kolejna sprawa, która wyłania się książki to niebywałe wręcz poświęcenie środków na wyszkolenie jednego sternika kaitena oraz gorliwość całej obsługi technicznej. Zrujnowany kraj jak się okazuje jest w stanie dać jednemu „ochotnikowi-samobójcy” znacznie więcej niż walczącym dzień i noc na frontach żołnierzom oraz pracującej mozolnie w pocie czoła ludności cywilnej. Ten dziwny dysonans jest specyficznym wyróżnieniem Japończyków i możemy go wyraźnie zaobserwować w opisywanych w książce historiach.

Pamiętniki Yokoty z pewnością są niezwykła relacją - zapisem myśli, przeżyć użyć, wątpliwości człowieka który z własnego przekonania wybrał śmierć, poświęcenie dla ojczyzny. Na ile jego wybory i droga była słuszna i uzasadniona? Czytelnik może sam osądzić – do czego zachęcam.

Autor: Tomasz Kajzerek
Data dodania artykułu: 14.09.2013
Data modyfikacji artykułu: 30.11.-0001
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij