Mahou Senshi Riui, czyli role playing anime

"Czy bawicie się czasem grami role playing? Jeżeli tak, to wyobraźcie sobie klasyczny świat fantasy i drużynę łowców przygód złożoną z wojownika, kapłana i złodzieja. Ale zastanówmy się: czy w tej drużynie, na pierwszy rzut oka, kogoś nie brakuje? A i owszem, każdy miłośnik fantasy, a RPG w szczególności, doskonale wie, że w każdej porządnej grupie awanturników musi być czarodziej.

Wszak magia w światach fantasy ma rozliczne zastosowanie. Można nią niszczyć wrogów, odczytywać przyszłość, budować magiczne bariery, leczyć, czy też otwierać zamknięte drzwi prowadzące do grobowca, w którego wnętrzu ukryto wspaniałe skarby. Ten ostatni problem ma właśnie trzyosobowa drużyna dzielnych poszukiwaczek przygód: wojowniczka Jeannie, kapłanka Melissa i złodziejka Miriel. Dziewczyny są doświadczonymi podróżniczkami, magiczne drzwi stanowią jednak zaporę niezwykle trudną do przebycia, natomiast dla maga byłby to drobiażdżek. Dlatego też postanawiają udać się do miasta, w którym istnieje kolegium magiczne i zaproponować jakiejś magini przyłączenie się do ich grupy. No tak, znaleźć czarodziejkę, to nie problem, natomiast trudno znaleźć taką, która chciałaby zostać poszukiwaczem przygód. Jakże pełne były nadziei, gdy spotkana przez nich w karczmie Aira ucieszyła się na ich widok. Młoda magini jednak szybko rozwiała ich złudzenia: "Och, dziewczyny, jesteście poszukiwaczkami przygód? Jakże to rewelacyjnie (hura, hura, hura!!!). Jak zjawicie się następnym razem w mieście, zajdźcie do mnie, a chętnie kupię od was zaklęte przedmioty, które zdobędziecie w czasie wędrówki (eee!!!)." Aira, sama nie miała zamiaru udać się na wyprawę, lecz nie oznacza to, że zostawiła dziewczyny zupełnie na lodzie. Znała bowiem kogoś, kto właśnie pragnął zostać wielkim, wspaniałym bohaterem i pogromcą potworów. Był to Riui, jej bliski kolega z Kolegium Magów. Tak właśnie się zaczyna rewelacyjny dwudziestoczteroodcinkowy cykl "Mahou Senshi Riui", znany również pod tytułami: "Mahou Senshi Louie" oraz "Rune Soldier Louie".

Parę słów o filmie

Komediowe, przygodowe, anime fantasy. Uff, długo, ale właśnie takim konglomeratem jest prezentowana seria. Według mnie, w każdym z wymienionych tu elementów "Mahou Senshi Riui" zdecydowanie wyróżnia się na korzyść spośród innych filmów. Czego bowiem pragniemy w komedii? Ano, radości i uśmiechu, miłej rozrywki, nie przemęczającej inteligencji, ale też nie ogłupiającej. Dokładnie to oferuje "Riui" i to pod postacią bardzo szerokiego wachlarza form. Humor postaci, humor wydarzeń, czy wreszcie nieco absurdu - każdy z tych elementów ma tu swoje miejsce. Przygoda? A jakże, "Riui" to szybka akcja, nie pozbawiona jednak momentów introspekcji, ciekawe wydarzenia, wredni przeciwnicy i piękne kobiety. Wszystko zaś dzieje się w tradycyjnym świecie fantasy: z magią, elfami i goblinami. Szaleni czarownicy próbują zdobyć władzę nad światem, rycerze dokonują walecznych czynów w imieniu dam, a awanturnicy wszelakiej maści przemierzają ziemię w poszukiwaniu przygód.

Grafika i muzyka

Jeżeli ten wstęp brzmi choć troszeczkę zachęcająco, to nie pozostaje nic innego, jak rozpocząć oglądanie filmu. Szanowny Czytelniku, naciskasz przycisk "Enter' na klawiaturze Twojego komputera i uruchamiasz Vplayera. Pierwszy odcinek zaczyna się. Na początku wita Cię rewelacyjny opening, moim zdaniem najlepszy spośród tych, które widziałem do tej pory. Zazwyczaj preferuję bardziej mistyczne podkłady muzyczne w stylu "hack/SIGN" lub "Escaflowne'a", lecz ten jest po prostu super, choć oparty na tradycyjnej piosence śpiewanej przez chórek trzech kapłanek Myrii. Do tego przepiękna grafika zapowiadająca to, co będzie działo się w samym filmie. I opening i film są niezwykle plastyczne. Dominują żywe, soczyste barwy, przyjemne dla oka, a kreska ... no cóż, obok "Ai Yori Aoshi", to najpiękniejsza kreska, jaką znam. Co ciekawe, obydwa cykle zostały wyprodukowane przez studio JC Staff, a to firma, która do tej pory nie mogła pochwalić się specjalnie wielkim dorobkiem. Najbardziej znanymi jej tytułami były "Heppoko Jikken Animation Excel Saga" i "Daa! Daa! Daa!". Gdzież jej więc do takich potentatów jak Bandai Visual, CLAMP, AIC, czy Sunrise. Mam jednak nadzieję, że z takimi filmami, jak wyżej wymienione, JC Staff dołączy wkrótce do ich grona. Graficzna strona "Riuiego" to czysta klasyka anime. Rysownicy znakomicie i szczegółowo przedstawili krajobrazy, miasta, przedmioty, ale prawdziwy popis dali przy wizerunkach postaci (tu głęboki ukłon w stronę projektantów Mamoro Yokaty i Kanozuriego Iwakury). Są bardzo charakterystyczne i, po prostu, ładne. Warto zwrócić uwagę na sposób rysowania twarzy: bardzo miękka, łagodna kreska przy obliczach dzieci i znacznie twardsza, ostrzejsza w przypadku dorosłych. Oczywiście, ta technika różnicowania wieku jest bardzo często wykorzystywana i należy do abecadła grafiki anime, ale twórcy "Riuiego" doprowadzili ją do perfekcji. Znakomicie widać to choćby na przykładzie Miriel i Jeannie (choć za nazwanie Miriel "dzieckiem" można od dziewczyny oberwać jednym z jej superostrych noży). Warto może jeszcze przyjrzeć się postaciom elfów identycznych, jak w "Lodosswar". Wszystko w tej materii staje się jasne, skoro dowiadujemy się, że obydwie serie łączy Ryo Mizuno, jako osoba odpowiedzialna za sam pomysł i podstawowy ciąg wydarzeń.

Postacie

Skoro wspominamy o osobach decydujących o filmie, to warto również wspomnieć, że producenci zadbali o dobór aktorów podkładających głosy. Może poza Konishim Katsuyukim (a i to nie do końca, gdyż choć na swym koncie nie ma zbyt wielu ról, są to jednak pozycje dość znaczące), wybrane osoby osoby, to ścisła czołówka japońskich seiyuu:

  • Jeanie - Takayama Minami (Dilandau w "Escaflowne", Nabiki w "Ranmie"),
  • Melissa - Inoue Kikuko (Belldandy, Kasumi w "Ranmie",: Saginomiya Sakura w "801 T.T.S. Airbats"),
  • Mirel - Kawakami Tomoko (Chiriko w "Fushigi Yuugi", Utena ),
  • Aira - Yajima Akiko (Relena w "Gundam Wing", Dorothy w "Big O Roger"),
  • Riui - Konishi Katsuyuki (Tooya w "Ayashi no Ceres").

Wróćmy jednak z powrotem do pierwszego odcinka. Mamy trzy doświadczone poszukiwaczki przygód i chłopaka, który, jako żywo, przypomina przeciętnego studenta. Na przykład: co robi na wykładach z teorii magii? Gapi się po ścianach, rozmawia, ziewa i marzy, by się wyrwać z tego arcynudnego miejsca. Typowe! Przy tym lubi chlapnąć i nie gardzi damskim towarzystwem. Po raz pierwszy zresztą spotykamy go lekko zawianego, uciekającego przed grupą rozzłoszczonych dziewczyn. No, i jeszcze pragnie przygód. Jeannie, Melissa i Miriel są właśnie osobami, dzięki którym to marzenie się ziściło. Wprawdzie na pierwszą wyprawę zabrały go nieco pod przymusem (głównie zresztą jako bagażowego), to w końcu jednak Riuiemu udało się zdobyć ich uznanie. A nie było to łatwe, gdyż chłopak posiada kilka cech charakteru nie przystających do dzielnego łowcy przygód. Jest nieco lekkomyślnym chwalipiętą, niespecjalnym bystrzakiem, a przy tym trochę pechowcem. Bynajmniej nie znaczy to, że posiada inteligencję na poziomie ameby. Ma swój rozum, ale, z czystego lenistwa, nie chce mu się zbyt często go używać. Przy tym jest impulsywny i często coś robi, zanim pomyśli. Z drugiej jednak strony, wpada niekiedy na niestandardowe (czytaj: idiotyczne) pomysły, które jakimś cudem okazują się skuteczne. Pamiętacie może polowanie na wodnego potwora w "Slayers". Dzielna drużynka chciała złowić go na "wędkę", a rolę przynęty odgrywał biedny Zelgadis. W "Mahou Senshi Riui" mamy również identyczne łowy. Jednak tytułowy bohater nie zdecydował się, by na haczyku umieszczać człowieka. Nie, tę rolę spełniał stanik Melissy. Jak wiadomo powszechnie, potwory uwielbiają biustonosze młodych dziewcząt. Czy ta śmiała teoria odniosła w praktyce sukces? Odsyłam do filmu, choć pewnie się domyślacie. W każdym razie tak czy siak tego typu akcja jest bardziej humanitarna niż to, co zaprezentowali "Slayersi" (choć gdyby Zelgadisa zastąpiła Lina, to zapewne bym nie narzekał). Riui ma na swoim koncie także atakowanie goblinów trzymanym za ogon dzikiem, czy rzucenie umagicznienia na własne pięści w sytuacji, gdy tylko zaklęta broń mogła zranić pewnego żywiołaka. Takich przykładów można podać znacznie więcej. Przy wszystkich swoich wadach, Riui jednak jest odważnym i lojalnym towarzyszem. Powoli nabiera doświadczenia w survivalu oraz w standardowej walce bronią, pod kierunkiem fechmistrzyni Jeannie, najstarszej z trójki poszukiwaczek przygód. Jej klasa role playingowa to barbarzyńca. Przynajmniej z wyglądu, bo, jeśli chodzi o zachowanie, to raczej spokojna osoba. No, chyba, że ktoś wejdzie jej w drogę, albo nie doceni ze względu na płeć. Jest bowiem przekonana, że mężczyźni uważają, iż wszystkie kobiety to słabe i nieporadne istoty. Nic więc dziwnego, że na początku właśnie ona była najbardziej przeciwna przyjęciu Riuiego do drużyny.

Wiecznie zajęta Miriel z kolei jest przewrażliwiona na punkcie swojego wieku. Stanowczo żąda, by traktowano ją, jak osobę dorosłą. Choć raz z tej dorosłości była chyba średnio zadowolona. O mały włos nie wydano jej bowiem za mąż za przystojnego i bogatego, ale kompletnie obojętnego jej sercu, młodziana. Miłością Miriel jest bowiem przede wszystkim złoto i garnek, w którym trzyma swoje zasoby. Niczym molierowski Harpagon głaszcze go, pieści, bawi się nim. Poza tym jednak Miriel jest dzielną dziewczyną i dobrą przyjaciółką. Znakomicie posługuje się nożami, a już naprawdę rewelacyjnie kradnie i oszukuje. Oczywiście, wszystko dla dobra drużyny, nie zapominając przy okazji o własnym interesie.

Wreszcie piękna blondynka Melissa - moim zdaniem największy rarytas z całej drużyny. Jest młodą, romantyczną dziewczyną, kapłanką Myrii marzącą o swoim bohaterze. I to dosłownie. W jej religii istnieje bowiem instytucja bohatera - człowieka zesłanego przez Myrii, któremu dana kapłanka ofiarowuje swe służby. Jak powszechnie wiadomo zadaniem bohatera jest ratowanie świata. Musi być więc silny, odważny, a ponadto (w wyobraźni Melissy): przystojny, szlachetny, czarujący, szarmancki ... tak można by wymieniać długo. Zapewne domyślacie się, kto został owym bohaterem już w pierwszym odcinku filmu. Zresztą ten właśnie wybór nowego herosa zapoczątkował wszystkie późniejsze wydarzenia. Najpierw jednak biedna Melissa po prostu załamała się, bo gdzież ów przystojny rycerz, który miał machnięciem ręki gromić wrogów, a jednym spojrzeniem rozpalać damskie serca? Choć musiała pogodzić się z wolą Myrii, to właśnie z jej ust pochodzą najczęściej wymawiane zdania w filmie: "to nie moja wola, to nie moje pragnienie." Matka przełożona klasztoru wielokrotnie dawała jej do zrozumienia, że powinna się pogodzić z decyzją Myrii. Radziła Melissie: "Prześpij się ze swoim herosem, co z pewnością zbliży was do siebie." Fajna rada, tylko, że na samą nawet myśl o seksie z Riuim Melissa wpada w stan drżączki. Biedna dziewczyna. Mimo to, z bólem serca, stara się zaakceptować swojego bohatera i być lojalna wobec niego. Łącznie z ryzykowaniem własnym życiem, by tylko być blisko niego i dopingować go do bohaterskich czynów. Chce, by Riui stał się naprawdę prawdziwym herosem, którego cnoty poznają inni ludzie. Rozgłos bowiem, w oczach Melissy, jest czymś ważnym. Zwłaszcza, że jej koleżanka w kapłaństwie, Isabella, otrzymała za swojego bohatera właśnie takiego wymarzonego księcia z bajki i po cichu naigrywa się z Melissy. Stąd rywalizacja pomiędzy obydwiema paniami: czyj bohater okaże się bardziej bohaterski? Melissa jest najlepiej urodzona spośród całej trójki poszukiwaczek przygód. Pojawiła się na świecie w arystokratycznej, romulańskiej rodzinie i w młodości została zaręczona z rycerzem Conradem. Przed ślubem prysnęła jednak do klasztoru Myrii. Gogusiowaty Conrad jednak nie dał za wygraną i w rezultacie mamy w "Mahou Senshi Riui" spory wątek poświęcony jego próbom zdobycia byłej narzeczonej.

Może nie urodzeniem, ale z pewnością majątkiem Melissie dorównuje Aira, kolejna ładna panienka z otoczenia Riuiego. Ta rudowłosa ślicznotka jest koleżanką tytułowego bohatera z Kolegium i całkiem kompetentnym magiem. Wygląda również na zaangażowaną uczuciowo w Riuim, a w każdym razie okazuje zazdrość, gdy jej kolega wpadł w szpony elfiego uroku Celestii. Celestia wygląda niemal toczka w toczkę, jak Deedlit z "Lodosswar", czyli zabójczo. To młoda elfina poznana przez Riuiego na jednej z wypraw. Mimo, iż w świecie "Mahou Senshi Riui" elfy nie żyją zbyt dobrze z ludźmi, to Celestia żywi do tytułowego bohatera sporą dozę sympatii, a ten, gdy przebywają razem, robi do niej najbardziej maślane z maślanych oczy.

Cóż, dwadzieścia minut minęło. Film się kończy. Ending. Całkowicie dorównujący reszcie. Genialnie narysowany, o świetnym podkładzie muzycznym. Znacznie ostrzejszym i bardziej na rockową nutę niż to, z czym mamy do czynienia w filmie. Obok ostatniego endingu z GTO, "Mahou Senshi Riui" posiada najlepsze zakończenie, z jakim się spotkałem.

Podsumowanie

Najlepsza, najlepszy, najlepsze. To chyba najczęściej używane słowa w niniejszej recenzji. I nic dziwnego, gdyż anime to rzeczywiście bardzo mi się podoba i w moim prywatnym rankingu zajmuje medalową pozycję. Osoby, które poszukują wyłącznie głębokich przeżyć, nastawienia na introspekcję, mrocznego klimatu i nastroju, jak z filmów hitchcocowkich zawiodą się. To nie jest pozycja dla nich. "Mahou Senshi Riui" nie spodoba się również tym, którzy oczekują jakiegoś zaskoczenia, nowości, czegoś nieoczekiwanego, niespotykanego w innych filmach. Opisywany tu bowiem cykl, to standard pod każdym względem. Tyle, że standard wzniesiony na wyżyny, co nadało serialowi nową jakość. Lecz wszystkim pozostałym, czyli tym, którzy lubią zwyczajnie pośmiać się przy dobrym filmie, szczerze polecam.

Autor: Kelly
Data dodania artykułu: 24.10.2005
Data modyfikacji artykułu: 27.02.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij