Mangowe Legendy

Osamu Tezuka - to nazwisko powinien znać każdy, nie tylko miłośnik mangi, ale każdy fan komiksu, filmu animowanego i w ogóle fantastyki. To właśnie ten twórca po raz pierwszy pokazał, że komiks może poruszać każdą tematykę, jaką tylko można sobie wyobrazić - science fiction, przygoda/akcja, romans, horror, dramaty dla dorosłych. W ten sposób stworzył Tezuka nową grupę odbiorców, która obejmowała każdą możliwą grupę wiekową. W roku 1963, kiedy to Tezuka był już słynnym artystą komiksowym, postanowił wkroczyć na pole animacji. Stał się pionierem japońskiej animacji, tworząc legendarny już dzisiaj czarno-biały serial rysunkowy, zatytułowany Tetsuwan Atom, znany na Zachodzie pod tytułem Astro Boy. Jego prace nad animacją popchnęły do przodu całą istniejącą dziedzinę sztuki. Był również twórcą pierwszej w swoim kraju kolorowej serii rysunkowej zatytułowanej Jungle Taitei, znanej bardziej pod tytułem Kimba the White Lion (emitowanej w Polsce na niektórych kanałach regionalnych). Zapewne wielu z Was skojarzy ten tytuł z Disneyowskim Królem Lwem - Simbą. Tak - skojarzenia jak najbardziej prawidłowe (a przysiągłbym, że przy okazji reklamowania tej produkcji w Polsce, ktoś wspominał o nowej fali produktów wytwórni Disneya i nowych oryginalnych pomysłach... hmm, ciekawe...).

Kolejnym przedsięwzięciem Tezuki było One Thousand and One Nights (Senya Ichiya Monogatari), produkcja stworzona z pragnieniem wyniesienia animacji do poziomu poważnego medium, które powinno być podziwiane nie tylko przez najmłodszych, ale również przez dorosłych. Była to pierwsza znacząca próba uświadomienia widzom, że animacja nie jest tylko dla dzieci. Porównania? Oczywiście, wielkie dzieła zawsze odciskają niezatarte piętno na wielu późniejszych produkcjach, a zatem nie trudno znaleźć mniejsze czy większe odniesienia i do tej produkcji. W roku 1992 Disney wychodzi ze swoim Aladdinem, co prawda w tym przypadku nie można mówić o jakimś znaczącym naśladownictwie, ale od razu widać różnice w podejściu do tematu. Aladdin, mimo, że nakręcony w latach 90. jest produkcją przeznaczoną dla dzieci, z kolei wersja Tezuki dedykowana jest bardziej wytrawnemu i wyrobionemu widzowi. Dla przykładu - prace nad animacją Arabian Nights trwały półtora roku i wymagały wykonania ok. 70.000 klatek - przypominam, że nadal mówimy o latach 60.! Niestety większość japońskich dzieł, jeśli pojawiała się w amerykańskiej telewizji, to dokładano wszelkich starań, aby usunąć z nich każdy akcent mogący sugerować, że mamy do czynienia z filmem produkcji japońskiej - dubbing oraz wszelkiego rodzaju napisy i nazwiska. Całe pokolenie wychowało się na "Astro Boyu" i "Kimbie...", nie z dając sobie nawet sprawy, że ich idole pochodzą z dalekiego kraju zwanym Japonią. A tak na marginesie - taki sam los spotkał między innymi emitowaną również u nas (i to z wielkim powodzeniem!) na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych serię Załoga G, pamiętacie...? Osamu Tezuka zwany "japońskim Disneyem" (czego bardzo nie lubił) lub "bogiem mangi" (czego nie komentował), stał się pionierem japońskiej animacji. Z niesłychaną werwą traktował każdy temat i umiał trafić do odbiorców w każdym wieku. Zadebiutował już w 1946 roku, w dziecięcym czasopiśmie Shokokumin shinbun, i pracował niemal bez wytchnienia do końca życia. Nad czym? Oprócz filmów, przede wszystkim nad komiksami: Jungle taitei (pierwsze odcinki w 1950 roku, w magazynie Manga Shonen, w Polsce znany w mocno okrojonej wersji filmowej jako Biały lew Kimba), Tetsuwan Atom (1951-1968, w Shonen), Ribon-no kishi (1953-1956, w Shojo Club, w Polsce, w skróconej wersji filmowej, znany pod tytułami Czopi i księżniczka oraz Przygody księżniczki), Black Jack (1973-1978, w Shonen Champion) oraz monumentalnym dziełem Hi-no tori (1967-1972 w COM, 1976-1981 w Manga Shonen i 1986-1988 w Yasei Jidai). Łączny dorobek Tezuki obejmuje blisko siedemset tytułów, na ponad stu pięćdziesięciu tysiącach stron druku. Tezuka był twórcą rewolucyjnym, a jego dzieła stały się podwaliną dla dzisiejszych gatunków mangi i anime. To on tchnął w nie życie i wskazał kierunek swoim następcom, którzy kontynuowali jego dzieło, czyniąc mangę tym, czym jest dzisiaj... Shotaro Ishinomori był asystentem Tezuki przy końcowych odcinkach mangi Tetsuwan Atom, i choć dość szybko rozpoczął pracę na własny rachunek, przez długi czas pozostawał pod wyraźnym wpływem Mistrza (wielotomowy Cyborg 009). Światowy rozgłos zdobył komiksem... o japońskiej ekonomii (Nihon keizai nyumon, wyd. USA pt. Japan, Inc.), potem wydał Mangową historię Japonii (Manga Nihon-no rekishi) w, bagatela, czterdziestu ośmiu tomach. We wczesnych latach sześćdziesiątych królem japońskiego komiksu stał się Sanpei Shirato (ur. 1932), mistrz nastroju i kompozycji, syn lewicującego malarza Okamoty. Rysowane przez niego Wojenne kroniki ninja (Ninja bugeicho, 1959-1962) zyskały ogromną popularność zwłaszcza w kręgach uniwersyteckich, gdzie odczytywano je jako alegoryczny obraz ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. W 1966 roku rysunki Shiraty przeniósł na duży ekran Nagisa Oshima, tworząc jeden z najbardziej niezwykłych filmów japońskiej kinematografii. Pod koniec lat siedemdziesiątych nastąpił ostateczny mariaż mangi z filmem animowanym. "Gapiliśmy się na Hollywood - wspomina Noboru Ishiguro, szef zespołu animatorów w Uchu senkan Yamato, Macross i Megazone 23. - Chcieliśmy kręcić własne filmy, ale kończyło się na dobrych chęciach. Szansę dała nam dopiero animacja. Była tańsza, a prócz tego stwarzała nowe możliwości, niedostępne dla filmu fabularnego."

Wrocław 1999
(fragment artykułu z "Kompendium Kawaii 1", str. 17-18)
Artykuł zamieszczony za zgodą autora.
mr-jedi@o2.pl

Autor: Paweł "Mr Jedi" Musiałowski
Data dodania artykułu: 24.10.2005
Data modyfikacji artykułu: 27.02.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij