Nara

Szczerze mówiąc pobyt w tym mieście przysłania mi już pewien mrok niepamięci. Zwiedzałem to miasto, a właściwie dwa miejsca w nim cztery lata temu. Była to moja pierwsza wizyta w Japonii i natłok wrażeń późniejszych pozacierał szczegóły.

jk119.jpg
Główna świątynia Todaji

Przyjechaliśmy autokarem z Osaki prosto pod Todaji Temple. Wielki parking otoczony drzewami i droga do świątyni prowadząca przez park. Pierwszymi gospodarzami, jacy nas witają i dalej towarzyszą do bramy są daniele. Nie boją się ludzi, a nawet wpychają mordki do kieszeni w poszukiwaniu karmy, którą oczywiście sprzedają zaraz przy parkingu. Każde włożenie ręki do kieszeni powodowało natychmiastową reakcję zwierząt. Podbiegały po kilka sztuk i uważnie obserwowały, co pojawi się w ręku. Jeśli nie było nic, co by je zainteresowało potrafiły trącać nas pyszczkami dopominając się o smakołyki. Chcąc nie chcąc zakupiłem torebkę z pokarmem i dzięki temu miałem dłuższy czas towarzystwo płowej zwierzyny.

jk120.jpg
Wejście główne

Już sama brama główna robi kolosalne wrażenie. Olbrzymie około dwudziestometrowe kolumny drewniane, drewniany próg, drewniane zadaszenie, a w bocznych wnękach potężne drewniane figury strażników świątyni liczące tak na oko około 10-ciu metrów wysokości. Precyzja ich wykonania, wielkość i niesamowity wyraz twarzy robią wrażenie. Szeroka aleja okolona drzewami, dość długa i pełna po bokach tajemniczych dla nas kapliczek i zielonych zakątków, prowadzi do głównego kompleksu świątynnego.

Największy w Japonii budynek wykonany z drewna. Szeroki plac przed nim jest otoczony galerią oczywiście także drewnianą. Pod nią znajdują się kasy i stragany, na których mnisi sprzedają przeróżne wyroby i tutejsze dewocjonalia, w większości wykonane przez nich samych.

Im bardziej człowiek się zbliżą do świątyni, tym bardziej jest przytłoczony jej wielkością. Wysokość samych drzwi wejściowych jest niesamowita, Sięgają chyba około 10-ciu metrów, a z daleka wydają się niewielkie. Pamiętam, że kiedy tam byliśmy o dziwo nie było tłumu, więc w miarę spokojnie mogliśmy kontemplować wnętrze. Wydawało się w pierwszej chwili, że posąg Buddy wypełnia całą świątynię. Kolos liczący sobie ponad 15-cie metrów wysokości, odlany a brązu, drugi co do wielkości w Japonii. Na początku widzieliśmy tylko niewyraźny kontur, dopiero kiedy oczy przywykły do ciemności mogliśmy w pełni podziwiać kunszt wykonania i wielkość posągu. Można było swobodnie zwiedzać wnętrze, ukryte w półmroku inne figury, także ogromne, ale o połowę mniejsze od Buddy. Ciemność, skrzypiąca podłoga, zapach kurzu i kadzideł, brzęk dzwoneczków przy bębnach modlitewnych, którymi ktoś obracał, cichy pomruk modlitw. Tak, chyba właśnie tak wyobrażałem sobie wnętrze buddyjskiej świątyni.

jk121.jpg
Japońska rezydencja

Zapomniałem jeszcze dodać, że przy wejściu było miejsce gdzie dokonuje się rytualnych obmyć przed przekroczeniem progu przybytku. Poszliśmy zwiedzać dalej. Pamiętam mniejszą świątynię położoną na szczycie wzgórz, do której się szło obok cmentarza mnichów. Wisiał tam gong szczęścia, jak zrozumiałem. Należało uchwycić pęk kolorowych szarf i mocno uderzyć przymocowaną do nich kulą. Oczywiście przed tym należało pomyśleć życzenie. Rzecz jasna, że zrobiłem co należy i ... się spełniło, dwa lata później znów byłem w Japonii i także przy pierwszej okazji w Nagano zrobiłem to samo. Wracałem inną drogą i zobaczyłem wielki dzwon, jak się dowiedziałem pochodził z XII wieku. Wisiał na misternej drewnianej konstrukcji pokrytej klasycznym japońskim dachem.

Następnym punktem zwiedzania była świątynia Kofukuji. Położona jest na terenie odkrytym, praktycznie żadnych drzew, tylko bambus na zboczu za świątynią. Szeroki chodnik otoczony murem prowadził do głównego wejścia. Z daleka już była widoczna pięciopiętrowa pagoda, perła tutejszego kompleksu. Po przekroczeniu bramy znaleźliśmy się na dziedzińcu okolonym murem. Centralne miejsce zajmowała wspomniana wcześniej pagoda. Można było obejrzeć jej wnętrze, a właściwie wejść po kręconych schodach prowadzących wzdłuż galerii, podziwiając jednocześnie znajdujące się w jej wnętrzu ołtarzyki i figury bóstw. W głównym pawilonie był posąg Buddy nie tak okazały jak w Todaji, ale także robiący wrażenie. Najważniejszy był jednak skarbiec świątyni.

Pamiętam, że z powodu braku czasu prawie przegoniono nas przez niego. Opisy eksponatów były tylko w krzaczkach, więc mogliśmy tylko domyślać się przeznaczenia wielu z nich. Wiele maleńkich figurek wykonanych ze złota, brązu, laki, drewna. Całe kolekcje przedstawiające dom japoński, świątynie, zamki i życie codzienne mieszkańców. Przepiękne lektyki, bogato zdobione, stroje mnichów; ceremonialne i codzienne, ubrania książąt i rycerzy, nieodłączna kolekcja mieczy i innego uzbrojenia, sprzęty codziennego użytku i naczynia ceremonialne. Szkoda, że zwiedzanie było takie pospieszne. Pawilon ze złotą iglicą mogliśmy zobaczyć tylko z zewnątrz i t był koniec zwiedzania. Uderzyło mnie, że o ile w Todaji budynki były utrzymane w jednym stylu, to tu był pełen eklektyzm. Stary mur przechodził w nowy, między stareńkimi budowlami stały całkiem współczesne. O ile w Todaji wszystko pokrywał szlachetny kurz i patyna to tutaj wszystko było jakby nowsze. Takie odniosłem wrażenie, jedynie pagoda pachniała starością.

jk122.jpg
Pawilon ze złotą iglicą

Podsumowując muszę stwierdzić, że wyjazd był dość kosztowny. Prawie do każdego budynku wejścia były płatne i to nie tak mało, od 1500 do 3000 jenów. Pamiątki także drogie, ale w sumie niezłej jakości. Masa talizmanów, każdy na coś innego. Całkiem niebrzydkie były figurki Buddy wykonane z laki.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 02.11.2006
Data modyfikacji artykułu: 14.02.2016
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij