Loading...

Wojna czy pokój?

Kiedy 21 czerwca 1945 roku wojska amerykańskie ostatecznie stłumiły wszelki opór armii cesarskiej na Okinawie stało się jasne, że ich następnym celem staną się macierzyste wyspy Japonii. Co więcej, finał całej operacji był stosunkowo łatwy do przewidzenia. Przygniatająca przewaga techniczna USA nie pozostawiała złudzeń, kto okaże się zwycięzcą. Można się było tylko spodziewać, że podczas zajmowania samej Japonii straty armii amerykańskiej będą wysokie, jednak straty japońskie... Porównajmy Okinawę. Podczas zdobywania wyspy US Army straciła 7613 żołnierzy, Japończycy ok. 100 tys. (red.: łączne straty USA w bitwie wyniosły: 12,520 żołnierzy; dodatkowo ponad. 50,000 zostało rannych lub niezdolnych do walki). Dodając jeszcze 40 tysięcy cywilów mamy przerażający rozmiar strat. Za jednego Amerykanina ginęło 20-u obywateli Japonii. Można więc było być pewnym, że jeżeli inwazja na główne wyspy archipelagu, będzie dla Ameryki niezwykle bolesna, to dla samego Kraju Kwitnącej Wiśni stanie się katastrofą. Ową katastrofę przewidywały koła wojskowe zresztą. Ich plany zakładały mobilizację wszystkich Japończyków. Cała ludność miała stawić opór aliantom. To, że owa ludność uzbrojona była w kije bambusowe, szczęściarze zaś posiadali jakieś przedpotopowe flinty, się nie liczyło. Przecież nawet dziecko, według nich, mogło się rzucić pod amerykański czołg z granatem w ręku.

669.jpg
Cesarz Showa (Hirohito)
Zdjęcie z http://www.american.edu/TED/ice/japan-oil.htm

Liczyli się z tym, że cały naród zostanie unicestwiony, lecz dla generalicji miało to drugorzędne znaczenie. Na szczęście nie wszyscy podzielali to zdanie. Chociaż cesarz Hirohito ciągle miał jakie takie zaufanie do swoich dowódców, to przecież znaleźli się przy nim także tacy, co starali się przedstawiać mu sytuację w barwach prawdziwych, a nie spreparowaną przez propagandę armii papkę. Grupa osób, która zaczęła zauważać oczywistość skrajnie trudnej sytuacji Japonii zaczęła się kształtować w 1944 roku. Grono to objęło osoby na niezwykle eksponowanych stanowiskach m. in. czterej premierzy: książę Konoye, admirał Okada, baron Wakatsuki i admirał Yonai. Dodajmy do tego takie osobistości, jak szef biura informacyjnego Ogata, minister finansów Sotaro Ishiwatari, baron Sidehara, baron Ikeda oraz czołowe postacie świata ówczesnej polityki: Hotoyama, Kase, Yoshida. Działalność tej grupy na dworze wspierali: młodszy brat cesarza, komandor książę Takamatsu, kuzyn cesarza generał książę Higashikuni oraz cesarzowa - matka Sadako. Grupa ta wprawdzie nie mogła zrównoważyć potężnego wpływu generalicji, ale przynajmniej dostarczała cesarzowi prawdziwe raporty stanu państwa oraz analizy rozwoju działań wojennych. Te zaś nie pozostawiały złudzeń. Szczególnym wydarzeniem, które ponoć wstrząsnęło cesarzem i doprowadziło go ostatecznie do przekonania o konieczności przerwania wojny, był wielki nalot na Tokio 11 marca. Kiedy Hirohito zażądał od generalicji raportu, otrzymał znów spreparowany zestaw danych minimalizujący straty. Ponieważ jednak informacje te niezbyt pokrywały się z wiadomościami, które dotarły do cesarza drogami mniej oficjalnymi, Tenno wyraził pragnienie osobistego zwiedzenia miasta. Generalicji nie udało się zmienić zamysłów cesarza i oto teraz sam władca przekonywał się, do jak strasznych skutków doprowadziła jego własna uległość wobec armii i zgoda na politykę agresji.

670.jpg
Korechika Anami
Zdjęcie z http://www.answers.com/topic/korechika-anami

Przyłączenie się Hirohito do frakcji pokojowej jednak wcale nie oznaczało jej zwycięstwa, tym bardziej, że władca wcale nie zachowywał się zdecydowanie i jednoznacznie. Plan "Jaspis w szczątki" przewidujący mobilizację wszystkich Japończyków wprowadzono jedynie dlatego, że cesarz nie wypowiedział się ani za, ani przeciw. Gabinet więc uznał, że posiada jego milczącą akceptację i wydał odpowiednie rozporządzenia. Podobnie sytuacja przedstawiała się w lipcu 1945, kiedy brak konkretnej wypowiedzi cesarza zdecydował o nieprzyjęciu deklaracji poczdamskiej, w której sojusznicy wzywali Japonię do kapitulacji. Plan wojny, przedstawiony wtedy cesarzowi przez generalicję, był mniej więcej taki: jeżeli cały naród stanie do walki przeciwko najeźdźcom, to po prostu Amerykanom nie będzie się opłacać atak na Japonię i przystąpią do negocjacji. Cesarz zaś powinien, w razie potrzeby, przenieść się na kontynent, gdzie wielka Armia Kwantuńska zapewni mu całkowite bezpieczeństwo. Takie coś zaprezentowali jego wysokości: szef sztabu generalnego wojsk lądowych generał Umezu, admirał Toyoda oraz minister wojny Anami. Ostatecznie poparł ich też wahający się premier Suzuki, mimo próśb markiza Kido, pełniącego obowiązki strażnika tajnej pieczęci, czy ministra Togo, którzy błagali o natychmiastowe wszczęcie rokowań. Cesarz, swoim zwyczajem, nie opowiedział się po żadnej ze stron i tak deklaracja poczdamska została odrzucona.

Okazało się, że plany wojskowych jednak wzięły w łeb. Niezwyciężona Armia Kwantuńska bardzo szybko została pobita przez wojska radzieckie, a bomby atomowe zrzucone przez Amerykanów na Hiroszimę i Nagasaki dowiodły, że USA wcale nie musi poświęcać swoich obywateli, by dobić Cesarstwo. Może je po prostu obrzucić bombami. Było to bezpieczne dla alianckich żołnierzy i zasadniczo nie do odparcia, gdyż flota powietrzna USA całkowicie panowała w powietrzu. Robert Guillan, autor znanej książki "Od Pearl Harbour do Hiroszimy", stwierdza, że dla wielu zwolenników pokoju bomba była czymś, co pozwalało Japonii wyjść z twarzą z całej tej sytuacji. Bowiem nawet ci, którzy fanatycznie przestrzegali pseudobushido (pseudo, gdyż prawdziwe bushido jest zbiorem zasad rycerskich, a nie bestialskich, pozwalających n.p. mordować jeńców, palić i rabować), mieli jakąś możność uzasadnienia przed sobą i innymi kapitulacji. Niestety, potężna grupa wojskowych dalej funkcjonowała w swoim świecie science fiction, wierząc w ... nawet nie wiadomo co. Dalej żądali hekatomby z całego narodu i złożenia go w ofierze na ołtarzu czegoś, co nazywali honorem. Niemniej, dla większości stało się jasne, że jedynie kapitulacja jest w stanie zapobiec gorszej tragedii, tyle, że chętnych, by powiedzieć te słowa, zbyt wielu nie było. 8-ego sierpnia premier Suzuki cały dzień próbował zwołać posiedzenie nadzwyczajne gabinetu, nieudanie, gdyż jakimś sposobem wszyscy ministrowie poznikali. Dopiero dzień później, 9-tego przed południem, rozpoczęła obrady Najwyższa Rada Wojenna, nazywana także Wielką Tajną Radą. Obrady rozpoczął premier Suzuki, który wyraził opinię: wobec uderzenia ZSSR w Mandżurii oraz ataku atomowego na Hiroszimę (o Nagasaki jeszcze wtedy w Tokio nie wiedziano) jedynym wyjściem jest kapitulacja. Podobnie wypowiedział się admirał Yonai, natomiast wojskowi Anami, Umezu i Toyoda żądali, by stawiać warunki kapitulacji, jeżeli zaś Amerykanie ich nie przyjmą, należy dalej prowadzić batalię. Jednakże, gdy Suzuki zapytał, czy opracowany przez sztab plan obrony totalnej, gwarantuje zwycięstwo, minister wojny odparł; "nie ... ale mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że potrafimy zadać wrogowi niezwykle ciężkie straty."

Dyskutujący dygnitarze nie wiedzieli, że podczas, gdy oni toczyli obrady Hirohito przyjął na audiencji swojego szefa Biura Informacyjnego Shinomurę. Shinomura przebywał u cesarza aż dwie godziny, po czym dał do zrozumienia, że władca wyda specjalne oświadczenie w sprawie wojny i poinformował, że Jego Wysokość pojawi się na następnym posiedzeniu Najwyższej Rady Wojennej.

671.jpg
Kantaro Suzuki
Zdjęcie z http://www.search.com/reference/Kantaro_Suzuki

Około godz. 14.30 forum obrad nieco się zmieniło, gdyż wreszcie Suzukiemu udało się zebrać gabinet. Starli się na nim główni oponenci, ministrowie Togo i Anami. Togo domagał się kapitulacji wskazując na fatalny stan państwa oraz ludności. Anami, przyznając mu rację, uważał, że mimo wszystko można jeszcze walczyć. Decydująca bitwa, stanowiąca mit japońskiej armii, według ministra wojny jeszcze nie nastąpiła. Godziny narady, przedzielonej przerwą ok. 17.30, mijały. Przed 12.00 w nocy zjawił się wśród zebranych sam cesarz. Znowu rozgorzała dyskusja. Anami, Umezu i Toyoda zdecydowanie przeciwstawiali się kapitulacji, ale wyrażali zgodę na rozpoczęcie rozmów pokojowych po spełnieniu szeregu warunków, m. in. poszanowania dynastii, ograniczenia kontyngentów okupacyjnych, przestrzegania zasady, że Japończyków mogłyby sadzić tylko sądy japońskie etc. Dyskusję przerwał ok. godz. 2.00 w nocy Hirohito, aprobując przyjęcie deklaracji poczdamskiej. Narada zakończyła się. Jeszcze tego samego dnia minister Togo przekazał ambasadorowi radzieckiemu oświadczenie:

"Rząd japoński gotów jest przyjąć warunki podane w deklaracji z 26 lipca, do której przyłączył się również rząd radziecki. Rząd japoński uważa, że deklaracja nie zawiera żądań, które by naruszały przywileje cesarza, jako suwerennego władcy Japonii. Rząd japoński prosi o wyraźne wypowiedzenie się w tej sprawie."

Odpowiedź na pismo Togo przyszła dopiero 12-ego popołudniu. Podpisał je amerykański sekretarz stanu James Byrnes w imieniu USA, ZSRR, Wielkiej Brytanii i Chin. Zawarte w niej było zdanie:

"Ostateczna forma rządzenia w Japonii zostanie zdecydowana, zgodnie z deklaracją poczdamską, przez wyrażoną swobodnie wolę narodu japońskiego."

Była to w zasadzie odpowiedź pozytywna, przynajmniej częściowo rozwiewająca obawy Togo. Minister spraw zagranicznych śpieszył się jak mógł z przedstawieniem noty premierowi, gdyż miał informacje, że dwie kolejne Superfortece (red.: bombowce B-29) czekają na rozkaz w bazie na wyspie Tinian, by zrzucić kolejne bomby atomowe. Chwilowo jednak zataił nadejście informacji przed generałami, dlatego też rząd, jako całość, oficjalnie otrzymał notę dopiero dzień później.

Tymczasem przez te trzy dni (od nocy z 9-tego na 10-tego do 13-tego) po naradzie minister Anami także zastanawiał się, wraz ze swoimi współpracownikami, co robić. Wyrażał żal, że kapitulanci dali się tak łatwo zastraszyć, ale jednocześnie do co bardziej krewkich oficerów apelował o spokój. Anami był przede wszystkim żołnierzem i skoro cesarz już podjął decyzję, nie chciał działać przeciwko niej, przynajmniej nie bezpośrednio. Jednakże nie wszyscy posłuchali tych wezwań. Początkowo w tajemnicy przed ministrem, 15-u oficerów pod kierunkiem szwagra Anamiego, pułkownika Masahiko Takeshity oraz majora Kenji Hatanaki, postanowiło zapobiec "jawnej zdradzie". Założenie było dość standardowe: uwolnić cesarza spod wpływu kapitulantów i odrzucić deklarację Aliantów. By to osiągnąć, postanowili zabić co bardziej propokojowo nastawionych dygnitarzy, w tym premiera Suzuki, byłego premiera admirała Yonai, ministra spraw zagranicznych Togo, strażnika tajnej pieczęci markiza Kido, przewodniczącego Tajnej Rady barona Hiranumę, byłego premiera, członka Izby Parów księcia Konoye, szefa Biura Informacji, dyrektora Hiroshi, sekretarza Shigemitsu z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dokonać tego miały oddziały gwardii cesarskiej prowadzone przez spiskowców, którzy, jak zapewnił kłamliwie Takeshita mają poparcie większości dowódców wojsk, m. in. ministra Anamiego i szefa sztabu generalnego Umezu. 12-tego sierpnia o godzinie 10.00 spiskowcy zjawili się u Anamiego, żądając, by ruszył na czele spisku. Anami nie odpowiedział ani tak, ani nie, wobec czego niektórzy oficerowie nawet uciekli się do gróźb. W końcu minister zażądał jakiegoś konkretnego planu, którego zbuntowani oficerowie nie mieli, wszakże obiecali się zjawić się za kilka godzin. Tak też się stało, ale ministra Anamiego już nie zastali, bowiem przebywał na posiedzeniu Rady Wojennej i gabinetu. Sama narada była jeszcze raz starciem Anamiego i Togo. Tym razem ministrowi wojny udało się nawet zachwiać nieco postawą premiera Suzuki. Dyskusja była ostra, niemniej nie osiągnięto jakiegokolwiek konsensusu. Po powrocie do kwater Anamiego jeszcze raz odwiedził pułkownik Takeshita w towarzystwie majora Kenji Hatanaki i pułkownika Masotaki Ida namawiając do przyłączenia się do spisku. Generał nie odpowiedział "tak", chcąc najpierw zorientować się w sytuacji. Wysłał swoich adiutantów do markiza Kido i generała Umezu, pytając, jaka jest możliwość formalnego odrzucenia deklaracji poczdamskiej? Okazało się tymczasem, że Umezu, przemyślawszy dokładnie sytuację, odrzucił możliwość dalszego prowadzenia wojny, rezygnując tym samym z dotychczasowego stanowiska. Markiz Kido oświadczył natomiast, że wycofanie się cesarza z decyzji godziłoby w jego honor. Po takich odpowiedziach Anami nie poparł spiskowców, ale też nie powstrzymał ich, więcej - doradzał ostrożność i zaprosił na rozmowę za kilka dni.

Stanowisko ministra wojny skrystalizowało się ostatecznie następnego dnia (13-ego) rankiem. Spotkał się o 7.00 z generałem Umezu i tam ostatecznie uzgodnili wspólne stanowisko, co do spisku, uznając go za bunt. Obydwaj oficerowie ostrzegli też generałów Tanakę i Mori, którzy, wedle spiskowców, mieli stanąć na czele zbuntowanych oddziałów. Natychmiast po rozmowie Anami udał się na połączone posiedzenie gabinetu i Najwyższej rady Wojennej. Dyskusja była krótka. Premier Suzuki zwrócił się do cesarza z prośbą o wyrażenie stanowiska, a Hirohito jeszcze raz powiedział, że chce zakończenia wojny. W związku z tym zdecydowano o wydaniu reskryptu z decyzją cesarza. Sam tekst miał opracować dyrektor Sekomizu z gabinetu premiera przy pomocy jednego z redaktorów "Nippon Times". Ponieważ w Japonii był wymóg podpisania dokumentów cesarskich przez rząd, pułkownik Takeshita jeszcze jeden raz zwrócił się do Anamiego z propozycją, by złożył dymisję. Jego rezygnacja ze stanowiska spowodowałby upadek rządu, a to znaczy, nie byłoby komu zaakceptować reskryptu przynajmniej przez kilka dni, potrzebnych spiskowcom do wciągnięcia całej armii w bunt. Jednak minister wojny odrzucił ofertę tłumacząc się lojalnością względem cesarza. Co więcej, po południu zarządził odprawę swojego personelu informując, że przyjmuje decyzję Tenno i żąda od wszystkich takiego samego posłuszeństwa. Potem on i jego najbliżsi współpracownicy podpisali deklarację lojalności. Jednakże późnym wieczorem, właściwie w nocy, wraz z generałem Umezu, Anami próbował jeszcze raz przekonać premiera o zmianie wcześniejszych postanowień kapitulacyjnych. Minister Togo, obecny przy rozmowie, oponował i ostatecznie Suzuki odrzucił żądanie wojskowych. Dyskusja pomiędzy dygnitarzami skończyła się dopiero o 2.00 w nocy już 14-tego sierpnia. Generałowie wyszli nic nie uzyskawszy ostrzegając, że decyzja ta może doprowadzić do chaosu.

672.jpg
Tokio po bombardowaniu 9-ego i 10-ego marca 1945 roku
Zdjęcie z http://blog.livedoor.jp/takekan/archives/16028062.html

Prawdopodobnie Anami wiedział, że działalność spiskowców już omal nie zakończyła się sukcesem i tylko przypadek spowodował pokrzyżowanie ich planów. Tego samego - czyli 13-tego - dnia rano przekazali oni sfałszowany komunikat dowództwa sił zbrojnych prasie tokijskiej. Potwierdzał on odrzucenie deklaracji poczdamskiej i wzywał do walki całego narodu z "najeźdźcą". Otrzymując taki komunikat, spiskowcy sądzili, że Amerykanie machną ręką na wszelkie negocjacje i po prostu zaatakują, zaś Japończycy, nie mając innego wyjścia, będę musieli stawić opór. Jednakże przypadkiem w agencji "Dohei", gdzie dostarczono, między innymi, ów tekst, przebywał dyrektor Hiroshi, szef Biura Informacji, jeden z polityków przeznaczonych wedle spiskowców do odstrzału, jako kapitulant. Po zorientowaniu się, jaka jest zawartość rzekomej deklaracji sztabu, Hiroshi natychmiast sprawdził jej autentyczność, potem zaś wydał całej prasie natychmiastowy zakaz jego druku. Tymczasem 13-tego, po dwudniowej przerwie, Amerykanie znowu dokonali serii nalotów na japońskie miasta, a Radio San Francisko nadało komunikat oskarżający władze cesarstwa o celowe przeciąganie odpowiedzi. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że ludność Kraju Kwitnącej Wiśni wiedziała już o atakach atomowych, rozumie się samo przez się, że pojawianie się samolotów USA powodowało panikę. Uderzenie bronią A w Tokio stawało się prawdopodobne, przerażenie zaś potęgowały oświadczenia radia japońskiego, które instruowało, by kryć się nawet przed samotnymi bombowcami.

14-tego rano o 10.00 miało się odbyć kolejne posiedzenie gabinetu. Ostatecznie jednak zostało przesunięte na późniejszą godzinę, natomiast w jego miejsce premier Suzuki ogłosił, że nastąpi kolejna narada w obecności Jego Cesarskiej Mości. Powtórzyła się sytuacja z narady, która w tym samym gronie odbyła się nocą z 8-ego na 9-ego sierpnia. Także wtedy Anami, Umezu i Toyoda opowiedzieli się przeciwko kapitulacji, jeżeli nie będą jej towarzyszyć gwarancje utrzymania tronu przez dynastię. Głównym oponentem był Togo, którego jednoznacznie poparł cesarz. Słowami "kładę kres tej wojnie" oficjalnie zdecydował o przerwaniu walk z Aliantami. Na naradzie postanowiono, że cesarz osobiście wygłosi odezwę do narodu. Stanowiło to absolutnie niespotykane novum. Tenno nigdy dotąd nie zwracał się do swoich poddanych, którzy wedle Konstytucji Meiji, mieli jakiekolwiek prawa tylko dzięki łasce cesarskiej. Odezwa miała ukazać się w Radiu Tokio (red.: chodzi o radio NHK). Ostatecznie ok. 20.30 14-tego sierpnia podpisał się pod nim Hirohito, a od 21.30 rozpoczęto nagranie płyt z głosem cesarza. Postanowiono bowiem, że dla zaoszczędzenia władcy wysiłku, zostanie w pałacu zapisany głos cesarski na specjalnych płytach, które potem zostaną odtworzone następnego dnia, czyli 15-tego, dokładnie o godzinie 12.00. Nagranie ostatecznie zakończyło się po północy i zaraz potem przekazano dalekopisami reskrypt do stolic Chin, ZSRR, Wielkiej Brytanii i USA. Cesarz udał się na spoczynek nie wiedząc, że od kilkunastu godzin trwa kolejny w dziejach Japonii bunt młodych oficerów. Takeshita i Hatanaka wraz ze swoimi zwolennikami zaczęli działać.

Jednym z nich był niezwykle aktywny kapitan Kotsono. Jeszcze w nocy z 13-tego na 14-tego wysłał on listy do sztabów wojsk wzywających do walki przeciwko sprzedawczykom, którzy chcą kapitulacji, po czym udał się do bazy sił powietrznych Atsugi. Tam przekonał grupę oficerów, że powinni przeciwstawić się deklaracji poczdamskiej. Dowodził, że skoro Atsugi posiada jeszcze środki bojowe i żywność na dwa lata prowadzenia działań, nie mogą ot tak poddać się Amerykanom. Dodatkowo proponował wykorzystanie, jako karty przetargowej w negocjacjach z Aliantami 350-iu tys. jeńców wojennych i internowanych. Słuchacze Kotsono podzielili ów pogląd postanawiając pozbyć się "zdrajców narodu japońskiego", przede wszystkim zaś ministra Togo i premiera Suzuki. Pracowicie spędzał też czas major Hatanaka, który 14-ego o godzinie 4.00 rankiem wdarł się do kwatery generała Tanaki, szefa wschodniego okręgu wojskowego, który wedle zamysłów spiskowców, miał być jednym z liderów przewrotu. Tanaka jednak nie dał nawet dojść do słowa majorowi. Kazał mu się po prostu wynosić i nie przeszkadzać.

14-tego Amerykanie nie bombardowali Japonii, ale ich samoloty pojawiły się nad Tokio. Jednakże Superfortece nie rzucały tego dnia bomb, ani atomowych, ani burzących, czy zapalających, lecz ulotki. Dowództwo armii USA chyba miało już dosyć taktyki zwlekania z konkretnymi odpowiedziami przez rząd cesarski. Postanowiło się więc odwołać do społeczeństwa, które jak wszyscy doskonale wiedzieli, żyło cały czas trzymane w nieświadomości, co do sytuacji na froncie, karmione propagandą i pilnowane przez Kampetai. Ulotki zrzucane z samolotów mówiły, że pokój się zbliża, że rząd japoński właściwie już się zgodził, tylko nie wiadomo dlaczego nie przekazuje tych informacji własnym obywatelom. Informacje te, będące dla Japończyków całkowitą nowością, spowodowały straszliwy chaos. Nawet tak zdyscyplinowany naród miał dosyć wojny. Obiecywano wszak im zwycięstwa i panowanie nad Azją, a dano w rozrachunku straszliwą tragedię narodową. Miliony poległych, rannych, bezdomnych zapłaciło za szalone mrzonki o panowaniu nad światem. Japończycy widzieli nad swoim niebem latające bezkarnie wrogie maszyny, które mogły jedną bombą niszczyć całe miasta i wobec tego oczywistego faktu nawet przechwałki generalicji niewiele pomagały. Oczywiście, nastroje te w normalnych warunkach absolutnie nie miałyby prawa się uzewnętrznić, jednak przy tak straszliwym zamieszaniu więzy kontroli nad społeczeństwem uległy rozluźnieniu. Wprawdzie akcja ulotkowa zaważyła na nastrojach społecznych, ale także, akurat o tym Amerykanie nie mogli wiedzieć, spowodowała przyspieszenie działań spiskowców. Jasnym było, że jeszcze kilka takich dni i społeczeństwo może się całkowicie wyrwać spod kontroli, że może odmówić udziału w dalszej wojnie. Tego więc jeszcze dnia wieczorem major Hatanaka i podpułkownik Shizaki udali się na spotkanie z dowódcą 2 Pułku 1 Dywizji Cesarskiej pułkownikiem Hogą. Próbowali namówić go do przejęcia pałacu i obrony cesarza przed bandą kapitulantów. Powoływali się przy tym, nieprawdziwie, na polecenia ministra Anamiego i szefa sztabu generała Umezu. Hoga jednak dyplomatycznie nie oświadczył jasno, jakie jest jego zdanie. Konieczne więc stało się zwerbowanie dowódcy dywizji gwardii i zwierzchnika Hogi generała Mori. Przystąpiono do tego 15-ego nad ranem. Najpierw pułkownicy Ida i Shizaki odwiedzili generała Mori usiłując nakłonić go do przyłączenia się do spisku, a kiedy to nie przyniosło rezultatu, dowódcę 1 Dywizji Gwardii odwiedzili kapitan Uehara i major Hatanaka. Mori akurat przebywał na kwaterze ze swoim szwagrem, pułkownikiem Michinori Shiraishi. Uważnie wysłuchał spiskowców, jednak odparł, że nie może podjąć żadnej decyzji bez modlitwy w świątyni Meiji. Hatanaka nie przyjął takiego tłumaczenia. Liczył się czas, więc major żądał natychmiastowego poparcia. Mori z pogardą odrzucił żądania majora, a kiedy ten zdenerwowany dobył katany, Mori a wraz nim i jego szwagier, chwycili za broń białą. Koniec końców do pojedynku nie doszło. Hatanaka chwycił pistolet strzelając do generała Mori i pułkownika Shiraishi. Obydwaj padli, a zbuntowany major chwycił z generalskiego biurka blankiety dokumentów i pieczątkę generała. Natychmiast też wypisał rozkaz numer 584, który polecał 1 Dywizji Gwardii zajęcie Pałacu Cesarskiego oraz rozgłośni radiowej, gdzie miał być nadany komunikat o kapitulacji. Rozkaz został opatrzony pieczęcią generała oraz podpisem Hatanaki "w zastępstwie". Kiedy Hoga odebrał rozkaz, pozbył się wątpliwości i zaczął go wykonywać. Pałac, okoliczne ulice i rozgłośnie zablokowano. Przy czym nikt absolutnie nie ośmielił się obudzić śpiącego cesarza, mimo, iż w całym pałacu zrobiło się straszne zamieszanie. Spiskowcy przetrząsali wszystko, żeby znaleźć nagrane z orędziem cesarskim płyty oraz usiłowali chwycić zdradzieckich, według nich polityków. Tymczasem Hatanaka opuścił pałac usiłując pozyskać nowych sojuszników dla sprawy. Jego odejście jednakże okazało się elementem, który zburzył całą misternie przygotowaną konstrukcję spisku. Bowiem zarówno pułkownik Hoga, jak i pułkownik Ida, którzy zostali na miejscu nagle sobie zdali sprawę z dziwności całej sytuacji. Bowiem spodziewali się, że teraz przybędą dygnitarze wojskowi tłumacząc cesarzowi co się stało, ten natomiast podziękuje generałom za uwolnienie go od kapitulanckich polityków i pobłogosławi ich dzieło. Jednakże nikt się nie zjawiał i Hoga zaczął się chyba domyślać, że właśnie osobiście stoi na czele zbuntowanego oddziału wojska, który w dodatku nie wie, że się zbuntował. Niektórzy oficerowie bowiem byli poinformowani o spisku, chociaż uważali go za plan ministra Anamiego i generała Umezu, jednak szeregowcy po prostu wykonywali rozkazy przekonani, że dalej służą krajowi i cesarzowi. Przy tak niepewnej sytuacji Hoga i Ida postanowili uzyskać jakieś konkretne informacje. Ten pierwszy został więc przy oddziale, natomiast Ida udał się do ministra wojny Anamiego. Jednakże nienajlepiej trafił. Anami właśnie przygotowywał się do ceremonii seppuku, asystował mu zaś pułkownik Takeshita, szwagier ministra, a zarazem najważniejszy członek spisku. Obydwaj teraz mieli jednak zupełnie co innego do roboty, niż zabawę w konspirację i bunty. Ostatecznie w nocy 14-tego minister wojny popełnił seppuku błagając listownie cesarza o wybaczenie za "swą zbrodnię". Co miał na myśli pisząc na kartce, którą potem znaleziono, słowo "zbrodnia"? Możliwe, że to, iż chociaż nie poparł spisku młodych oficerów, też mu się nie przeciwstawił.

673.jpg
Strona The Boston Herald zawiadamiająca, że Nagasaki dotknęło atomowe bombardowanie
Zdjęcie z http://osulibrary.oregonstate.edu/specialcollections/coll/atomic/atomic-photocredits.html

Aktywnie działał inny uczestnik buntu major Koga, który próbował przeciągnąć na stronę spiskowców sztab armii wschodniej. Najpierw zatelefonował tam wyjaśniając, że 1 Dywizja Gwardii zajęła pałac, a za dywizją opowiada się całe wojsko i tylko dowództwo jeszcze się waha, potem zaś udał się do sztabu osobiście. Szef sztabu armii wschodniej generał Takashima jednak był zbyt ostrożny, ażeby dać się wciągnąć w jakieś awantury. Nawet, gdy dowiedział się o śmierci dowódcy 1 Dywizji generała Mori nie dał jasnej deklaracji, lecz wysłał swoich oficerów celem sprawdzenia, cóż takiego naprawdę się dzieje. Oczekiwał też na rozkazy dowódcy armii wschodniej generała Tanaki.

Bunt, którego nie poparli generałowie, powoli zamierał. W nocy z 14-tego na 15-tego nawet niektórzy spiskowcy, głównie pułkownik Ida, zaczęli tracić wiarę w sukces. Inni, jak Hoga, niewiele robili, albo zgoła nic, zaś działania tych kilku aktywnych, np. Sasakiego skupiały się w gruncie rzeczy na drobiazgach. Zabicie kilku polityków (śmierci ledwo co uniknęli m. in. premier Suzuki i markiz Kido) nie zmieniłoby decyzji cesarskiej. Jedyne, co mogło jeszcze odwrócić wszystko był opór armii wspartej przez naród. Wiedział o tym Hatanaka i dlatego rankiem 15-tego udał się do rozgłośni Radia Tokio usiłując wymusić dopuszczenie go do wygłoszenia odezwy do narodu. Jednakże spiker Mori Tateno odmówił tłumacząc, że potrzebna jest mu zgoda szefa armii wschodniej generała Tanaki. Hatanaka przez chwilę nie był pewny, co robić. Wszelkie jego wątpliwości rozwiał telefon od generała Tanaki, który widocznie obawiając się o respektowanie decyzji cesarskich, chciał sprawdzić, co się dzieje w rozgłośni. Dowiedziawszy się, że ma ją w ręku major Hatanaka wraz ze swymi ludźmi, wydał mu rozkaz powrotu do koszar. Hatanaka posłuchał. Polecenie przełożonego postawił ponad swoją prywatną opinię. Mimo, że się zbuntował, dalej był żołnierzem, wykonał więc rozkaz generała Tanaki. Wkrótce potem popełnił samobójstwo. Podobno ostatnie chwile życia spędził na rozdawaniu ludziom ulotek nawołujących do dalszej walki. Jednakże ku jego przerażeniu, mieszkańcy Tokio ignorowali te wezwania. Jedni byli obojętni, inni po przeczytaniu, wyrzucali ulotki, wreszcie byli i tacy, którzy słysząc o dalszym oporze, uciekali na drugą stronę ulicy. Ludzie nie chcieli już wojny, czego rozgoryczony Hatanaka nie mógł zrozumieć. Nie tylko zresztą on. Wielu japońskich oficerów oraz polityków wolało odejść do przodków, niż skapitulować. Wśród nich był m. in. twórca jednostek Kamikaze wiceadmirał Takijiro Ohnishi, który do ostatniej chwili usiłował nakłaniać sztab generalny do kontynuowania wojny. Podobnie postąpił książę Konoye wraz ze swoją małżonką, generał Sugiyama, także z żoną, generał Ugaki oraz wielu innych. Ogółem odebrało sobie życie około tysiąca dygnitarzy politycznych i wojskowych. Tymczasem sam bunt pozbawiony majora Hatanaki, który był jego sercem, wygasł. Dowódca armii wschodniej generał Tanaka udał się do pałacu i wydał rozkaz pułkownikowi Hodze wycofania gwardii z pałacu i miejsc publicznych. Zastąpiły ją jednostki armii wschodniej, której wierności nikt nie mógł niczego zarzucić. Część uczestników spisku oficerów aresztowano, niektórzy popełnili samobójstwo i nic nie mogło przeszkodzić w nadaniu cesarskiego reskryptu o zakończeniu wojny. Istotnie, dokładnie o 12.00 15-ego Hirohito ogłosił, że Japonia przyjmuje deklarację poczdamską. Koszmar wojny się kończył.

Autor: Kelly
Data dodania artykułu: 25.10.2005
Data modyfikacji artykułu: 08.11.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij