Kawagoe

Nazywają je Małym Edo. Parę przecznic ulic o parterowej, lub jednopiętrowej zabudowie. Jest to chyba jedyne miejsce w Japonii gdzie nie widać nisko zawieszonych nad ulicami transformatorów i przewodów elektrycznych. Wszystkie kable zostały schowane pod ziemię. Dość niesamowity widok jak nic człowiekowi nie wisi nad głową.

Mógłbym sięgnąć do przewodnika, ale nie lubię tego robić. Pewnie zauważyliście, że staram się opisywać to, co widziałem, a nie popisywać się wiedzą historyczną, którą pewnie wielu z Was ma większą niż ja.

Poczerniałe ze starości i od spalin domy tworzą dość niezwykłe połączenie z pełną samochodów główna ulicą. Liczące sobie ponad 200 lat budynki i nowoczesna technika. W bok odchodzą mniejsze uliczki, niektóre są tylko dla pieszych, inne nie, więc trzeba cały czas uważać, bo tylko miejscowi wiedzą dokładnie jak jest z tym ruchem, a do tego pojazdy nadjeżdżają z przeciwnej strony niż u nas.

Jest tam muzeum i cała masa sklepów i sklepików. Przy głównej arterii sklepy są bardziej wyszukane. Są duże, towar jest elegancko i estetycznie ułożony. Widziałem kilka, które mnie szczególnie zafrapowały. Saloniki z pamiątkami, które nie zawierają powszechnej w centrach miast chińskiej tandety, ale faktyczny towar upominkowi, kupowany przez Japończyków dla Japończyków.

Przepiękne ozdoby z wizerunkiem japońskiego nowego roku, czyli dziką świnią, figurki, drobne przedmioty codziennego użytku, szczególnie dla pań, torebki, pantofelki, chusteczki, apaszki, dodatki do kimon, jukaty, itp. itd.. Można by tak bez końca wymieniać, a wszystko pięknie wyeksponowane.

Sklep z ceramiką, pełen przeróżnych naczyń dla ozdoby i codziennego użytku. Gustowne pałeczki do jedzenia, małe lampki, a wszystko szczerze mówiąc koszmarnie drogie.

Sklep z dewocjonaliami, a właściwie z wyposażeniem domowych ołtarzyków i świątyniek przydomowych. Można też kupić same ołtarzyki kunsztownie wykonane i bogato zdobione, na każdą kieszeń. Najtańsze z plastiku, najdroższe z laki i drewniane.
Sklep z artykułami z węgla drzewnego. Wszystko z tego materiału, zaczynając od figurek i ozdób, a kończąc na produktach toaletowych jak: szampon, odżywki do włosów, balsamy do ciała, mydła, pasta do zębów, ponoć bardzo dobrze czyści i szczoteczki o czarnym włosiu. Czego to ludzie nie wymyślą.

Były jeszcze sklepy z nożami, z wyrobami kowalskimi i oczywiście z różnymi produktami spożywczymi. Nad tym wszystkim natomiast góruje dzwonnica licząca sobie ponoć ok. 400 lat. Słyszałem nawet dzwon, nie wiem dlaczego, ale w niego parokrotnie uderzono.

Wszystkie boczne uliczki wyłożone są gładzonymi płytami kamiennymi, im mniejsza tym ciekawsza. Nie są długie, ale każda ma parę zakrętów. Czasie świąt są tam tłumy, kolorowe, z lampionami i strzelające race świetlne. Kiedy ja tam byłem było cicho i spokojnie, nawet trochę nudno. Wiele lokali było zamkniętych, nie było świetlnej oprawy, no, bo środek dnia i do najbliższego święta, czyli urodzin cesarza jeszcze parę dni. Weszliśmy do jednego takiego ni to sklepiku, ni to lokalu typu barowego, zamówiliśmy okrągłe kluseczki na patyku polewane i opiekane w czymś słodkawym, pewnie odpowiednio spreparowanym sosem, lub olejem sojowym, albo jednym i drugim na raz. Usiedliśmy na stołkach zrobionych z pni drzewa i zaczęliśmy się rozglądać. Wyglądało to trochę jak sklep ze starociami. Na ścianach wisiały przedmioty pamiętające czasy II wojny światowej: manierki, centralki telefoniczne, jakieś zabawki, przedmioty codziennego użytku. Obok w pokoju wyłożonym tatami po uzyskaniu zgody właścicielki lokalu, mogliśmy obejrzeć dziwy lat pięćdziesiątych poprzedniego stulecia. Telewizor ala nasze Ametysty, czy Turkusy, gramofon, stareńki ołtarzyk domowy i całe mnóstwo plakatów, reklamujących np: występy Chaplina, piwo Budweiser, występy aktorów japońskich i amerykańskich, premiery filmów i teatru Kabuki. Było to na pewno jedno z najbardziej osobliwych miejsc jakie widziałem, oczywiście chodziło się na boso po tatami i stały tam tylko japońskie meble.

Kawagoe jest niezwykle ciekawym miejscem nie tylko ze względu na historię, ale także na swoisty klimat, jakiego nie spotkałem nigdzie indziej, chyba że, przy złotym pawilonie w Kioto. Tak to jest dobre porównanie, niskość zabudowy i cisza, oczywiście w porównaniu z innymi miejscami w miastach.

Tak, ta cisza robi swoje i do tego pewna kameralność w małych bocznych zaułkach , pełnych maleńkich ogródków przy domach z pięknie podciętymi roślinami . W sumie żałowałem, że byłem tam tylko dwie czy trzy godziny i wcześniej nic nie wiedziałem o zamiarze przyjazdu do tego miejsca. Może inaczej ułożyłbym sobie dzień, aby pobyć tam dłużej.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 13.01.2007
Data modyfikacji artykułu: 28.02.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij