Od upadku do mocarstwa - część 2

Część II. Negocjacje pokojowe i kapitulacja.

Klęska Japonii na wszystkich ważniejszych frontach, rozgromienie floty, utrata Filipin, ciągłe naloty amerykańskiego lotnictwa, prawie całkowite odcięcie od surowców nie zniszczyły jednak nadziei na ostateczne zwycięstwo. Na terenie Nipponu zamierzano stoczyć ostateczną bitwę, która w umysłach wielu japońskich generałów i oficjeli miała unicestwić amerykańską armię oraz towarzyszącą im potężną flotę. Gromadzono ostatnie jednostki kamikadze, planowano do walki wysłać każdego Japończyka, jednym słowem chciano walczyć aż do ostatniego człowieka. W końcu nie na darmo brytyjski marszałek polny William Slim mówił: „Wszyscy opowiadają o walce do ostatniego człowieka, ale tylko Japończycy robią to naprawdę”...

Pomimo ogromnych ciosów zadanych przez wojska Sprzymierzonych, wielu dalej mocno wierzyło w zwycięstwo (sic!) lub możliwość wynegocjowania korzystnych (według niektórych, korzystne warunki oznaczały nic więcej jak tylko totalne wybaczenie win japońskiego imperializmu) warunków pokojowych. Jedyną szansą na osiągnięcie odpowiedniego porozumienia zdaniem niektórych japońskich najwyższych dowódców było uczynienie amerykańskiej inwazji najbardziej krwawą jak to możliwe. Sytuacja bez precedensu, tragiczna – nikt bowiem nie zdobył się na poświęcenie całego narodu w celu zachowania „honoru narodu”. Dopiero interwencja japońskiego władcy zapobiegła temu ewidentnemu szaleństwu. Jednak nie wszyscy byli zgodni, niektórzy w obronie „Krainy Yamato” byli w stanie nawet przeciwstawić się samemu tenno, ale po kolei.

Rozmowy na temat możliwości zakończenia wojny poważnie zaczęły się już w lutym 1945 roku kiedy trwały jeszcze krwawe walki na niezwykle ważnej ze strategicznego punktu widzenia małej wulkanicznej wyspie – Iwo Jimie.

Bitwa o Iwo Jimę - rozpoczęła się 19 lutego 1945 r. W walkach brało udział ponad 110 tys. amerykańskich żołnierzy, w tym ponad 70 tys. Marines. Flota desantowa USA liczyła 495 okrętów a wsparcia udzielało także ponad 1,200 samolotów. Japoński garnizon liczył ok. 21 tys. żołnierzy. 16 marca USA ogłosiło zabezpieczenie wyspy, jednakże finał operacji nastąpił dopiero 26 marca 1945 roku. W walkach o Iwo Jimę amerykanie stracili:
- Marines: 23,157 żołnierzy (w tym 5,885 zabitych)
- Marynarka USA: 2,798 ludzi (w tym 881 zabitych)
Z całego japońskiego garnizonu (do 26 marca) do niewoli dostało się tylko 216 japońskich żołnierzy, a w akcjach oczyszczających mających miejsce w kwietniu i maju Amerykanie zabili jeszcze 1602 Japończyków, a dalszych 867 wzięto do niewoli. Ostatni japońscy żołnierze poddali się jednak dopiero kilka lat po wojnie.

Znaczenie Iwo Jimy było szczególne z kilku powodów. Po pierwsze ta mała wulkaniczna wyspa była pierwszą "rodzimą" wyspą Imperium znajdującą się zaledwie 650 mil morskich od brzegów Japonii. Po drugie zdobycie wyspy miało ogromne znaczenie dla amerykańskiego lotnictwa, gdyż na wyspie znajdowała się japońska baza lotnicza i posterunki obserwacyjne, ograniczające skuteczność nalotów B-29 z wysp Mariańskich. Dodatkowo po opanowaniu Iwo Jimy, bombardujące Japonię "Superfortece" mogły być eskortowane przez myśliwce P-51 Mustang. Nie bez znaczenia jest także to, że Iwo mogła stać się "bezpieczną przystanią" dla powracających i uszkodzonych samolotów powracających z bombardowania Cesarstwa. Iwo Jima była również miejscem zrobienia sławnej fotografii amerykańskiej flagi na górze Suribachi. Wreszcie dowodzącemu japońskim garnizonem generałowi Kuribayashiemu udało się po raz pierwszy zadać Marines straty, które były większe od strat japońskich.

Na polecenie cesarza Hirohito w lutym w pałacu cesarskim odbyła się seria indywidualnych rozmów z sześcioma byłymi premierami oraz hrabią Makino w celu zasięgnięcia opinii co do dalszych kroków jakie powinny zostać podjęte. Rozmowy jednak nie przyniosły definitywnego rozwiązania i w dalszym ciągu brakowało skutecznego planu, co więcej większość sondowanych osób opowiadała się za kontynuowaniem wojny. Warto zwrócić tu uwagę na stanowisko byłego premiera Fumimaro Konoego, który w swoim raporcie przedstawionym tenno 14 lutego nie ukrywał zaniepokojenia stanem państwa. Był to jeden z tych polityków, którzy cieszyli się szacunkiem „syna niebios”, Konoe jako jeden z niewielu próbował przekonać cesarza do obrania kursu zmierzającego do zakończenia wojny. Po długim okresie osłabionych wpływów na dworze, znaczenie Konoego zaczęło rosnąć. Zwłaszcza po dymisji - jego następcy na stanowisku premiera - Tōjō Hidekiego. Początkowo jego głos nie spotykał się z dużym zainteresowaniem, jednak po niszczycielskim bombardowaniu Tokio z 9 na 10 marca, tenno wydawał się coraz bardziej zaniepokojony...

W rozwoju wydarzeń znaczący był upadek gabinetu z premierem Koiso Kuniakim. Były gubernator Korei i generał w stanie spoczynku stał na czele rządu od lipca 1944 roku, kiedy to Tōjō Hideki po nieudanej rekonstrukcji rządu i co ważniejsze upadku Saipanu i pogromie japońskiej floty na Morzu Filipińskim - podczas której utracono m.in. trzy lotniskowce - musiał zrezygnować z funkcji premiera.

Bitwa o Saipan - wojska Amerykańskie wylądowały na Saipanie 15 czerwca 1944 roku. Bitwa trwała do 9 lipca 1944 roku, kiedy to poinformowano, że wyspa została całkowicie opanowana. Amerykańska armada liczyła 535 okrętów i ok. 127 tys. żołnierzy ( z czego na wyspie wylądowało 71 tys.). Japończycy na Saipanie posiadali ponad 31 tys. żołnierzy. Straty amerykańskie wyniosły
- US Army: 3,674 zabitych, rannych lub zaginionych
- Marines: 10,437 zabitych, rannych lub zaginionych
Inne dane wskazują nieco niższe straty: ogółem 2,949 zabitych oraz 10,364 zaginionych lub rannych. Japoński garnizon został zlikwidowany praktycznie w całości, do niewoli dostało się ok. 1,800-2,000 japońskich żołnierzy. Szacuje się, że podczas bitwy zginęło także ok. 22 tys. cywilów.

Saipan miał duże znaczenie strategiczne dla nacierającej armii USA, gdyż z lotnisk Saipanu mogły startować bombowce B-29 z zadaniem bombardowania Japonii.

Bitwa na morzu filipińskim – ostatnia i największa bitwa powietrzno-morska z udziałem lotniskowców. Bitwa rozegrała się w dniach 19-20 czerwca 1944 roku na zachód od wysp Mariańskich. Dowodzący siłami japońskimi wiceadmirał Ozawa Jisaburō dysponował 9-cioma lotniskowcami, na których znajdowało się:
- 222 myśliwców, 113 bombowców nurkujących, 93 samoloty torpedowe. Dodatkowo dysponował 43 wodnosamolotami. Ozawa miał do dyspozycji także 300 (dane co do liczby samolotów bazowych różnią się znacznie, można nawet spotkać liczbę 1,200, jednak część z nich mogła już istnieć tylko na papierze) samolotów stacjonujących na pobliskich lotniskach na Marianach.
Zespół amerykański admirała Raymonda Spruance'a liczył 15-stoma lotniskowcami, dysponujących:
- 475 myśliwcami, 232 bombowcami nurkującymi, 184 samolotami torpedowymi. Ponadto Amerykańska flota dysponowała 65 wodnosamolotami.

Bitwa zakończyła się zdecydowaną klęską japońskiego zespołu. Pomimo jak uważa wielu, dobrego dowodzenia przez Ozawę - Cesarstwo straciło 3 lotniskowce, w tym najnowocześniejszy lotniskowiec Taiho, a kolejny został ciężko uszkodzony. Straty w lotnictwie wyniosły: ok 400 samolotów (lotnictwo pokładowe) oraz ok. 200 z baz lądowych. Amerykanie stracili zaledwie 130 samolotów. Japończycy zdołali tylko uszkodzić pancernik South Dakota. Bitwa doczekała się nawet określenia „Wielkie polowanie na indyki na Marianach”. Do ogromu klęski Japończyków w decydującym stopniu przyczyniło się beznadziejne wyszkolenie nowych pilotów i gorsze parametry techniczne samolotów.

Gabinet Koiso podał się do dymisji 5 kwietnia, oficjalnie w wyniku braku porozumienia pomiędzy cywilnymi przedstawicielami rządu a wojskiem. Faktycznie jednak sprawa wyglądała nieco inaczej. Ciągłe porażki Nipponu na praktycznie wszystkich frontach, inwazja wojsk amerykańskich na Okinawę, oraz nieudana próba objęcia przez Koiso stanowiska Ministra Armii (co wiązało się z brakiem poparcia ze strony samej armii) nie pozostawiała atakowanemu premierowi dużego wyboru. Dodatkowo rząd otrzymał jeszcze jeden niespodziewany cios. 5 kwietnia rząd radziecki zapowiedział, że nie przedłuży z Japonią podpisanego w 1941 roku paktu o neutralności. Wobec takiego natłoku „złych wieści” Koiso nie miał innego wyboru niż podać się do dymisji.

Po rezygnacji premiera zebrała się rada jushinów, do której dołączyli prominentni przedstawiciele dworu. Najpilniejszą potrzebą było powołanie nowego gabinetu, który jak nie ukrywano miał wziąć na siebie „brzemię” doprowadzenia do zakończenia konfliktu, oczywiście w taki sposób aby uchronić jednocześnie przed upadkiem „honor narodu”. Tej niełatwej misji miał podjąć się admirał w stanie spoczynku, przewodniczący Tajnej Rady - Suzuki Kantarō, który był brany pod uwagę już wcześniej, podczas tworzenia gabinetu z generałem Koiso na czele. Suzuki pomimo pierwotnej niechęci i uzasadnionych obaw co do stanowiska premiera, pod naciskiem cesarza, który doceniał wieloletnią służbę admirała na dworze i miał do niego bardzo duże zaufanie – ostatecznie podjął się tego niełatwego zadania. Podczas wyboru następcy Koiso, bardziej rozsądne głowy starały się wyeliminować kandydatów popieranych przez armię i generała Tōjō, który otwarcie deklarował chęć kontynuowania wojny aż do samego końca, chociaż i tak ostateczna decyzja należała do cesarza. Można by więc skłaniać się do wniosku, że spora grupa elity politycznej Japonii chciała doprowadzić do jak najszybszego zakończenia wojny. Trzeba jednakże zdecydowanie podkreślić, że „porozumienie” o zakończeniu wojny według japońskiego scenariusza wcale nie było zgodne z oczekiwaniami Aliantów...

Tajna Rada (sūmitsuin) - organ doradczy japońskiego cesarza, ustanowiony 28 kwietnia 1888 roku. W jej skład wchodzili:
- przewodniczący
- wiceprzewodniczący
- 12 członków (póżniej ich liczbę zwiększono do 24)
- przewodniczący sekretariatu
- 3 sekretarzy
Miejscem spotkań Rady był Pałac Cesarski, a jej obrady mogły dotyczyć każdej sprawy zleconej przez cesarza.
Została rozwiązana w 1947 roku.

Rząd Stanów Zjednoczonych zareagował pozytywnie na fakt wyboru osoby spoza kręgu armii lądowej, lecz nie można było liczyć na żadne ustępstwa. Wyprzedzając nieco wydarzenia - zarówno gabinet Suzukiego jak i on sam byli różnie oceniani. Przeważała jednak opinia, że pomimo widocznego częściowego niezdecydowania nowy premier dążył do szybkiego zakończenia konfliktu i ocalenia tego co jeszcze można było ocalić. Z dnia na dzień jednak to co można było jeszcze uratować pogrążało się w gruzach, m.in za sprawą XX Armii Powietrznej USA, która nie próżnowała i z ogromną konsekwencją obracała w perzynę kolejne japońskie miasta.

30 kwietnia zebrała się Najwyższa Rada aby jednak (!) podjąć decyzję o kontynuowaniu wojny. Trzeba zaznaczyć, że na okres sprawowania rządów przez nowego premiera przypadł najbardziej intensywny okres amerykańskich nalotów na japońskie miasta. Również amerykańska blokada morska oraz „Diabły Morskie” wiceadmirała Charles'a Lockwood'a, które po zmasakrowaniu linii konwojowych między Tajwanem a Japonią już szykowały się do uderzenie na Morze Japońskie i ostatnią „linię życia” pomiędzy Koreą a Nipponem, nie niosły ze sobą dobrych wieści. To wszystko nie ułatwiało zadania siedemdziesięcioletniemu premierowi, który po za tragiczną sytuacją na froncie musiał jeszcze walczyć z „tradycyjnym” oporem i protestami armii. Nie było jednak wyjścia, gdyż wola tenno musiała być realizowana. Dodatkowo na okres rządów Suzukiego nałożyła się śmierć amerykańskiego prezydenta Roosevelta i zakończenie wojny w Europie, które nadeszło wraz z klęską hitlerowskich Niemiec. Wobec tej znaczącej zmiany rząd zajął dobrze znane stanowisko – 3-go a także później 9-go maja Suzuki zapowiedział, że zmieniona sytuacja międzynarodowa nie wpłynie na losy Cesarstwa, które jest zdeterminowane walczyć do końca. Czy były to prawdziwe zamiary premiera, czy tylko gra mająca na celu nie drażnienie armii, która jako ostatnia siła posiadana przez Japonię mogła zmienić bieg wydarzeń np. poprzez „usunięcie” ze sceny premiera (i nie mam na myśli bynajmniej dymisji...)? Można przypuszczać, że Suzuki maskował swe zamiary - oficjalnie głosząc dalszą chęć walki - zdobywając tym samym czas na wypracowanie „pokojowego” rozwiązania. Istotne jest jednak to, że coraz częściej dało się słyszeć głosy nawołujące do szukania porozumienia z amerykanami, zwłaszcza że sytuacja Cesarstwa stawała się coraz bardziej tragiczna. Dramatyzmu dodaje fakt, że 6-go maja Brytyjczycy zakomunikowali o zakończeniu kampanii w Birmie – Japonia poniosła srogą klęskę na kolejnym froncie.

Najwyższa rada - organ konsultacyjno-decyzyjny Cesarstwa, w praktyce odpowiedzialny za podejmowanie najważniejszych decyzji w sprawach państwa. Nazywany też „wewnętrznym gabinetem”, którym de facto był.
Jej korzenie sięgają epoki Meiji, kiedy to w 1903 roku powołano organ konsultacyjny (Gunji sangikan kaigi) doradzający cesarzowi w sprawach wojskowych, który funkcjonował do 1945 roku, jednakże był on pozbawiony znaczenia. Stało się tak m.in. za sprawą powołanej 19 listopada 1937 roku przez cesarza Hirohito Połączonej Konferencji Cesarskiego Sztabu Dowodzenia i Rządu (Daihon'ei Seifu Renraku Kaigi) w skład której wchodzili:
- Premier
- Minister Spraw Zagranicznych
- Minister Armii
- Minister Marynarki
- Szef Sztabu Armii
- Szef Sztabu Marynarki
Jeśli zaistniała taka potrzeba w obradach mogli uczestniczyć zastępcy. Wnioski z konferencji mogły być przedstawiano cesarzowi do akceptacji (jeśli chciano podjąć jakieś konkretne rozstrzygnięcia lub sprawy dotyczyły najważniejszych kwestii) podczas Cesarskich Konferencji (Gozen kaigi), w których dodatkowo mogli brać udział oprócz cesarza i sześciu stałych członków: zastępcy Szefów Sztabów, Minister Finansów, Przewodniczący Tajnej Rady oraz Przewodniczący Biura Planowania Rządu (powołanego w październiku 1937 roku). Początkowo Połączona Konferencja miała służyć koordynacji działań Armii, Marynarki i Rządu.

5 sierpnia 1944 roku premier Koiso na miejsce Połączonej Konferencji Cesarskiego Sztabu Dowodzenia i Rządu powołał Najwyższą Radę ds. Prowadzenia Wojny (Saikō Sensō Shidō Kaigi), która w praktyce niewiele różniła się od poprzedniego organu. W jej skład identycznie jak poprzednio wchodziło sześciu stałych członków. Decyzje podejmowano na zasadzie jednomyślności, możliwe było zapraszanie innych reprezentantów gabinetu. Istotną zmianą była konieczność uzyskania akceptacji przez rząd dla uzgodnionych decyzji, co w praktyce okazało się niezbyt proste. Zmianie uległa również pozycja cesarza, który mógł uczestniczyć w konferencji z prawem głosu. Stworzenie Najwyższej Rady nie zmieniło jednak pozycji Cesarskich Konferencji, które nadal były zwoływane w momencie braku porozumienia między cywilnymi a wojskowymi przedstawicielami.

Najwyższej Rady nie należy mylić z Cesarskim Sztabem Dowodzenia.

Daihon`ei - Cesarski Sztab Dowodzenia podlegał bezpośrednio cesarzowi jako najwyższemu dowódcy sił zbrojnych. Powołany po raz pierwszy 19 maja 1893 roku, został odnowiony w listopadzie 1937 roku na polecenie Hirohito jako organ zajmujący się planowaniem i prowadzeniem wojny, podległy cesarzowi. W jego skład wchodziło początkowo około 200 członków, jednak w 1945 roku, jego liczebność wynosiła już ok. 1,800 pracowników. Jego główna siedziba znajdowała się w Pałacu Cesarskim. Rozwiązany przez Aliantów 13 września 1945 roku.

Podczas gdy Kraj Kwitnącej Wiśni pogrążony był w „walce wewnętrznej” nowo mianowany amerykański prezydent Harry Truman ogłosił, że celem nowej administracji (w rzeczywistości starej – gdyż większość „urzędników Roosevelta” pozostała na stanowiskach) jest doprowadzenie do przyjęcia przez Japonię bezwarunkowej kapitulacji jej sił zbrojnych oraz całkowite odsunięcie od jakiejkolwiek władzy przedstawicieli wojska. Zastrzegł jednak, że bezwarunkowa kapitulacja nie oznacza zagłady japońskiego społeczeństwa a wręcz przeciwnie – zakończy cierpienia narodu, który wiele lat temu został skierowany przez elitę polityczną na drogę imperialnego podboju.

W Japonii natomiast, obawa przed amerykańskimi żądaniami i możliwością „zdemontowania” japońskiego „świętego” ustroju paraliżowała do tego stopnia niektóre polityczne i wojskowe umysły, że osiągnięcie porozumienia było wciąż kwestią bardzo odległą. Brak jednolitej wizji uwidocznił się na początku czerwca kiedy to zebrała się po raz kolejny Najwyższa Rada (6 czerwca) aby przedyskutować możliwe opcje. Rada ostatecznie przyjęła dokument zatytułowany: „Fundamentalne zasady polityki dotyczące dalszego prowadzenia wojny”. Jego zasadniczym celem była wola kontynuowania walki, aby uchronić Nippon przed zniszczeniem jego wyjątkowego „narodowego charakteru”. Mimo rozpaczliwej sytuacji w kraju, dalej na pierwszym miejscu postawiono mgliste pojęcie „narodowego honoru”, które oznaczało nic więcej, tylko zbiorowe samobójstwo. Postępowanie rządu było wyjątkowo niezrozumiałe, zwłaszcza że zasadniczym celem nowego premiera miało być dążenie do „rozwiązania” trudnej sytuacji w której znalazło się Cesarstwo. Mimo wszystko dokument został oficjalnie zaakceptowany dwa dni później na posiedzeniu gabinetu przy udziale cesarza Hirohito (!), co stanowi kolejną zagadkę w postępowaniu „syna nieba”.

Zasadnicza zmiana nadeszła dzięki interwencji zaufanego doradcy cesarza, strażnika pieczęci (Naidaijin) – Kido Kōichiego. Opracował on i przedstawił cesarzowi swój „plan kontroli sytuacji kryzysowej”, dzięki któremu Japonia mogła - jego zdaniem - uniknąć totalnej destrukcji. Najważniejsza zdaniem Kido była próba mediacji za pośrednictwem ZSRR, na którą w stanie byli przystać nawet niektórzy przedstawiciele armii. Duże znaczenie miałby także fakt, że gdyby rozmowy zostały zapoczątkowane na polecenia cesarza opór niechętnych kapitulacji środowisk byłby znacznie mniejszy. Działania cesarskiego doradcy uzyskały aprobatę tenno, który zlecił podjąć niezwłocznie dalsze kroki. Co najlepsze, cesarz udzielił swojego „błogosławieństwa” Kido, po tym jak chwilę wcześniej zaakceptował plan dalszego kontynuowaniu walki! Kido uzyskał dla swojego planu poparcie m.in. ministra marynarki Yonaia, ministra spraw zagranicznych Tōgō i samego premiera Suzukiego. Bardziej sceptyczni byli minister wojny Anami i Szef Sztabu Marynarki – Toyoda oraz Szef Sztabu Armii – Umezu, dla których „ostateczna bitwa” wydawała się jedynym sensem życia.

Przełom nastąpił 22 czerwca na posiedzeniu gabinetu z udziałem cesarza. Hirohito przeanalizował sytuację w jakiej sytuacji znalazło się Cesarstwo i nakazał podjęcie zdecydowanych kroków na rzecz doprowadzenia do „zakończenia kryzysu”, co bynajmniej nie oznaczało natychmiastowej kapitulacji... Tym razem również miało miejsce wydarzenie niezwykłe – politycy, którzy jeszcze kilkanaście dni wcześniej byli zdeterminowani prowadzić walkę do końca, nagle bez sprzeciwu zgodzili się z cesarzem (wśród nich był też premier Suzuki). Ważne było jednak to, że w końcu co raz więcej osób odnosiło się pozytywnie do chęci porozumienia z Aliantami, a objęcie tej sprawy „patronatem cesarza” dawało nadzieję na bardziej zdecydowane działania.

Sytuacja Kraju Kwitnącej Wiśni, który zamieniał się coraz bardziej w dymiące pogorzelisko nie mogła zostawiać złudzeń co do dalszych losów. Jednak nawet „czerwcowy przełom” nie przyniósł definitywnej zmiany. Pomimo nadchodzącej totalnej zagłady, koła rządzące nadal były tak jak w przeszłości podzielone na zwolenników kontynuowania walki do końca (bądź też do „wynegocjowania pokoju” na korzystnych warunkach) oraz „orędowników” zakończenia konfliktu. Do pierwszej grupy zaliczali się przede wszystkim oficerowie Cesarskiej Armii na czele z generałem Korechiko Anami, ministrem wojny w gabinecie premiera Kantarō Suzukiego. Także Umezu Yoshiro – Szef Sztabu Armii i Toyoda Soemu – Szef Sztabu Marynarki, nie zmienili swojego zdania i tak jak w czerwcu podczas misji Kido wyrażali swój zdecydowany sprzeciw przeciwko kapitulacji. Natomiast do zwolenników szybkiego zakończenia konfliktu zaliczali się m.in sam cesarz (choć tak jak wcześniej pokazano, jego działania nie zawsze były do końca jasne i zrozumiałe) oraz jego najbliższy doradca „strażnik pieczęci” Kōichi Kido, premier Kantarō Suzuki, minister marynarki Mitsumasa Yonai oraz minister spraw zagranicznych Shigenori Tōgō. Co najbardziej niewiarygodne, ci którzy jeszcze w czerwcu na konferencji z cesarzem, „ulegli” (jak widać tylko pozornie) wizji szybkiego zakończenia wojny, już w lipcu myśleli po raz kolejny swoim torem... Zamieszanie wzrastało jeszcze za sprawą akcji propagandowej amerykanów, która spowodowała według niektórych doniesień służb bezpieczeństwa „osłabienie” ducha narodu.

W tym całym nieprawdopodobnym zamęcie istniała jednak zgoda co do jednej rzeczy - pozycja tenno w powojennym świecie nie mogła ulec żadnej zmianie. Obrona cesarza była sprawą priorytetową i pozostawała po za jakąkolwiek dyskusją. Zagrożeniem dla tej sprawy było amerykańskie żądanie bezwarunkowej kapitulacji, które ostateczny kształt uzyskało podczas konferencji w Poczdamie 26 lipca 1945 roku. Dokument znany jako Deklaracja Poczdamska określał warunki na jakich Cesarstwo miało poddać się Siłom Sprzymierzonych. Pod deklaracją podpisali się prezydent USA Harry Truman, premier Winston Churchill, a także reprezentujący Chiny Czang Kaj-szek (za pomocą depeszy). Deklaracji nie sygnował Stalin, gdyż ZSRR oficjalnie nie było w stanie wojny z Japonią, postanowiono więc nie stawiać w dwuznacznej sytuacji radzieckiego przywódcy. Jednakże Stalin - realizując obietnice złożone jeszcze na konferencji w Jałcie w lutym 1945 roku - już szykował się do uderzenia na Mandżurię, pomimo, że do 25 kwietnia 1946 roku obowiązywać miał traktat o neutralności pomiędzy Japonią i ZSRR. Wcześniej przed określeniem finalnych założeń deklaracji, 24 lipca Połączony Komitet Szefów Sztabów przedstawił raport na temat sytuacji Japonii i zaproponował działania jakie należy podjąć aby doprowadzić „sprawę do końca”.

Deklaracja Poczdamska, przekazana stronie japońskiej 27 lipca składała się z 13 punktów. Warunki postawione przez Aliantów były następujące:

  • całkowite odsunięcie od władzy osób odpowiedzialnych za skierowanie Cesarstwa na drogę ekspansji,
  • okupacja wyznaczonych terenów Japonii przez siły Aliantów w celu zapewnienia realizacji postanowień deklaracji i zapewnienia pokoju,
  • realizacja postanowień Konferencji Kairskiej (z 1943 roku), według której suwerenność Japonii miała zostać ograniczona do czterech głównych wysp (tj: Honshū, Shikoku, Kyūshū i Hokkaido)
  • całkowita likwidacja sił zbrojnych
  • usunięcie przeszkód stojących na drodze do demokratyzacji japońskiego społeczeństwa
  • likwidacja przemysłu zbrojeniowego

Alternatywą dla deklaracji była „totalna destrukcja” japońskich sił zbrojnych i dewastacja kraju. Alianci postawili sprawę bardzo jasno - w przypadku odrzucenia propozycji, uderzą na Japonię całą swoją potęgą.

Jak już wspomniano po stronie japońskiej wszyscy zgodnie odrzucali możliwość bezwarunkowej kapitulacji. W wyniku licznych wątpliwości japoński rząd, pomimo pozytywnej opinii Ministerstwa Spraw Zagranicznych na czele z ministrem Tōgō, który mocno „lobbował” za przyjęciem amerykańskich propozycji, nie zgodził się na przyjęcie warunków zawartych w deklaracji. Wokół tego „wydarzenia” krąży wiele niejasności skupionych głównie wokół wypowiedzi premiera Suzukiego, który w swojej oświadczeniu (28 lipca) „zignorował” deklarację używając słowa „mokusatsu”, które może być tłumaczone jako zignorowanie tematu (poprzez zachowanie milczenia). Lecz intencje mogły być różne i możliwe jest to, że Japończycy chcieli mimo wszystko „nie zamykać” drzwi do negocjacji (zwłaszcza wobec prowadzonych negocjacji ze Związkiem Radzieckim i związanych z nimi nadziei - o których mowa w dalszej części). Nieco wcześniej terminu tego użyła prasa, która przekazała opinii publicznej stanowisko rządu. Dziwne jest to, że prasa poddała do wiadomości decyzję, która prawdopodobnie nie była jeszcze oficjalnie zatwierdzona. Być może wpływ na to miał fakt, że deklaracja została przedstawiona Japonii za pośrednictwem radia, dodatkowo amerykanie zrzucili na terytorium Nipponu ulotki z jej treścią. Mogło więc chodzić o utrzymanie „spokoju”, gdyż brak reakcji rządu mógł spowodować „niepewność” armii, której dowództwo naciskało na zdecydowane odrzucenie amerykańskich warunków. W Waszyngtonie natomiast słowo to zostało przetłumaczone jako „odrzucenie”, co odczytano jako zdecydowaną odmowę przyjęcia propozycji bezwarunkowej kapitulacji...
Warto dopowiedzieć, że w pierwotnej wersji Deklaracji Poczdamskiej, która miała zostać przesłana Japończykom, były wieloletni ambasador USA w Japonii Joshew Grew (jeden z głównych jej konstruktorów) proponował zachować istniejący system władzy cesarskiej. Grew, który dosyć dobrze poznał system i reguły panujące w Kraju Kwitnącej Wiśni rozumiał jak duże znaczenie dla narodu miała postać cesarza i powiązany z nim system władzy. Jego zdanie podzielał Sekretarz Wojny – Henry Stimson, który paradoksalnie był jednym z głównych orędowników użycia bomby atomowej (uważał jednak, że najlepiej byłoby gdyby Japonia skapitulowała przez użyciem bomby). Prezydent Harry Truman wraz z sekretarzem stanu James'em Byrnes'em mieli jednak odrębne zdanie i propozycja ta – kluczowa z perspektywy Tokio - nie została uwzględniona w finalnej wersji deklaracji. Duża część elity politycznej w USA uważała, że tylko radykalne środki mogą doprowadzić do zakończenia wojny. Ponadto 25 lipca został wydany oficjalny rozkaz o użyciu przeciwko Japonii pierwszej „specjalnej bomby” jak określano ją w dokumentach. Było to już jednak tylko dołożenie kropki nad „i” gdyż już 1 czerwca specjalny komitet wydał decyzję o jak najszybszym użyciu nowej broni przeciwko Japonii, dodając, że atak powinien być przeprowadzony bez ostrzeżenia o „naturze” nowej broni. Deklaracja wydana przez Aliantów miała być niejako ostrzeżeniem dla Tokio, że Alianci są zdeterminowani doprowadzić wojnę do końca. Amerykanom zależało na tym, aby poddanie się Nipponu miało miejsce przed inwazją na terytorium Japonii. Bomba atomowa zaś miała być niejako spełnieniem „obietnicy”, że USA wykorzysta całą swoją potęgę do zakończenia wojny i ostatnią kartą, dzięki której inwazja na Japonię mogła się nie odbyć. Z drugiej strony postanowienia deklaracji, które zawierały pewne wytyczne co do przyszłości kraju, miały pokazać japońskim decydentom, że przegrana wojna nie wiąże się z „upadkiem” całego narodu i kompletnym demontażem państwa. W deklaracji zabrakło jednak ostrzeżenia o „specjalnej” broni i co ważniejsze nie zawarto wcześniej wspomnianego postulatu dotyczącego cesarza. Spodziewano się, że politycy w Tokio po doświadczeniu użycia pierwszej bomby atomowej nie będą już w stanie dalej oponować przeciwko warunkom Aliantów. Decydujący wpływ na ostateczny kształt deklaracji miał sam prezydent Harry Truman, który jak zauważa Patrycja Niedbalska-Asano w książce „Suzuki Kantarō” odrzucił wiele propozycji wcześniej wspomnianych Josepha Grew, Henry'ego Stimsona, a także dowódcy Marynarki USA Ernesta Kinga i Szefa Sztabu Sił Lądowych – generała George'a Marshalla. Zdecydowana i twarda postawa amerykańskiego prezydenta miała zapewne dać Tokio wyraźnie do zrozumienia, że nie ma co liczyć na żadną taryfę ulgową. Należy również dodać, że Truman miał nieco inny pogląd na udział Stalina w wojnie niż Roosevelt – uważał, że Stany Zjednoczone są w stanie poradzić sobie z Japonią bez pomocy dyktatora (opinie tą podzielało również kilka ważnych osób z otoczenia prezydenta). Można więc przypuszczać, że twarda postawa Trumana miała na celu nie dopuszczenie do utraty pozycji na Dalekim Wschodzie – jakby nie patrzeć, to USA praktycznie „w pojedynkę” prowadziła wojnę na Pacyfiku. Gdyby Japonia skapitulowała np. dopiero w wyniku zdecydowanego uderzenia armii Stalina, radziecki dyktator, mógłby przywłaszczyć sobie duży kawałek tortu zwycięstwa co mogłoby się wiązać z osłabieniem pozycji Stanów Zjednoczonych w Azji.

Wysiłki pokojowe Japończyków nie koncentrowały się tylko na rozmowach z USA. Szukano porozumienia również za pomocą mediacji bezstronnych państw. Po nieudanych próbach rozmów za pośrednictwem Szwecji i Szwajcarii, japońskie koła rządowe jak już wcześniej wspomniano zwróciły się do ZSRR, które miało jednak wobec Cesarstwa zupełnie inne plany. Dziwi fakt, że Japończycy wybrali akurat Stalina na pośrednika w rozmowach z USA, lecz było to jeszcze jedyne mocarstwo z którym Japonia nie prowadziła wojny. Dodatkowo Stalin był jednym z najważniejszych rozgrywających na arenie międzynarodowej. Po śmierci Roosevelta, który darzył sympatią radzieckiego dyktatora, podejście zachodnich mocarstw zaczęło jednak ulegać powoli zmianie. Ponadto zakończona wojna w Europie i związany z tym nowy porządek nakazywał zachowanie większej ostrożności co do polityki Kremla. Nie wiadomo na co liczyli Japończycy, bo chyba nie na szczerość Stalina, który trzeba przyznać był wytrawnym graczem. W każdym bądź razie rozmowy prowadzone od 3 czerwca przez byłego premiera Koki Hirotę z radzieckim ambasadorem Malikiem nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Kluczowe znaczenie miały negocjacje prowadzone na Kremlu przez japońskiego ambasadora Satō Naotake, działającego na zlecenie ministra Tōgō. Satō próbował spotkać się z radzieckim Ministrem Spraw Zagranicznych Mołotowem, licząc że uda się Japończykom zdobyć w jakiś sposób przychylność Kremla. 9 lipca były minister Spraw Zagranicznych Japonii – Hachirō Arita zasygnalizował celnie, że wysiłki mające na celu uzyskanie przychylności Związku Radzieckiego są pozbawione szans, zaznaczał że „zmarnujemy cenny czas, w sytuacji kiedy liczy się każda minuta”.

Trzeba przyznać, że Japończycy byli gotowi na bardzo wiele. 10 lipca Tōgō wysłał „pilną” depeszę do ambasadora Satō nalegając aby ten spotkał się z Mołotowem i wyjaśnił stanowisko Cesarstwa oraz przedstawił japońskie warunki. Depesza zawierała informację, że Japonia ze względu „na kwestię pokoju w Azji i na świecie” jest gotowa m.in: zrzec się okupowanych terytoriów oraz uznać niepodległość Mandżurii. 12 lipca Tōgō wysłał kolejną „ważną” depeszę, w której stwierdził, że cesarz dąży do zakończenia wojny, jednakże (!) dopóki USA i Wielka Brytania obstają przy całkowitej kapitulacji nie jest to możliwe. Życzeniem cesarza jest więc wysłanie specjalnego pełnomocnika do Moskwy, aby prowadzić rozmowy na temat radzieckiej mediacji. Wcześniej – 11 lipca, ambasadorowi Satō udaje się spotkać z Mołotowem, lecz ze spotkania nie wynika absolutnie nic – może po za jednym: z treści rozmów Satō – Mołotow wyraźnie widać grę na zwłokę prowadzoną przez Kreml. 13 lipca Satō - mimo własnych, poważnych wątpliwości co do rozmów z Sowietami, o których informował Tōgō - przekazał poufny list cesarza oraz przedstawił powody dla których Tokio podjęło się zorganizowania wyprawy specjalnego wysłannika Konoego Fumimaro - byłego trzykrotnego premiera Japonii - do Moskwy w celu przeprowadzenia „ostatecznych rozmów”. 17 lipca Tōgō wysłał ambasadorowi wiadomość, w której nakazywał pamiętać, że Japonia nie prosi Rosjan o mediację w „bezwarunkowej kapitulacji” i po raz kolejny nalegał na uzyskanie zgody co do przyjęcia wysłannika cesarza. 18 lipca rząd radziecki poinformował jednak, że propozycje japońskie są mało precyzyjne i niejasne, dlatego też odmawia się przyjęcia emisariusza Tokio.

20 lipca Satō wysłał do Tōgō długą i bardzo „odważną” depeszę, w której opisał swoje „wrażenia” dotyczące sytuacji Japonii. Depesza ta jest szczególna. Po pierwsze japoński ambasador bardzo trafnie i co ważniejsze realnie ocenił sytuację w której znalazło się Cesarstwo, po drugie zwraca uwagę na duże prawdopodobieństwo, że Stalin nie zostanie obojętny, gdy siła militarna Japonii spadnie niemal do zera. Najważniejszą jednak poruszaną przez niego sprawą było zawarcie pokoju na podstawie „jednego warunku” - zachowania systemu władzy cesarskiej. Dodaje również, że Japonia nie jest w stanie osiągnąć już „oryginalnych” celów i powinna pogodzić się z rzeczywistą sytuacją. Satō sam był świadomy tego, że wysłana przez niego depesza była bardzo ryzykowna i cała sprawa mogła dla niego skończyć się bardzo źle. Nieugięty Tōgō, który prawdopodobnie sam mógł mieć duże wątpliwości co do negocjacji z Kremlem nadal walczył o zorganizowanie spotkania przekonując, że nadrzędnym celem wysiłków japońskich jest uzyskanie pomocy ZSRR w zakończeniu wojny, bardziej jednak prawdopodobne jest to, że wysiłek ten koncentrował się na takim rozwiązaniu sprawy aby pozycja cesarza pozostała niezachwiana. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej gdy Alianci przedstawili w Poczdamie ostateczne warunki. W każdym razie Japończycy marnowali cenny czas na uzyskanie przychylności Stalina, która już dawno stała się niczym więcej jak tylko zwykłym i bardzo kosztownym złudzeniem. Rodzi się pytanie – czy Tōgō (i rząd) naprawdę wierzył w powodzenie rokowań ze Stalinem czy wykonywał tylko z pełną determinacją „wolę” tenno...

Pod koniec lipca sytuacja jednak powoli się wyjaśniała. Tokio miało coraz więcej powodów aby uważać, że Rosjanie grają na zwłokę nie przypadkowo, a czarny scenariusz zakładający przystąpienie do wojny ZSRR jest wysoce prawdopodobny. Już w połowie lipca Satō przesłał do Tokio informacje zebrane przez japońskich kurierów z centralnej Rosji o przemieszczaniu się na wschód radzieckich wojsk. 28 lipca przesłał nawet informację, w której przekazał raport kurierów o osiągnięciu pełnej przepustowości na linii Transsyberyjskiej... Dodatkowo w swojej wiadomości z 30 lipca stwierdził, że w świetle Deklaracji Poczdamskiej nie ma żadnych szans na doprowadzenie za pośrednictwem Związku Radzieckiego do negocjacji, radził więc przyjąć jak najszybciej Alianckie warunki. Na nic zdały się niestety jego próby. Tōgō pozostał niewzruszony i nakazał kontynuować „wysiłki pokojowe”. Zdecydowanie japońskiego ambasadora było godne podziwu, gdyż jeszcze w pierwszych dnia sierpnia nalegał aby Cesarstwo zrezygnowało z niepewnej mediacji ZSRR na rzecz opracowania konkretnych propozycji pokojowych. Było to jednak wołanie samotnego na pustyni, gdyż 7 sierpnia Tōgō (a raczej cesarz i jego otoczenie) prosił po raz kolejny Satō o rozeznanie podejścia Rosjan do sprawy. Na odpowiedź długo nie było trzeba czekać - następnego dnia radzieckie czołgi wdarły się do Mandżurii...

Cały ten „radziecki” epizod jest wyjątkowy, gdyż pokazuje w sposób bardzo przejrzysty „rozdwojenie” japońskiej polityki, która jak w przypadku większości najważniejszych decyzji była pełna sprzeczności. Z jednej strony zmarnowano ponad miesiąc na próbę realizacji „marzenia” dworu, którego już sama podstawa była wysoce wątpliwa, zwłaszcza wobec wcześniejszego wypowiedzenia traktatu o neutralności. Dodatkowo postawa Związku Radzieckiego już we wczesnym stadium rozmów oraz doniesienia z Rosji nie powinny pozostawiać żadnych nadziei co do ich wyniku. Trudno więc powiedzieć dlaczego Japończycy tak bardzo kurczowo trzymali się tego pomysłu i wierzyli niemal do samego końca, że Stalin ostatecznie wyciągnie pomocną dłoń.

Wracając jednak do głównych wydarzeń - fiasko rozmów z amerykanami oraz odrzucenie założeń Deklaracji Poczdamskiej, które dla USA wiązało się jednoznacznie z decyzją o kontynuowaniu działań wojennych „do samego końca” były wystarczającym powodem aby uruchomić „środki nadzwyczajne”. Jednym z tych środków było pierwsze w historii bojowe użycie bomby atomowej. 6-go sierpnia amerykański bombowiec B-29 „Enola Gay” zrzucił na Hiroszimę pierwszą bombę „specjalną” („Little Boy”), a trzy dni później w wyniku braku reakcji władz japońskich, 9-go sierpnia druga bomba atomowa („Fat Man”) została zrzucona na Nagasaki. Do tego czasu Amerykanom udało się także całkowicie zablokować Japonię, która pozbawiona potrzebnych surowców popadała m.in w poważne problemy żywnościowe.

Dzień wcześniej – 8 sierpnia jak już wspomniano do wojny przeciwko Japonii przystąpiło ZSRR, zaskakując tym samym nie tylko Japończyków ale również Trumana, który spodziewał się inwazji nieco później, Stalin z jakichś powodów jednak rozpoczął atak wcześniej niż było to w planach. 80 (!) radzieckich dywizji niemalże „rozjechało” jednostki Armii Kwantuńskiej w Mandżurii, dając do zrozumienia Japończykom jak beznadziejne był ich wysiłki mające na celu skłonienie do pomocy Stalina. W rzeczywistości japońskie rozmowy były skończone zanim się rozpoczęły... Stało się jasne, że Stalin zwodził japońskich wysłanników nie bez powodu. Kiedy Japończycy dwoili i troili się aby dotrzeć do dyktatora, na Daleki Wschód przerzucano z Europy radzieckie dywizje. W wyniku tych wszystkich wydarzeń 9-go sierpnia po raz kolejny zebrała się Najwyższa Rada aby omówić następne kroki. Pomimo fatalnej sytuacji zdania w dalszym ciągu były podzielone. Armia lądowa na czele z Anamim oraz tak jak podczas poprzednich posiedzeń - Toyoda i Umezu nadal opowiadali się za kontynuowaniem wojny, tj. stoczeniem generalnej bitwy, która mogłaby zmienić bieg wydarzeń (o zgrozo!). W trakcie trwania rozmów obradujący otrzymali informację o drugim ataku jądrowym, która to rozwiała ostatnie chmury nadziei na to, że Amerykanie posiadali tylko jedną bombę „specjalną”. Dyskusja przybrała więc nieco inny obrót, a nieugięte i sztywne do tej pory stanowisko armii zaczęło ulegać minimalnej zmianie. Zaczęto rozważać (ale nic więcej) ewentualne warunki na jakich Japonia może dopuszczać zakończenie wojny. Warunki te były następujące:

  • zachowanie systemu cesarskiego
  • rozbrojenie armii odbędzie się pod kontrolą Japonii
  • proces zbrodniarzy wojennych zostanie przeprowadzony przez Japonię (sic!)
  • nie będzie okupacji kraju przez siły Aliantów

Tōgō, którego poparli Suzuki i Yonai opowiadali się za kapitulacją, wszakże pod jednym warunkiem – zachowaniem instytucji władzy cesarskiej. Trudno ocenić czy zdecydowanie się na ten warunek miało związek ze wcześniejszymi działaniami japońskiego ambasadora Satō w Rosji oraz kto rzeczywiście był jego „oryginalnym konstruktorem”. W każdym razie warunek ten był „nienaruszalny i zasadniczy”, stanowił absolutne minimum i znajdował się po za jakąkolwiek dyskusją. Ponadto Tōgō słusznie uważał, że przedstawienie Aliantom „czterech warunków” może się po prostu skończyć brakiem jakichkolwiek rozmów z Amerykanami. Lecz zdawał sobie sprawę z faktu, że czas na prowadzenie negocjacji już minął, teraz pozostała tylko nadzieja, że amerykanie zgodzą się na warunek Tokio. Atakowane ze wszystkich stron i chwiejące się Cesarstwo nie było już w stanie przyjąć dodatkowych ciosów. Tą samą sprawę poruszał zwołany później gabinet, któremu również nie udało się wypracować żadnego porozumienia...

Trwający impas czy też „gra o honor”, której ceną było życie Japończyków - ginących pod amerykańskimi bombami albo rozbijających się w ostatnim akcie desperacji o amerykańskie okręty - powinna wzbudzać tylko i wyłącznie pogardę i odrazę dla fanatycznych działań co poniektórych osobników, którzy cenili swoją (i tak przegraną) pozycję na drabinie społecznej wyżej niż życie ich „umiłowanych poddanych”. Na szczęście zachowujący jeszcze rozsądek Minister Tōgō i premier Suzuki wyszli z propozycją aby zwołać nadzwyczajne posiedzenie z udziałem cesarza. Po uzyskaniu zgody cesarza w nocy z 9 na 10 sierpnia została zorganizowana narada z udziałem członków Najwyższej Rady, przedstawicieli wojsk lądowych, marynarki oraz przewodniczącego Tajnej Rady – barona Hiranumy Kiichiro z nadzieją, że w końcu uda się podjąć jakieś konkretne rozstrzygnięcie. Bezpośrednie zaangażowanie cesarza zaś, w planach Tōgō i Suzukiego miało zakończyć się wydaniem „świętej decyzji” przez tenno (go-seidan) o przyjęciu postanowień zawartych w Deklaracji Poczdamskiej co pozwoliłoby przełamać nieunikniony opór przedstawicieli armii - „święta decyzja” była bowiem niepodważalna i ostateczna. Plan Tōgō – bez wątpienia jednego z bardziej zasłużonych polityków dla osiągnięcia porozumienia z USA – zakończył się sukcesem. Po burzliwej dyskusji, która po raz kolejny nie przyniosła żadnego rozstrzygnięcia jak podaje w swoich pamiętnikach wiceadmirał Zenshiro Hoshina - biorący udział w naradzie - Hirohito wstał i powiedział m.in: „Ryzykujemy utratę wszystkiego jeśli nadal będziemy kontynuować rozpaczliwie wojnę. Po rozważeniu poziomu sił [naszych i wroga] oraz sytuacji w kraju i za granicą nie oczekuję już zwycięstwa”. Na zakończenie Hirohito miał powiedzieć: „
postanowiłem tak uczynić [zakończyć wojnę] w celu uratowania ludzi przed katastrofą i zaprowadzenia pokoju na świecie”. Po decyzji cesarza, zgromadzeni w sali mieli niemalże wybuchnąć płaczem... Warto zatrzymać się jeszcze na moment przy stanowisku Armii, które zostało przedstawione przez Ministra Wojny. Anami był bardzo mocno przekonany o gotowości resztek japońskich sił zbrojnych do stawienia oporu amerykańskiej inwazji. Uważał nawet, że „dla sprawy” naród powinien być gotowy na wszystko, nawet na śmierć milionów ludzi w bezpośredniej walce z wrogiem. Dalej trudno zrozumieć tak fanatyczną postawę, która nie miała żadnych rzeczywistych podstaw. Japoński potencjał militarny bowiem w żadnym stopniu nie był w stanie poradzić sobie z przewagą technologiczną i ilościową USA. Cesarz słusznie zauważył, że za tymi mocnymi deklaracjami nie stoją żadne realne działania, a pozycje obronne w dalszym ciągu nie zostały ukończone.

Hirohito innymi słowy zgodził się na przyjęcie Deklaracji Poczdamskiej na podstawie opracowanego przez Tōgō planu uwzględniającego najważniejszy dla Japończyków (tj. elity politycznej) postulat zachowania i nienaruszalności systemu władzy cesarskiej. Tak jak zakładano nie spotkano się z żadnym protestem – zdanie cesarza było niepodważalne i rozstrzygające. Hirohito powiedział jeszcze dwie ważne rzeczy. Po pierwsze przyznał się, że wielki ból sprawia mu przekazanie jego „lojalnej armii” w ręce Aliantów, jednak jest to konieczne z „szerszej perspektywy”. Po spotkaniu natomiast wysłał pismo z informacją, że jest wstanie nawet udać się do sztabu armii i marynarki ogłosić swoją decyzję, gdyby te miały problem z przekonaniem własnych podkomendnych. Yonai nie miał z tym problemu, natomiast Anami najpierw chciał się zgodzić, jednakże pod wpływem ministra marynarki zrezygnował z tego zamiaru. O świcie po zakończeniu narady, członkowie gabinetu spotkali się jeszcze raz aby w oparciu o propozycje Tōgō przygotować ostateczną odpowiedź dla Aliantów, która została przekazana za pośrednictwem Szwecji i Szwajcarii. W jej tworzeniu znaczny udział miał baron Hiranuma, który był odpowiedzialny za „ubranie w słowa” japońskiego „ostatecznego” warunku o zachowaniu pozycji cesarza. Teraz pozostało tylko oczekiwać na odpowiedź USA.

USA odrzuciło japońską propozycję, choć pewni amerykańscy politycy byli w stanie przystać na „warunek” zachowania władzy cesarskiej, zdając sobie sprawę, że kategoryczne odrzucenie japońskiego postulatu po raz kolejny może przynieść całkowity paraliż negocjacji. Z drugiej strony, sekretarz stanu Byrnes twierdził (słusznie), że USA nie musi godzić się na żadne warunki Cesarstwa, gdyż tylko strona amerykańska z racji sytuacji może stawiać żądania. Zapewne też niektórzy byli w szoku, gdy rozpadające i pokonane imperium ośmielało się stawiać jeszcze swoje postulaty... Ostatecznie jednak w nocie sekretarza stanu Byrnesa z dnia 11 sierpnia, która była niejako ostatecznym ultimatum, umieszczono zapis, że decyzja co do ostatecznej formy rządów zostanie podjęta przez japońskie społeczeństwo w drodze wyrażenia swej woli, co polityczne kierownictwo w Tokio uznało za „dobrą monetę”, istniał bowiem cień szansy na zachowanie pozycji Cesarza po wojnie. Nie można pominąć roli japońskich tłumaczy, którzy podczas przygotowania japońskiej wersji, mieli ponoć przetłumaczyć kilka zdań amerykańskiej odpowiedzi na bardziej „akceptowalne” dla tokijskiej wierchuszki.

Na pewne złagodzenie stanowiska Stanów Zjednoczonych mogły mieć wpływ dwa czynniki. Po pierwsze zużyto już niemalże cały „zapas” broni atomowej (trzecia bomba miała być gotowa do użytku po 24 sierpnia), która była ostatnią nadzieją na przełamanie bezsensownego oporu i uniknięcie inwazji na Japonię. Po drugie, prące do przodu niczym burza radzieckie dywizje na kontynencie mogły mocno zaszkodzić amerykańskim interesom, lepiej było więc działać szybko na rzecz zawarcia pokoju z Tokio.

Amerykańska odpowiedź nie oznaczała jednak końca tematu, nie obyło się bowiem bez dalszych sporów w najwyższym kierownictwie Cesarstwa. W dniach 12 – 13 sierpnia miało miejsce wiele spotkań pomiędzy przedstawicielami „frakcji” pokojowej i wojennej. Zebrała się również Najwyższa Rada oraz miały miejsce aż dwa spotkania gabinetu. Wszystkie te gorące dyskusje prowadzone były w jednym celu - czy Japonia powinna zaakceptować warunki zawarte w nocie Byrnesa. W Pałacu Cesarskim odbyło się z kolei spotkanie cesarza z najbliższymi współpracownikami oraz rodziną cesarską, które dotyczyło tego samego zagadnienia. Na posiedzeniach gabinetu nadal widoczny był podział na zwolenników i przeciwników kapitulacji (pomimo decyzji cesarza z przed dwóch dni!) a samo porozumienie odległe, tak jak kontakt z rzeczywistością Anamiego, Umezu i Toyody (i wielu innych!), którzy nadal uważali, że amerykańskie propozycje nie dają pełnej gwarancji zachowania obecnego systemu władzy cesarskiej. Armia swojemu niezadowoleniu dała pełny wyraz w depeszy z 13 sierpnia, w której stwierdzono, że dopóki cztery mocarstwa nie uznają w pełni japońskiego warunku, Armia zamierza wypełniać „narodową politykę” do samego końca... Oznaczało to, że militaryści gotowi są poświęcić praktycznie wszystko dla uratowania swojej „fantazji”.

Postanowiono więc po raz kolejny zwołać naradę w obecności „syna niebios”. Narada z udziałem Hirohito odbyła się 14 sierpnia 1945 roku i została zorganizowana na polecenie samego cesarza (swój udział miał w tym Kido i Suzuki). Pominięcie standardowej procedury petycji pozwalało na uniknięcie protestów ze strony armii, która nadal była wręcz fanatycznie zdeterminowana. W spotkaniu uczestniczyli członkowie rządu oraz Najwyższej Rady – razem dwadzieścia cztery osoby. Spotkanie miało jeden cel – zakończyć trwający konflikt. W wyniku groźby kolejnego ataku jądrowego (Japończycy nie mogli wiedzieć, że amerykanie nie byli jeszcze gotowi do zrzutu kolejnej bomby), dalszych nalotów amerykańskich bombowców na terytorium Japonii oraz agresji ZSRR, a także dalszego braku spójnego stanowiska gabinetu i Najwyższej Rady – „syn niebios” uznał, że należy zakończyć wojnę i zgodzić się na amerykańskie warunki przedstawione finalnie w nocie Byrnesa. W tym wszystkim pomogli amerykanie, którzy zrzucili dzień wcześniej ulotki z treścią japońskiego „warunku” oraz tekstem odpowiedzi USA, które mogły mocno zachwiać nastrojami, gdyż Japończycy nie mieli żadnego pojęcia o tym, co powodowało przeciąganie się wojny. Pozostali członkowie zgromadzeni na naradzie wobec takiego postawienia sprawy (faktycznie było to powtórzenie decyzji z przed 4 dni) przez tenno nie mieli innego wyjścia i tym razem musieli pogodzić się - już ostatecznie - z tą niełatwa dla wielu decyzją, zwłaszcza że wobec żądania cesarza o przygotowaniu reskryptu o zakończeniu wojny, nie było już miejsca na jakiekolwiek wątpliwości. Jeszcze tego samego dnia przygotowano odpowiednie dokumenty kapitulacji (nad tekstem reskryptu o zakończeniu wojny pracowano już jednak od trzech dni) i przekazano neutralnej Szwajcarii, która miała przekazać je dalej zainteresowanym państwom.

Przygotowano dwa dokumenty. Pierwszym była odpowiedź dla Aliantów, w której Japonia zgodziła się na przyjęcie warunków USA, drugim - edykt cesarski o kapitulacji. Postanowiono, że najlepszym rozwiązaniem będzie jeśli decyzję o zakończeniu wojny wygłosi sam cesarz, który sam zresztą wspomniał o takiej możliwości. Takie rozwiązanie miało pozwolić na uniknięcie podejrzeń o manipulację czy oszustwo. Pierwszy raz w historii Cesarstwa cały naród mógł wysłuchać słów swojego władcy. Transmisja została nadana przez radio NHK dnia 15 sierpnia 1945 roku w samo południe. Wraz z ogłoszeniem przez Hirohito edyktu wszystkie wątpliwości zostały rozwiane – długa droga, która miała doprowadzić Cesarstwo do chwały, skończyła się katastrofą. Koniec długiej i okrutnej wojny stał się rzeczywistością.

Warto jeszcze nawiązać do samego edyktu cesarskiego, w którym ani razu nie padło stwierdzenie o kapitulacji! Wynikało to z faktu, że karmione przez lata nieprawdziwymi informacjami z frontu społeczeństwo mogło doznać niezwykłego wstrząsu dowiadując się nagle, że informacje przekazywane im przez te wszystkie lata były w istocie fikcją. W zamian za to poddani usłyszeli słowa uznania dla ich godnego podziwu wysiłku, odważnej walki armii oraz marynarki, a także o nieszczęśliwym splocie międzynarodowych wydarzeń, które przybrały dla Cesarstwa niezwykle niekorzystny obrót. Hirohito wspomniał o nowej niszczącej broni użytej przez USA – bombie atomowej, nie wspomniał natomiast nic o ataku ZSRR na japońskie pozycje w Mandżurii. Na koniec tenno wezwał naród do „przetrwania tego co niemożliwe do przetrwania i zniesienia tego co niemożliwe do zniesienia” oraz do poświęcenia się odbudowie Cesarstwa i jego chwały. Całkowicie zignorowano japońską agresję w Chinach, atak na Pearl Harbor, jednym słowem straszliwa porażka, która spadła na Japonię tylko za sprawą jej wojskowo-politycznego kierownictwa, została przedstawiona w istocie jako zwycięstwo japońskiego ducha...

Dwa dni później, 17 sierpnia Hirohito wydał oświadczenie dla wojska, w którym główny nacisk położył na fakt wypowiedzenia wojny przez Stalina. Celem takiego postawienia sprawy było zapewne wywarcie wpływu na armię i danie jej do zrozumienia, że radziecki atak niweczy możliwość jakiegokolwiek zdecydowanego oporu na kontynencie, który dla najbardziej oddanych „świętej sprawie” miał stanowić ostateczny front walki o „honor” Nipponu. Wydaję się też, że zwrócenie uwagi na radziecką agresję stanowiło „zapasowy” argument, gdyż bomba atomowa nie dla wszystkich była „przekonywująca”.

15 sierpnia premier Suzuki podał się do dymisji a na czele nowego rządu stanął członek rodziny cesarskiej książę Higashikuni Naruhiko. Wybrany 17 sierpnia nowy premier jako członek rodzinny cesarskiej miał zdaniem wielu większą możliwość utrzymania dyscypliny w armii oraz mógł zapobiec rewoltom społecznym, gdyż wielu Japończyków po usłyszeniu słów cesarza 15 sierpnia przeżyło niezwykły szok. Głównym problemem była armia, której niesubordynacja mogła zniweczyć wysiłki pokojowe i porozumienie z Aliantami, które kosztowało przecież tyle wysiłku. Pomimo definitywnej decyzji o kapitulacji, nie było ostatecznej pewności co do tego jak potoczą się wydarzenia.

Nie wszyscy jednak pogodzili się z klęską. Wielu zwolenników kontynuowania działań wojennych popełniło honorowe seppuku (głównie młodsi oficerowie armii – jak się ocenia, w samej Japonii samobójstwo popełniło ok. tysiąc osób, natomiast skala tego zjawiska poza Japonią - na terenach nadal okupowanych nie jest znana) protestując w ten sposób przeciwko decyzji o zakończeniu wojny. Uważali oni kapitulację za ogromną hańbę, której zmycie mogło nastąpić tylko poprzez pokazanie „czystości ducha”. Samobójstwo popełnił również minister wojny Anami (który podpisał się pod decyzją o kapitulacji), były premier Konoe Fumimaro (jednak dopiero 16 grudnia w obawie przed oskarżeniem o popełnienie zbrodni wojennych), twórca jednostek kamikaze – Onishi Takijiro, były minister wojny i dowodzący armią mającą odeprzeć atak USA - marszałek Sugiyama Hajime oraz admirał Ugaki Matome, który postanowił rzucić się na amerykańskie okręty w jednej z ostatnich misji kamikadze. Lecz na tym się nie skończyło. Nad pałacem cesarskim przelecieli ostatni zbuntowani piloci, rzucając się następnie do morza - była to jednoznaczna obraza samego majestatu tenno, dlatego że działania takie były surowo zakazane (nawet amerykanie nakazali omijać pałac podczas swoich bombardowań).

Wybuchł nawet bunt kierowany przez dwóch oficerów armii – Hatanakę Kanji i Shiizakiego Jirō, którzy chcieli nie dopuścić do ogłoszenia kapitulacji narodowi! Rozwijający się w tajemnicy spisek, w którego realizację zamierzano wciągnąć samego ministra Anamiego i innych wyższych dowódców wojskowych po kilku dniach został udaremniony. Plany buntowników zakładały między innymi zamach na życie bardziej aktywnych prokapitulacyjnych polityków – premiera Suzukiego, ministra Yonaia, ministra spraw zagranicznych Tōgō oraz markiza Kido. Chciano także udaremnić nadanie przez rozgłośnię NHK cesarskiego edyktu. Ostatecznie bunt się nie powiódł a jego przywódcy popełnili samobójstwo. Niestety szok wywołany komunikatem Hirohito spowodował w niektórych miejscach egzekucje lub znęcanie się nad alianckimi jeńcami wojennymi przebywającymi na terenie Cesarstwa. Było to już na szczęście ostatnie, lecz zupełnie niepotrzebne tchnienie japońskiego demona siedzącego w sfrustrowanych i rozczarowanych żołnierzach. Większe jednak zagrożenie płynęło od strony kontynentu, gdzie dowódcy armii nie chcieli pogodzić się z ogłoszoną przez tenno kapitulacją. Sytuacja była napięta do granic możliwości. Przykładowo 17 i 18 sierpnia amerykańskie samoloty natknęły się jeszcze nad Tokio na japońskie myśliwce. Dopiero kilka dni po ogłoszeniu kapitulacji, można było stwierdzić, że Japończycy w istocie zamierzają ostatecznie skapitulować.

Po niespełna dwóch tygodniach - 19 sierpnia 1945 roku, także Armia Kwantuńska otrzymała rozkaz o zaprzestaniu oporu przeciwko radzieckim wojskom, tym samym los jednej z najpotężniejszych japońskich armii został ostatecznie przesądzony. Klęska była potworna, postrzegana jako elita japońskiego wojska, Armia Kwantuńska rozpadła się zaledwie po kilkunastu dniach. 20 sierpnia natomiast zawieszono działania w Chinach - miotający się jeszcze bezradnie smok otrzymał cios w samo serce.

Jak widać ostatnie chwile imperium były niezwykle dramatyczne i napięte. Nie można nie dodać, że sytuacja w ostatniej fazie wojny była wyjątkowo niezrozumiała, podobnie zresztą jak przed jej wybuchem. Nie można też uniknąć wrażenia, że prawie całe polityczno-wojskowe kierownictwo cesarstwa cierpiała na dziwnego rodzaju schizofrenię, która uniemożliwiała podejmowanie sensownych decyzji. Absolutny brak zdrowego rozsądku i realistycznego myślenia przeplatający się z nadziejami rodem ze science fiction na pozytywne rozstrzygnięcie można wytłumaczyć chyba tylko zawiłością japońskiego charakteru i idei „wspaniałej rasy” promowanej i wpajanej w szkołach, armii, wreszcie w całym społeczeństwie od kilkudziesięciu lat.

Termin podpisania kapitulacji wyznaczono ostatecznie na 2 września. Ceremonia odbyła się na zakotwiczonym w Zatoce Tokijskiej amerykańskim pancerniku USS Missouri. Japońska delegacja biorąca udział w kapitulacji liczyła 11 osób. W jej składzie znalazł się m.in. Minister Spraw Zagranicznych: Mamoru Shigemitsu, Szef Sztabu Armii – generał Yoshijiro Umezu, a także przedstawiciele Ministerstwa Spraw Zagranicznych, marynarki i armii. Ceremonia rozpoczęła się o godzinie 9.02 wygłoszeniem przez generała Douglasa MacArthura – Naczelnego Dowódcy Sił Alianckich – oświadczenia nawołującego do „budowy nowego świata opartego na wierze i zrozumieniu”. W imieniu Japonii kapitulację podpisali Mamoru Shigemitsu i Yoshijiro Umezu; w imieniu USA: Douglas MacArthur, Chester W. Nimitz; Chin: generał Hsu Yung-Chang; Wielkiej Brytanii: Bruce Fraser; ZSRR: Kuzma Derevyanko; Australii: Thomas Blamey; Kanady: L. Moore Cosgrave; Francji: Jacques LeClerc; Holandii: C. E. L. Helfrich; Kanady: Leonard M. Isitt. Ceremonia zakończyła się o godzinie 9.25.

Podpisany przez obydwie strony dokument kapitulacji liczący osiem punktów nakazywał:

  • przyjęcie warunków Deklaracji Poczdamskiej,
  • kapitulację Japońskiego Cesarskiego Sztabu Generalnego i wszystkich sił zbrojnych znajdujących się pod kontrolą Japonii,
  • natychmiastowego zaprzestania jakiegokolwiek oporu, zarówno przez osoby wojskowe jak i cywilne,
  • podporządkowania się wszelkim rozkazom i dyrektywom, które przez Naczelnego Dowódcę Mocarstw Sojuszniczych zostaną uznane za niezbędne dla procesu realizacji postanowień kapitulacji,
  • uwolnienia wszystkich alianckich jeńców wojennych i zapewnienia im opieki,
  • podporządkowania się cesarza i japońskiego rządu Naczelnemu Dowódcy Mocarstw Sojuszniczych, który upoważniony został do podejmowania działań w celu wykonania powyższych postanowień

Pomimo podpisania kapitulacji i formalnego zakończenia wojny, japońskie armie skapitulowały ostatecznie dopiero:

  • w Chinach, Korei i na Tajwanie: 9 września,
  • w Syjamie: 12 września,
  • w Birmie: 13 września,
  • na Malajach: 14 września,
  • na Nowej Gwinei: 15 września,
  • w Hong Kongu: 16 września.

Dzień przed podpisaniem kapitulacji (1 września) amerykańskie wojska wylądowały w Korei, która po wielu latach została „wyzwolona” z pod japońskiej dominacji (wcześniej 22 sierpnia armie radzieckie dotarły do 38 równoleżnika stanowiącego linię pomiędzy wojskami amerykańskimi a radzieckimi).

Proces rozbrajania armii natomiast zakończył się dopiero pod koniec października, lecz nadal w wielu miejscach Alianci spotykali się z oporem odosobnionych i odciętych grupek japońskich żołnierzy, którzy nie otrzymali rozkazu o zaprzestaniu działań wojennych i byli przekonani o nadal trwającej wojnie, albo po prostu nie chcieli się do niego stosować i koniecznie chcieli wypełnić swój „święty” obowiązek wobec cesarza walcząc do samego końca. Ostatni „odkryty” żołnierz japoński - Fumio Nakahira - „poddał” się dopiero w 1980 roku na Filipinach! Nie zmieniało to jednak faktu, że z dniem 2 września, ponad osiem lat od incydentu na moście Marco Polo, wojna oficjalnie dobiegła końca. Japonia wraz z całym społeczeństwem wkraczała na nową drogę - drogę demokratycznych i pokojowych przemian.

Podsumowując, przyczyn upadku imperium było kilka. Znaczącymi wydarzeniami bez wątpienia było użycie broni jądrowej i radziecki atak na Mandżurię. Była to już tylko jednak „kropka nad i”. Głównych przyczyn należy raczej szukać w porażkach ponoszonych od 1943 roku: rozgromieniu japońskiej floty; długotrwałej blokadzie morskiej, która pozbawiła Japonię surowców niezbędnych do prowadzenia wojny i żywności; destrukcyjnej ofensywie bombowej Amerykanów, która doprowadziła do zrujnowania ogromnych połaci kraju i spowodowała znaczny spadek potencjału ekonomicznego. Nie można nie docenić również amerykańskiej strategi izolowania japońskich garnizonów na Pacyfiku - zwanej taktyką „żabich skoków” - oraz w końcu najważniejszego elementu: potężnej bazy przemysłowej USA oraz przewagi technicznej i liczebnej sił Sprzymierzonych.

Taktyka "żabich skoków" - strategia polegająca na atakowaniu tylko istotnych z perspektywy "marszu ku Japonii" wysp na Pacyfiku oraz omijaniu silnie ufortyfikowanych i bronionych japońskich garnizonów. Garnizony te dzięki działaniom amerykańskich okrętów podwodnych i lotnictwa były odcinane od źródeł zaopatrzenia, co sprawiało, że stawały się one dla Japończyków bezwartościowe. Natomiast wyspy "wytypowane" przez Amerykanów miały służyć jako bazy lotniczo-morskie. Strategia ta pozwalała na ograniczenie strat i skoncentrowaniu sił tylko tam gdzie było to naprawdę konieczne. Twórcą strategii był generał Douglas MacArthur, chociaż niektórzy historycy zaznacząją, że pomysł wywodził się z kręgów marynarki USA.

Wszystko to skazało japońskie wysiłki mające na celu zbud

Autor: Tomasz Kajzerek
Data dodania artykułu: 19.03.2011
Data modyfikacji artykułu: 29.05.2011
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij