Lecieć nie lecieć?

Marzenie większości miłośników Kraju Kwitnącej Wiśni. Polecieć do Japonii i zobaczyć. Jeszcze kilka lat temu była to podróż dla wybranych, albo bardzo zamożnych, albo jadących służbowo. A dziś? Teoretycznie każdy średnio zarabiający Polak może uciułać pieniążki na taki wyjazd przez rok odkładając po 1000 zł. No dobrze, powiecie, nie każdego na to stać, ale dziesięć lat temu nie było stać prawie nikogo. Ceny biletów potaniały,życie w Japonii jest dużo tańsze niż u nas, jedyny wydatek to hotele i komunikacja na miejscu. Oczywiście jeszcze trzeba doliczyć koszt biletów na wstęp do odwiedzanych miejsc.

A tutaj siedzi facet i zastanawia się, lecieć czy nie. Swoista antyteza całej naszej strony internetowej. Już słyszę te głosy: nad czym się tu zastanawiać, przecież to podróż życia!

Niby tak, marzenie do spełnienia w zasięgu ręki, a jednak dlaczego w ogóle zadaję takie pytanie? Czy taka eskapada nie będzie rozczarowaniem? Długo nad tym myślałem i doszedłem do wniosku, że może tak się stać.

Oczywiście pierwszy moment spotkania z obcą kulturą, podniecenie podróżą, zupełnie inne krajobrazy, zobaczenie na własne oczy tego co dotychczas mogliśmy obejrzeć tylko na zdjęciach albo w telewizji i właściwie najważniejsze, skonfrontowanie swoich wyobrażeń z rzeczywistością.

Wszystko to się zgadza, ale po paru dniach pierwsza ekscytacja mija i zaczyna się tak zwana proza życia. Ale może od początku. Sama podróż może nam nieźle dać w kość. Jakby człowiek nie liczył spędzi co najmniej dobę w podróży, o ile nie więcej. Możliwości przespania się są praktycznie żadne, chyba że ktoś nie reaguje na wrażenia słuchowe w samolocie. Docieramy na miejsce zmęczeni i zaczyna się następny cyrk, czyli zmiana czasu. Musi minąć parę dni zanim się przestawimy. Przez ten czas żyjemy jak za zasłoną, niby do nas wszystko dociera, ale tak nie do końca. Organizm sam się broni przed większą eksploatacją, którą chcąc nie chcąc cały czas mu serwujemy.

Program wyjazdu mamy pewnie z góry ustalony i obliczone co i którego dnia chcemy zobaczyć. Przecież nie będziemy tracić czasu na leżenie i sen w ciągu dnia, kiedy tyle jest do zwiedzania, ale nasz organizm prawie krzyczy o zwolnienie tempa. W końcu wydostajemy się z "lekkiej mgły" i tu może nas spotkać kolejne rozczarowanie. Kolejne miasto, czy miejscowość, a w niej tradycyjnie oglądamy: zamek chram shinto i świątynię buddyjską. Oczywiście są rodzynki jak Kioto, Tokyo, Kamakura, Fukuoka, itd. Ale po pierwsze nie damy rady za nasze pieniądze zwiedzić tego wszystkiego [koszt przejazdów i hoteli], a po drugie limituje nas czas pobytu na Japońskiej ziemi. Za to kwotę, żyjąc i mieszkając dość oszczędnie stać nas na maksymalnie dwa tygodnie. Oczywiście większość tej kwoty połknie bilet lotniczy, ale taka jest kalkulacja naszej wyprawy.

Pamiętam swój pierwszy pobyt w Japonii. Pierwsze dni jakby mne ktoś nakręcił, nie zwracałem uwagi na zmęczenie. Cały czas byłem głodny zwiedzania, ale po paru takich dniach po prostu "zgasłem". To co przedtem mnie fascynowało zacząłem mijać obojętnie. Ktoś mi coś mówił, ja machinalnie potakiwałem głową i NIC do mnie nie docierało. Niestety taki jest koszt przeskoku o kilka stref czasowych. Oczywiście każdy reaguje indywidualnie, ale reaguje i opisywane fazy naszej adaptacji mogą być różne czasowo, ale trzeba przez nie przejść.

Kiedy minie już pierwsza ekscytacja, zaczniemy dostrzegać to czym Japończycy raczej się nie chwalą. Zacznijmy od tłumu. Najpierw nas trochę przestraszy ciągły ścisk na ulicach i w komunikacji, potem będzie nas denerwował, a na koniec zwyczajnie męczył. W ciągu dwóch tygodni do niego nie przywykniemy. Nasze zmysły powonienia zostaną wystawione na próbę. Smród kanalizacji, z którą Japończycy mają kłopoty, brud i niezbyt przyjemny zapach przy restauracjach. Nie mówię tutaj o topowych dzielnicach miast, ale nie wszystkie miejsca warte zwiedzania tam się znajdują. Wieczorami pojawia się na ulicach mnóstwo namiotów z tanimi przenośnymi barami. Czasem nie da się obok przejść bez zatykania nosa. Chcąc nie chcąc sami zaczniemy poruszać się w tempie w jakim żyją i chodzą tubylcy, co zacznie nam się dawać we znaki.

Mógłbym tak długo jeszcze wyliczać różne "ciekawostki", ale przecież nie chcę zniechęcać do wyjazdu. Na koniec zostaje droga powrotna do kraju, jeszcze dłuższa czasowo . Oczywiście znów pełna ekscytacja, spotkanie z rodzinami, parę wieczorów opowiadań, pokazywania zdjęć, pamiątek, a potem znów aklimatyzacja czasowa. Po takim wyjeździe przydałoby się ze dwa tygodnie urlopu.

Kiedy leciałem pierwszy raz to chciałem zobaczyć wszystko co się da, za drugim razem, wiedziałem co chcę zobaczyć, a za trzecim nie miałem żadnych założeń w tym względzie. Dbałem przede wszystkim o swoja kondycję i o to aby nie zachorować. Oglądałem to co było ciekawe, ale po drodze. Nie robiłem specjalnych wypraw w jakieś upatrzone miejsce. Czy świadczyło to o jakiejś "mądrości"? Chyba nie, po prostu doświadczenie poprzednich wyjazdów. Pamiętajmy, wszystkiego i tak nie zobaczymy. Natomiast o zdrowie trzeba dbać, podatność na różne infekcje nieznane w Europie, przy naszym ogólnym zmęczeniu i wyczerpaniu organizmu, będzie na pewno zwiększona.

A więc na koniec jeszcze raz się pytam: lecieć czy nie? Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 28.09.2008
Data modyfikacji artykułu: 13.08.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij