Mity i legendy: I bogowie stworzyli Japonię...

Według "Kojiki", (czyli "Księgi dawnych wydarzeń" z 712 roku) w najdawniejszych czasach Niebo i Ziemia nie były rozdzielone, ale tworzyły chaotyczną masę porównaną do jajka. Niebo powstało najpierw, wydzieliło się warstwy czystszej i delikatniejszej; zaś Ziemia z elementu grubszego i cięższego. Następnie, na Wysokiej Równinie Niebios utworzyli się bogowie(sami z siebie): Amenominakanushi, Takamimusubi i Kamimusubi, potem zaś swe ciała ukryli w przestworzach. I tak działo się przez kolejne siedem pokoleń, aż do powstania boskiej pary demiurgów, czyli Idzanagi ( Mąż, który Wabi tudzież Duch Uśmierzający Szlachetne Łono tudzież Idealna Powierzchowność; interpretacji jest wiele, przytaczam kilka z nich jako ciekawostkę) i Idzanami (niewiasta, która wabi albo duch wzburzający szlachetne łono), którzy to zeszli na Ziemię i dokonali dzieła stworzenia wysp japońskich. A stało się to tak: stanąwszy wraz z partnerką na Pływającym Moście Niebios, Idzanagi zanurzył swą boską włócznię w głębinach oceanu (podobnym raczej do rozlanego tłuszczu) i zabełtał. Po jej wyjęciu, z grotu skapnęła kropla; zastygnąwszy stała się ona wyspą Onogoro (próżno jednak szukać jej na mapie; przypuszcza się, iż chodzi o rejon Osaki). Następnie powstało jeszcze osiem głównych wysp, to jest: Honshu, Shikoku, Oki, Sado, Iki, Oshima i Tsushima. Tymczasem Idzanagi i Idzanami zeszli na Onogoro, (czyli "samookrzepłą"), wbili włócznię w ziemię, wybudowali wokół niej dwór, (z czego? "Kojiki" milczy...) i przystąpili do ceremonii zaślubin. Jedno obeszło ten prowizoryczny słup z lewej strony, drugie zaś z prawej, a po spotkaniu twarzą w twarz mieli połączyć się jako mąż i żona.

Pech chciał, że Idzanami popełniła faux pas i jako pierwsza odezwała się. Konsekwencje tego nierozważnego i niezgodnego ze zwyczajem c zynu odczuli małżonkowie później. Na razie jednak pojawił się inny problem - jak skonsumować zawarty związek? Hmmn... konsternacja... Zobaczyli, szczęśliwym trafem, parę ptaków, wyraźnie uświadomionych, a jako, że nie w ciemię bici byli w lot pojęli, w czym tkwi sedno sprawy. Narodził się pierwszy potomek - stwór nad wyraz nieudany, co jak zapewne czytelnik domyśla się, stanowiło skutek źle przeprowadzonej ceremonii zaślubin. Trzeba było w takim razie ją powtórzyć. Uczynili to oczywiście i tym razem, Idzanagi, jak przystało, pierwszy zabrał głos. A skoro "błąd w sztuce" został naprawiony, para demiurgów ochoczo i z zapałem zabrał się do dalszego tworzenia, płodzenia itp., itd. Powstały kolejne wyspy, elementy ich krajobrazu, świat roślin i zwierząt oraz bóstwa tym wszystkim zarządzające. Szczęście w nowo powstałej krainie nie trwało długo - Idzanami powiła syna, który był bogiem ognia i w trakcie połogu jej łono uległo poważnym poparzeniom. Konała w męczarniach niewymownych, zaś z jej wymiotów, uryny i ekstrementów powstały jeszcze kolejne bóstwa (metalu, wody i gliny). Z łez rozpaczającego i bezsilnego wobec cierpień połowicy Idzanagiego natomiast powstała bogini lamentująca. Na nic jednak płacz i łamanie rąk, Idzanami świat ziemski opuściła i zeszła do Krainy Ciemności Yomotsukuni. Boski małżonek zemścił się na sprawcy nieszczęścia okrutnie - poszatkował jego ciało. Sam zaś, nieutulony w żalu, udał się za swą umiłowaną do podziemi (czyż nie przypomina to mitu o Orfeuszu i Eurydyce?). Za późno... Idzanami zdążyła przemienić się w odrażającą, rozkładająca się istotę, co jej mąż ujrzał, gdy zapalił w ciemnościach, panujących w owej krainie, ząb (i stąd w Japonii przesąd, by nie zapalać pojedynczego światła). Przerażony tym widokiem począł uciekać, ile tylko sił w boskich nogach, lecz zawstydzona, że widziana w takim stanie żona zapraszająca posłała za nim piekielne jędze. Idzanagi uporał się z nimi - rzucił za siebie grzebień, misternie wpleciony w jego bujne włosy, który przemienił się w kiełki bambusowe, a to zatrzymało żarłoczne demony (oddały się one konsumpcji tego rarytasu). Po wyjściu (dość gwałtownym) na powierzchnię, zatarasował wejście do Yomotsukuni wielkim i ciężkim głazem.
I tak oto małżonkowie rozstali się na zawsze...

Autor: Renata Wódkowska
Data dodania artykułu: 20.10.2005
Data modyfikacji artykułu: 14.02.2016
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij