Mongolskie najazdy na Japonię 1274 – 1281 (część 2)

Japończycy byli bardzo zaskoczeni tym jak walczy armia chana. Samuraje przyzwyczajeni byli do walki wedle praw rycerskich, wielowiekowej tradycji i rytuału. Zanim całe samurajskie armie ruszały do boju zawsze kilku wojowników decydowało się na pojedynki. Zanim jednak do takiego pojedynku doszło samuraj taki wyjeżdżał przed armię wypowiadał głośno swoje imię, opowiadał o swoich bojowych dokonaniach oraz przedstawiał zasługi swoich przodków. Po tym przedstawieniu oczekiwał, iż odpowiedni dla niego przeciwnik podejmie wyzwanie i także przedstawi się, wymieni swoje zasługi bojowe i waleczne czyny przodków. Gdy tak się stało następował pojedynek jednak nie szermierczy lecz łuczniczy. Obaj uczestnicy pojedynku próbowali zestrzelić przeciwnika z konia. Po serii kilku takich pojedynków dopiero następowała właściwa bitwa. Samuraje za godnego siebie przeciwnika uważali jedynie takiego, który też walczył konno.

Pierwsi samuraje, którzy podjechali do lądujących wojsk chana, głośno wymieniając swoje imiona i domagając się żeby przeciwnicy pojedynczo zmierzyli się z nimi w honorowym pojedynku zostali ostrzelani gradem strzał, okrążeni przez tłum żołnierzy i szybko zabici.

Mongołowie nie rozumieli zwyczajów Japończyków. Byli oni dla samurajów bardzo trudnym do pokonania przeciwnikiem. Ich taktyka polegała na tym, iże w początkowej fazie bitwy prowadzili zmasowany ostrzał. Dopiero po takim przygotowaniu nacierali dużymi formacjami.

Mongolski wojownik był poza tym bardzo dobrze wyekwipowany. Do walki używał krótkiego miecza lub scimitara. Dzierżył on także okrągłą tarczę. Przy lewym ramieniu nosił sztylet. Na jego uzbrojenie przypadała włócznia. Często miał on przy sobie dwie lub trzy. Czasem dodatkowo przy pasie miał zatknięty topór lub buzdygan. Jednak najważniejszą bronią był dla niego łuk. Miał często przy sobie dwa - jeden do strzelania na krótkie i jeden na długie odległości. Wojownik taki potrafił strzelać na 300 metrów. Mongołowie posiadali znakomitą konnicę. Była ona bardzo szybka i zwrotna. Podczas obu inwazji Mongołowie nie mieli koni. Konie miały być dopiero przysłane z następnym rzutem zaopatrzenia, gdyż flota chana była za mała, aby od razu przetransportować do Japonii mongolskie wierzchowce. W wielu kronikach możemy odnaleźć zapisy zdziwienia kronikarzy tak dużą liczbą broni znajdującej się przy jednym człowieku. Chińscy i koreańscy piechurzy nie byli już tak dobrze wyposażeni.

Samurajski wojownik nie był tak dobrze uzbrojony jak jego przeciwnicy. Na uzbrojenie konnego łucznika ulubionej formacji samurajów w tym okresie składał się przede wszystkim łuk. Miał on jednak zasięg strzału tylko na około 150 metrów. Wojownik taki przy sobie miał także tachi – broń z której później ewoluuje katana. Był to miecz dwuręczny, jednosieczny podobnie jak katana lekko zakrzywiony. Broń ta była znacznie lepsza od mongolskich mieczy. Poza tym samuraje już wtedy byli znakomitymi szermierzami. Na wyposażenie łucznika konnego przypadał także sztylet. Istniały wtedy również oddziały pieszych samurajów posługujących się bronią drzewcową nagamaki. Samuraj - piechur używający nagamaki nie nosił już przy sobie miecza tachi, aby mu ta broń nie krępowała ruchów. Zamiast tachi miał on przy sobie znacznie krótszy miecz typu yari.

Mongolskie łuki były znacznie lepsze od japońskich. Miały dwa razy większy zasięg. Łucznicy chana często używali zatrutych strzał. Wielkie spustoszenie wśród japońskich wojowników szerzyły miotacze kamieni oraz trebiusze wystrzeliwujące bomby, które poza zabójczą siła eksplozji ogłuszały japońskie szeregi. Niebezpieczne także okazały się wielkie bębny, których ogłuszający huk przerażał konie samurajów nieprzyzwyczajone do hałasu.

Taka taktyka była szokiem dla Japończyków i spowodowała wycofanie się samurajów na kilka kilometrów do Dazaifu. Japończycy nie stosowali taktyki walki w formacji. Samuraje mieli jednak dużą przewagę, gdyż dobrze znali teren. Armia chana w tym czasie zdewastowała całą okolicę paląc wszystko na swojej drodze nie oszczędzając nawet świątyni w Hakazoku. Wieczorem zmęczona armia chana wróciła na statki. Był to dla nich fatalny błąd.

W nocy pierwszego dnia lądowania natura zaczęła spiskować przeciwko zwycięzcom. Tej nocy wielki sztorm zdewastował flotę. W wyniku uderzenia żywiołu około 13 000 wojowników Kubilaja straciło życie, a mocno uszkodzone statki musiały w pośpiechu wracać do domu.

Samuraje oświadczyli, iż jest to wielkie zwycięstwo. Istnieją przypuszczenia, iż armia chana już wcześniej planowała opuszczenie Japonii, a cała inwazja miała być tylko demonstracją siły. Mongołów zaskoczył jednak opór Japończyków. Po odwrocie do Dazaifu Japończycy nie próżnowali. Przegrupowali oni swoje siły, po czym zaczęli urządzać szybkie rajdy w kierunku mongolskich okrętów niszcząc zaopatrzenie i amunicję do trebuszy. Według relacji generała Liu Fu Henga Japończycy tego jednego dnia stracili około 100 000 wojowników. Pierwsza inwazja trwała jeden dzień.

Po odwrocie floty chana ponownie nastąpiły próby negocjacji poddania Japonii. Tak jak wcześniej nie przyniosły one żadnych rezultatów. Poselstwo chna przyniosło pismo, w którym zawarto żądanie, aby japoński cesarz natychmiast udał się do Pekinu. Posłowie, którzy przynieśli to poselstwo zostali publicznie ścięci w Kamakurze. Cały naród w tym czasie ogarnęła fala wielkiego entuzjazmu związana z wcześniejszym zwycięstwem, jak o odwrocie floty chana opowiadała propaganda. Początkowo myślano nawet o prewencyjnym uderzeniu na Półwysep Koreański, lecz w porę opamiętano się i zaczęto przygotowywać kolejną obronę archipelagu.

Symbol pierwszej inwazji, zniszczona świątynia w Hakazoku została na koszt rządu w Kamakurze szybko odbudowana. Nagrodzono także 120 najbardziej walecznych samurajów.

Koniec części 2.

Autor: Michał Pasternak
Data dodania artykułu: 24.07.2010
Data modyfikacji artykułu: 09.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij