Polska i Japonia: początki

"... ciężkie doświadczenie losu nie złamie energii narodu, który umiał z niczego zbudować ojczyznę i w sześćdziesiąt lat doszedł do zdumiewających zdobyczy kultury. Japonia spokojnie zniesie cały ogrom nieszczęścia, które ją spotkało, i zdumiewająco szybko zaleczy doznane rany, czego naród polski z duszy jej życzy."

Władysław Grąbczewski po Wielkim Trzęsieniu ziemi w Kanto w 1923 roku.

Rewolucja Meiji otwarła Japonię na świat, a tym samym na cudzoziemców, którzy chcieli odwiedzić ten kraj. Wprawdzie jako rok przełomowy podaje się 1868, jednakże sam proces likwidacji barier międzynarodowych trwał lat kilkanaście. Wystarczy sobie przypomnieć, że wizyta słynnego komandora Perry'ego miała miejsce jeszcze w roku 1854. Od tego czasu stopniowo poluzowywano ograniczenia poruszania się obcokrajowców w Japonii, chociaż rzeczywiście, przeobrażenia kraju nabrały tempa wraz z nadejściem epoki Meiji. Jednakże jest możliwe, że w XIX wieku nawet przed komandorem Perry'm odwiedził Kraj Kwitnącej Wiśni nasz największy, prawdopodobnie, podróżnik Paweł Edmund Strzelecki (1797 - 1873) podczas podróży z Australii do Anglii w 1843 roku. Przynajmniej tak sugerują niektórzy biografowie globtrotera, chociaż np. Wacław Słabczyński w "Biografii podróżników polskich" zaznacza, że Strzelecki dotarł tylko do Hong Kongu, skąd udał się do Indii. Natomiast na pewno odwiedził Japonię w burzliwych latach 60-tych Władysław Zbyszewski. Był on kapitanem rosyjskiej korwety pływającej na morzach wschodu. Kiedy dowiedział się o wybuchu Powstania Styczniowego porzucił służbę we wrogiej marynarce i właśnie przez Japonię dotarł w 1863 roku do Paryża, gdzie bezskutecznie usiłował promować pomysł utworzenia polskiej floty kaperskiej na Dalekim Wschodzie. Uruchomiono nawet jeden oddział Organizacji Głównej Sił Narodowych Morskich w Szanghaju, niemniej jednak, inne plany spaliły na panewce w wyniku politycznego nacisku Moskwy.

polacy5.jpg
Paweł Edmund Strzelecki, wybitny podróżnik, badacz Australii, który prawdopodobnie odwiedził także Japonię
Zdjęcie z http://www.australia-przygoda.com/Sir%20Pawel%20Edmund.html

Już podczas epoki Meiji do Japonii udał się Szymon Syrski, jako uczestnik austriackiej ekspedycji dalekowschodniej. Syrski był w owym czasie postacią poważaną. Znakomity biolog, lekarz, podróżnik, pełnił prestiżową funkcję dyrektora Muzeum Historii Naturalnej w Trieście, skąd ruszyła ekspedycja. Interesował się japońskim rolnictwem, szczególnie zaś jedwabnictwem, oraz sprawami demografii i etyki. Swoje uwagi oraz wyniki badań przedstawił w Stuttgarcie w 1872 roku, za co otrzymał w dowód uznania Order Franciszka Józefa.

Pierwszym - przypuszczalnie - Polakiem zatrudnionym w Japonii był słynny badacz Mikronezji Jan Kubary (1846-1896). Pracował tam kilka miesięcy w 1882 roku w muzeum etnograficznym, jednakże potem wybrał pobyt na Karolinach. Wszakże Japończycy o nim nie zapomnieli. Kiedy podczas II wojny światowej ogień walki przeniósł się na wyspy pacyficzne zdarzyło się, że front z Amerykanami przebiegał przez cmentarz, gdzie spoczywało ciało polskiego przyrodnika. By uchronić jego pomnik od zniszczenia japoński dowódca rozkazał przenieść go na teren miejscowej twierdzy ochraniając go dla potomności. Innymi Polakami, którzy w latach 80-tych XIX wieku przebywali w Japonii byli: Fałat, Lanckoroński, Bobelak i Załuski. Julian Fałat (1853-1929), znany malarz, w 1885 roku opłynął kulę ziemską, odwiedzając m. in. Japonię, którą uznał za niezwykle interesującą. Oprócz obrazów przywiózł stamtąd wspomnienia, które przedstawił w wydanych w 1935 roku "Pamiętnikach".

polacy6.jpg
Autoportret z paletą Juliana Fałata, który w 1885 roku odwiedził Japonię
Zdjęcie z http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Falat/Images/Autoportret_z_paleta.jpg

Mniej więcej w tym samym czasie statek austriacki "Nautilus" odbywał rejs do dokoła świata. Jednym z jego oficerów był Stanisław Bobelak. Jego reportaże z podróży zamieszczało pismo "Naokoło świata". Okrążanie globu ziemskiego było w owym czasie zapewne niezwykle modne wśród podróżników, bowiem taki sam cel miał polski arystokrata Karol Lanckoroński. Historyk sztuki, archeolog, posiadacz własnego muzeum w Wiedniu, podróżnik, zwiedzał świat zbierając ciekawe okazy. W Japonii przebywał w latach 1888/89 gromadząc tam ciekawą kolekcję etnograficzną i dzieła sztuki, które zaprezentował potem w Europie. Lanckoroński musiał być uznany za wybitnego badacza, skoro należał do członków korespondentów zarówno Akademii Umiejętności i Austriackiej Akademii Nauk, zaś Uniwersytet Jagielloński przyznał mu tytuł doktora honoris causa. Jako dyplomata austriacki natomiast znalazł się w Kraju Kwitnącej Wiśni poeta Karol Bernard Załuski. Kilka lat potem, także w obcej służbie dyplomatycznej, tym razem francuskiej, na japońskiej ziemi stanął Antoni Kłobukowski, konsul w Jokohamie w 1892 roku. Jego zainteresowania wykraczały poza sferę polityki, czego dowiódł jego szereg artykułów w naukowych pismach francuskich na temat Japonii. Pod koniec XIX wieku na ziemi japońskiej przebywał także późniejszy generał wojska Polskiego, propagator żeglarstwa i taternictwa Mariusz Zaruski (1867-1941). W owym czasie Zaruski, który podczas studiów w Odessie pokochał morze, zaciągał się na rozmaite statki jako wolontariusz, a jeden z rejsów doprowadził go właśnie do Japonii. Także przebywał tam papieski legat Indii Wschodnich, arcybiskup Michał Zaleski. Jego Ekscelencja normalnie rezydował na Cejlonie, jednak lubił podróżować i znał 11 języków. Był duchownym, ale także badaczem, pisarzem, zbieraczem i naukowcem z zacięciem botanicznym, a z jego ikonoteki flory egzotycznej obejmującej ok. 30 tys. rycin korzystają do dziś polscy naukowcy.

Jeżeli omawiamy końcówkę XIX wieku to nie można nie wspomnieć o pierwszym odnotowanym Japończyku w Polsce. Podczas podróży odbytej w latach 1892-1993 major Yasumasa Fukushima przemierzył szlak od Władywostoku do Berlina badając siłę europejskich armii. On był pierwszą osobą, która przekazała w raportach informacje Japonii o Polsce, kraju, którego wówczas nie było na mapie.

polacy7.jpg
Karol Lanckoroński z córką Karoliną
Zdjęcie z http://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Lanckoro%C5%84ski

Osobny akapit trzeba poświęcić jednemu z największych polskich przyjaciół Japonii Bronisławowi Grąbczewskiemu (1855-1926). Był on oficerem armii rosyjskiej, w której to służbie otrzymał stopień generalski, a w 1896 roku został komisarzem pogranicza nadamurskiego, potem zaś komisarzem Kuantungu w Mandżurii, który Rosja wydzierżawiła od Chin. Grąbczewski, uznawany za śmiałego wojskowego, był także wybitnym naukowcem. Z wykształcenia geolog, odznaczył się przemierzając szlaki Tybetu, Pamiru, Hindukuszu, Kaszgarii, a jego osiągnięcia naukowe dostrzegło Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne, od którego otrzymał medale: złoty i srebrny. Grąbczewski pełnił służbę na Dalekim Wschodzie 11 lat. Przez ten czas, jak pisze w swoich, wydanych w 1926 roku wspomnieniach, spędzał tam urlopy: co rok 4 tygodnie, co 3 lata 6 miesięcy. Jego teksty są pełne podziwu dla narodu japońskiego za jego patriotyzm i pracowitość. Miał on okazję śledzić przemiany w gwałtownie się unowocześniającej Japonii. Odnotowywał je z wielką radością, wyrażając uznanie dla Japończyków, którzy otwierali nowe drogi, hotele, wodociągi. Ciekawe są jego spostrzeżenia z podróży pociągiem pomiędzy Kobe i Jokohamą. Wspominał niskie wagony kolejki wąskotorowej, w których człowiek wysoki z łatwością sięgałby głową sufitu. Na środku każdego wagonu stały dwa imbryki w małych paleniskach pozwalające podróżnemu napić się herbaty. Podziału na pociągi pasażerskie i towarowe nie było. Wszystkie wagony łączono do jednego składu, który poruszał się z prędkością ok. 25 km/h. Istniały 3 klasy wagonów pasażerskich. Te najlepsze miały siedzenia obite jedwabiem, te drugie, obite suknem, te trzecie wreszcie oferowały do siedzenia gołą deskę. Na każdej większej stacji w pociągu pojawiali się roznosiciele zimnych obiadów, a wieczorami, roznosiciele poduszek. Mimo pewnego prymitywizmu warunków, ruch na japońskich trasach był niezwykły. Grąbczewski zauważył, że w Rosji tylko na trasie Petersburg - Moskwa odprawia się codziennie 24 pociągi. Tymczasem w kolejach japońskich to normalność. Same perony, czy stacje mogły przypominać drewniane budy, jednakże ruch był na nich niezwykły.

Jak wiadomo, stosunki rosyjsko - japońskie komplikowały sprawy Korei, Chin i Mandżurii. Obydwa państwa chciały budować tam strefę swoich wpływów, co powodowało narastanie napięcia i wreszcie zaowocowało wybuchem wojny. Grąbczewski z niepokojem obserwował cała ta sytuację i winił za nią przede wszystkim grupę Biezobrazowa. Był to przemysłowiec rosyjski, twórca koncesji drzewnej na Jalu w Korei. Całe to przedsięwzięcie wspierało grono niezwykle wpływowych osobistości dworskich ciągnących, jako udziałowcy koncesji, bezpośrednie korzyści finansowe. Rosyjskie działania nazywa on wprost stopniową aneksją pogranicznego okręgu Korei. Informował o tym dwór imperatora w swoich raportach, jednakże te ostrzeżenia nie spodobały się w Moskwie. Generał japonofil został przeniesiony w 1903 roku do Archangielska, potem zaś w 1905 w ogóle zwolniony z wojska za odmowę przyjęcia prawosławia i liberalne poglądy. Może było to dla niego szczęście, że nie przebywał na Dalekim Wschodzie, kiedy wybuchła wojna rosyjsko - japońska. Po zdymisjonowaniu Grąbczewski osiedlił się w Warszawie, jednakże odwiedzał Japonię z radością notując pozytywne zmiany. Po Wielkim Trzęsieniu ziemi w Kanto w 1923 roku ostro przeciwstawiał się wszelkim publikacjom twierdzącym, że nieszczęście to cofnęło Japonię o pokolenie i przekazując wyrazy współczucia i wsparcia. Organizowano w Polsce także pomoc pieniężną. Grąbczewski był nie tylko obserwatorem zmian ekonomicznych i społecznych, ale także miłośnikiem japońskiej przyrody. Wspominał "... śliczne wzgórza, porosłe wiecznie zielonymi drzewami, pola uprawiane ręcznie z drobiazgową starannością, a przede wszystkim bajecznie urządzone drogi ...", które zachęcają do turystyki.

polacy8.jpg
Mariusz Zaruski, żeglarz, taternik, odwiedził Japonię pod koniec XIX wieku
Zdjęcie z http://upload.wikimedia.org/wikipedia/pl/e/ea/Zaruski_mariusz1.jpg

Pierwszymi Polakami, którzy zainteresowali się naukowo Ajnami byli: Wacław Sieroszewski i Bronisław Piłsudski, brat niejakiego Józefa, obydwaj zesłańcy, ratowani przez Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne przed znacznie cięższymi karami dzięki swojemu dorobkowi naukowemu. Sieroszewski, który otrzymał złoty medal ww towarzystwa za badanie Jakutów, zainteresował się Ajnami mieszkającymi na Sachalinie. Spotkał tam drugiego zesłańca, Piłsudskiego przebywającego od jakiegoś czasu wśród Ajnów. Piłsudski nawet ożenił się z dziewczyną miejscowego ludu i miał z nią syna Sukezo i córkę Kiyo. Obydwaj uczeni zaprezentowali swoje badania na wystawie w Paryżu, tam zaś zapoznali się z nimi uczeni japońscy. Największe skupisko Ajnów znajdowało się jednak na Hokkaido, dlatego, kontynuując swoje badania, obydwaj Polacy skierowali się właśnie tam do okręgu Uburi na południu wyspy. Otworzyli swoją placówkę w wiosce Shiraoi, gdzie zamieszkali u miejscowej ludności. Szczególnie użyteczna okazała się tutaj wiedza Piłsudskiego, który znał zwyczaje Ajnów. Niestety, uczeni spędzili na Hokkaido tylko 3 miesiące ze względu na zaostrzenie się stosunków rosyjsko - japońskich. Sieroszewski wrócił do Warszawy. Tam napisał książkę o Ajnach "Wśród kosmatych ludzi", a spośród innych dzieł tego etnografa i geografa warto wymienić pozycje wydaną w 1924 roku poświęconą wulkanom Japonii. Piłsudski powrócił do swojej małżonki na wyspę Sachalin. Opuścił ją wszakże rychło kierując się do Władywostoku, potem zaś uciekając do walczącej z Rosją Japonii, gdzie przebywał około roku. Mały włos, spotkałby tam swojego słynnego brata Józefa, późniejszego marszałka Polski i Naczelnika Państwa. Józef Piłsudski oraz inni socjaliści planowali osłabienie Rosji, która szykowała do ostatecznej rozprawy z Japonią. Toteż przedłożyli w styczniu 1904 roku w ambasadzie japońskiej w Londynie plan powstania w zaborze rosyjskim. Piłsudski miał je następnie przedstawić wpływowym politykom w samej Japonii, jednakże jego podróż odwlekała się z powodu trudności czynionych mu przez ND-ków, szczególnie zaś Romana Dmowskiego. Kiedy więc wreszcie udało się Piłsudskiemu dotrzeć do Japonii okazało się, że uprzedził ich w tym Dmowski, który skutecznie zniechęcił japońską administrację do przyjęcia tego planu. Natomiast rząd tokijski wsparł inną propozycje, mianowicie ograniczoną akcję wywiadowczą i sabotażową na zapleczu wojsk rosyjskich. Dmowski miał nadzieje, że Rosja i tak przegra z Japonią, a w takim razie mieszanie Polski w całą rzecz byłoby ryzykowne. Szef ND-cji liczył na to, że po przegranej wojnie Imperium Moskwy będzie zmuszone poluzować swoją politykę wobec Polski. Był to więc plan znacznie ostrożniejszy od pomysłów PPS-u. Dmowskiemu, podczas jego pobytu w Japonii, niezwykle zaimponowali tutejsi mieszkańcy. To dzięki ich poświęceniu, jak wspominał, japoński naród odnosi kolejne zwycięstwa.

polacy9.jpg
Bronisław Piłsudski, badacz Ajnów
Zdjęcie z http://pl.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Pi%C5%82sudski

Polacy brali udział w wojnie rosyjsko - japońskiej i dzielili tam los innych żołnierzy. Konflikt ten był dodatkowym bodźcem do zainteresowania się Krajem Kwitnącej Wiśni, co wykorzystywali wydawcy publikując na ten temat różne dzieła. Prawdopodobnie najbardziej znanym z nich był warszawski biznesmen M. Arct, którego nakładem ukazała się "Geografia malownicza". Tom poświęcony Azji został wydany w 1911 roku i zawierał esej znanego geografa i podróżnika Eugeniusza Romera "Japonia i Japończycy". Przebywał on z ekspedycją w Azji Wschodniej i wracając do Europy zahaczył o Japonię. Obiektem jego badań w tym kraju była morfologia wybrzeży. Zaznajomił się on tam także z kartografami japońskimi, którzy mu, jako koledze po fachu, dostarczyli zestawy świetnych, niedostępnych w Polsce map. Uderzające jest szczególnie to, że, opisując swoja wyprawę do Kraju Kwitnącej Wiśni, zwracał dużą uwagę nie tylko na aspekty naukowe, lecz także na piękno japońskiej ziemi w kategoriach czysto estetycznych. Podkreślał też patriotyzm jpończyków, w którym, według niego, daleko wyprzedzili inne nacje. Co zasługuje na podkreślenie, z Romerem przebywał na wyprawie geolog Julian Tokarski. Napisał on książkę "Przez Syberię, Mandżurię i Japonię do brzegów Oceanu spokojnego." Japońskim rolnictwem zajmował się natomiast stypendysta Instytutu Handlowego w Kijowie Stanisław Nowakowski. Kilkakrotnie odwiedzał on Japonię, a prace na temat rolnictwa, gospodarki wodnej i ekonomii przyniosły mu profesurę w wieku 29 lat. Jako uznany specjalista od spraw gospodarki został skierowany, jako ekspert handlowy do Japonii przez rząd Kiereńskiego w 1917. Napisał wtedy swoje kolejne dzieło "Rosja i Japonia". Po upadku Kiereńskiego wyjechał do USA, gdzie trzymał profesurę Uniwersytetu Clark.

I wojna światowa i wskrzeszenie pastwa polskiego przyniosło także zmiany w naszych relacjach z Japonią. Były one zasadniczo życzliwe. Polacy, którzy znaleźli się w strefie mieszanych wpływów Rosji i Japonii doznawali opieki administracji tokijskiej przed utrudnieniami czynionymi przez Rosjan. Także Polacy z Sachalinu, którzy po wojnie 1904/1905 mieszkali na tej wyspie, posiadanej w owym okresie przez Japończyków, nie mieli jakichkolwiek problemów z uzyskaniem obywatelstwa polskiego i paszportu. Część zresztą z nich tak wrosła w nową ojczyznę, że pozostała w niej, tworząc niewielkie skupisko Polonii. Owa sympatia potwierdziła się także w losach żołnierzy 5 Dywizji Strzelców, której udało się przedostać do Harbinu. Japonia wtedy, wraz z innymi mocarstwami, zdecydowała się na interwencje w czasie rosyjskiej wojny domowej zajmując Władywostok i szmat syberyjskiej ziemi. Kiedy 5 dywizja, nominalnie w służbie rosyjskiej, dotarła do posterunków wojsk cesarskich, Japończycy udzielili wtedy polskim żołnierzom schronienia oraz wsparli transport wojsk do Europy. Po przebyciu tysięcy kilometrów 5 dywizja powróciła na czas, by wziąć udział bitwie warszawskiej przeciwko wojskom radzieckim. Niezwykle ważna i głośna była także akcja pomocy 800-et polskim dzieciom, sierotom syberyjskim, którym w latach 1920-22 Japończycy pomogli dostać się do ojczyzny. Warto wspomnieć, że akcją repatriacji sierot kierowała we Władywostoku Anna Bielkiewicz na czele Polskiego Komitetu Ratunkowego.

polacy10.jpg
Eugeniusz Romer, słynny geograf i kartograf
Zdjęcie z http://www.atomnet.pl/~geodeta/2004/108text2.htm

Powstanie Polski oznaczało także nawiązanie oficjalnych kontaktów dyplomatycznych. Japonia uznała państwo polskie 6 marca 1919 roku. Istnieje tutaj wszakże problem z przedstawicielstwami. Ryszard Badowski w artykule "Polacy w Japonii" zamieszczonym w Przewodniku Pascala wspomina, że pierwszy reprezentował Polskę Stanisław Piątek, człowiek bliski Piłsudskiemu. Zorganizował on Towarzystwo Japońsko - Polskie skupiające miejscową Polonię oraz wyróżnił się w organizowaniu pomocy ofiarom Wielkiego Trzęsienia Ziemi w Kanto otrzymując członkostwo honorowe Japońskiego Czerwonego Krzyża. Natomiast Ewa Pałasz - Rutkowska i Katarzyna Starecka w opracowaniu "Japonia" piszą, że z powodu braku kandydatów placówki dyplomatyczne nie zostały otwarte od razu. Pierwszym zaś przedstawicielem Polski w Tokio został w maju następnego roku Józef Targowski, a jego japoński odpowiednik w Warszawie Kawakami Toshitsune przybył jeszcze kolejny rok później. Stosunki między naszymi państwami w owym czasie cechowała życzliwość. Obydwa kraje nie miały politycznie punktów spornych, natomiast posiadały tego samego wroga - Związek Radziecki, co jak wiadomo zbliża. Uwidaczniało się to w działaniach dyplomatycznych lat międzywojennych. Japonia usiłowała włączyć Polskę do paktu antykominternowskiego oraz prowadzić mediację w stosunkach polsko - niemieckich podkreślając, że rządowi cesarskiemu zależy na dobrych stosunkach z obydwoma krajami. Polacy zaś zajmowali postawę projapońską w Lidze Narodów oraz po wystąpieniu Japonii z tej organizacji. Japonii, izolowanej wtedy na arenie światowej, naprawdę potrzeba było przyjaciół. Najlepszym dowodem na pozytywne stosunki pomiędzy naszymi krajami było podniesienie obydwu przedstawicielstw dyplomatycznych do rangi ambasad. Pierwszym, jedynym zresztą, ambasadorem okresu międzywojennego Polski w Tokio został Tadeusz Romer. Ambasada działała aż do października 1941 roku i została zamknięta dopiero na skutek wyraźnych nacisków Niemiec. Oprócz stosunków oficjalnych nawiązano współpracę wywiadowczą, szczególnie przeciwko ZSRR. Pierwszym znakiem tych powiązań był wyjazd do Sztabu Generalnego w Tokio kryptologa kapitana Kowalewskiego z cyklem wykładów dotyczących szyfrów, szczególnie szyfrów radzieckich. Owa współpraca wywiadów przetrwała zresztą także wypowiedzenie Japonii wojny przez Polskę 11 grudnia 1941 roku. Polska była zobowiązana działać w ramach koalicji, jednakże ponieważ naszych wojsk i tak nie było na Dalekim Wschodzie, nici porozumienia zawiązywały się dalej. Generałowi Onodera Makoto, attache wojskowemu w Sztokholmie pomagał polski wywiadowca - oficjalnie zatrudniony w japońskim przedstawicielstwie - major Rybikowski. Ukryta pomoc Japonii dla Polaków przybierała w owym okresie bardzo różne formy. Stosunkowo mało znany jest fakt, że np. polscy kurierzy państwa podziemnego jeździli po Europie zaopatrywani przez Kampeitai w oryginalne paszporty dyplomatyczne kontrolowanego przez Japończyków państwa Mandżukuo. Jednakże najbardziej znana z czasów wojny jest działalność konsula Sidehary. Sidehara Chiune, konsul w Kownie, odpowiadał za zadania wywiadowcze przeciwko Niemcom i ZSRR, w czym wspomagała go polska siatka m. in. por. Daszkiewicz i kpt. Jakubianiec. Konsul Sidehara zasługuje na jeszcze jedną wzmiankę, jako osoba, która uratowała od śmierci ponad 6 tysięcy Żydów polskiego pochodzenia wydając im, bez zgody swoich szefów, wizy japońskie. O powiązaniach japońsko - polskich w czasie wojny wspomina m. in. w swoich "Wspomnieniach" jedna z większych szych wywiadu SS gen. Walther Schellenberg.

polacy11.jpg
Brat Zeno, franciszkanin podczas jednej ze swoich akcji pomocy
Zdjęcie z http://www.franciszkanie.pl/news.php?id=4104

Tymczasem w samej Japonii przez cały czas wojny działała misja katolicka franciszkanów. W 1930 roku w Nagasaki pojawił się przyszły święty Maksymilian Maria Kolbe, wraz z nim zaś jeden z najsłynniejszych Polaków w Japonii, brat Zeno, czyli Zenon (przed przystąpieniem do zakonu Władysław) Żebrowski. Misja franciszkanów zasługuje sama w sobie na osobny artykuł. Tutaj wspomnę tylko, że ich wspaniała działalność charytatywna, pomoc najbiedniejszym i poszkodowanym przez los, ofiarom wojny oraz ludziom dotkniętym skutkami ciosu nuklearnego zyskała wielkie uznanie. W Japonii pracowali także o. Donat Gościński, o. Janusz Koza, o. Mieczysław Mirochna i inni. Wśród nich najsłynniejszym jednak stał się brat Zeno. Ubogi zakonnik, który potrafił zorganizować pomoc, żywność, odzież, mieszkania dla morza potrzebujących: dzieci, upośledzonych, rannych, nędzarzy. Obdarzony wielkim darem przekonywania i organizowania, skromny, a jednocześnie obdarowany najwyższymi japońskimi odznaczeniami, w tym niezwykle rzadko przyznawanym, zwłaszcza obcokrajowcom, Orderem Świętego Skarbu, i polskim Orderem Zasługi, za życia doczekał się, rzecz w Japonii niebywała, własnej statuy. Kręcono o nim filmy, także animowane, pisano książki i mówiono powtarzając jego słowa, że "jest zbyt zajęty, żeby umierać, odpocznie natomiast w niebie". Brat Zeno przeżył ponad 90 lat i doczekał na ziemi japońskiej wizyty swojego rodaka na Piotrowym Tronie Jana Pawła II.

Lata powojenne to okupacja pokonanej Japonii i wtłoczenie Polski pod but Moskwy, co uniemożliwiało nam swobodne wybieranie własnych przyjaciół i wrogów. Jednakże, jak widać, początki naszej współpracy były całkiem udane, na dobrych początkach zaś, można, przy odrobinie wysiłku, budować wzajemną przyjaźń.

Autor: Kelly
Data dodania artykułu: 09.03.2006
Data modyfikacji artykułu: 07.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij