Japońska opera za trzy grosze, aut. Kaiko Taksehi

Tytuł niniejszej pozycji jest kojarzony chyba przez każdego średnio wykształconego Europejczyka, oczywiście, bez owego początkowego przymiotnika "japońska". Jednakże porównanie niniejszej powieści ze słynnym utworem Bertolta Brechta pozostawiam osobom bardziej kompetentnym, natomiast sam skupię się wyłącznie na "Japońskiej operze za trzy grosze". Jej autor, Kaiko Taksehi urodził się w Osace w 1930 roku. Pisać zaczął w wieku 27-iu lat. A jedno z opowiadań, "Nagi król", przyniosło mu najważniejszą japońską nagrodę literacką im. Akutagawy. Przed rozpoczęciem kariery pisarskiej imał się ciężkiej pracy fizycznej pracując wśród ludzi z szarej strefy. Jednakże to niezwykle przykre doświadczenie, które stało się udziałem wielu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni w okresie bezpośrednio powojennym, dało Kaiko możliwość opisywania tego dziwnego świata i panujących w nim zasad. Wniknięcie w ów margines społeczeństwa, bycie jego częścią, pozwoliło autorowi w sposób niezwykle precyzyjny pokazać to wszystko w swoich powieściach. Pierwszą z nich, wydaną w 1959 roku, była właśnie "Japońska opera za trzy grosze".

Jej początek brzmi następująco:
"Człowiek, któremu jego kompani nadadzą później przydomek Fukusuke - Szczęściarz, szedł ulicą Janjan słaniając się na nogach jak pijany. Był dość wysokiego wzrostu, nieco przygarbiony; mięśnie jego przylegały do kości sflaczałe, jak dziurawy bukłak na wodę. Fukusuke wyczerpany był do ostateczności; wzrok miał tępy i przymglony, podbródek opadał mu ciężko. Jeden but, nie przytrzymywany, człapiąc ciągnął za sobą. Fukusuke dźwigał mnóstwo rzeczy, których pierwotne przeznaczenie było całkiem inne: gałgany, blaszanki po konserwach, stare papierzyska, źdźbła słomy. Patrząc na niego z daleka można by przypuszczać, ze to sterta śmieci nagle ożyła i sunie ulicą. Nawet łobuziaki z ulicy Janjan, co to niejedno już w życiu widziały, oglądały się za nim zdumione."
... i tak dalej. Jednakże już ten przytoczony fragment mówi wiele o niniejszej książce i bardzo naturalistycznym podejściu autora do opisywanych wydarzeń. Opis zaś dla tej pozycji jest najważniejszy, o wiele ważniejszy niż akcja i sam ciąg wydarzeń, którego na dobrą sprawę niemal nie ma. Mniej więcej bowiem cały scenariusz wygląda tak: Fukusuke przychodzi do osiedla Apaczów, co zajmuje autorowi kilka stron, króciutko jest także o odejściu, a całe 200 stronic reszty to opisy. Czyni to "Japońską operę za trzy grosze" bardziej podobną dokumentowi, niż tradycyjnej powieści. Zresztą, według mnie, właśnie wychwycenie ciekawego momentu historii i ukazanie na jego tle sylwetek ludzkich stanowią o wartości tej pozycji, a nie sam przebieg wydarzeń. Właśnie zakończyła się II wojna światowa. Znaczna część Japonii leży w gruzach, szczególnie zaś regiony przemysłowe mocno bombardowane przez lotnictwo amerykańskie. Niewątpliwie jednym z nich jest drugie, co do wielkości miasto Japonii, Osaka. Gruzy, ruiny, zniszczone fabryki, domy, wszystko to wyznaczało nędzę społeczeństwa doprowadzonego przez bandę fanatyków w generalskich mundurach do katastrofy. Owymi wpół rozwalonymi ulicami ciągną rzesze biedaków, zdemobilizowanych żołnierzy, niekiedy kalekich, bezrobotnych, uciekinierów. W ich wędrówkach nie ma jakiegoś celu, dążenia, realizacji pragnień. Istnieją raczej, niż normalnie funkcjonują, bez wiary w cokolwiek. Dla tych ludzi owe ruiny dawnych hal fabrycznych stają się kopalnią, drogą do skarbu, którego wydobycie pozwoli na przeżycie kolejnych dni, może nawet na wzbogacenie. Apacze są jednym z osiedli zamieszkałych przez takich właśnie eksploratorów. Nie mają oni nic wspólnego z dzielnymi czerwonoskórymi braćmi z powieści i filmów o Dzikim Zachodzie. To dziwna grupa ludzi, która na pozór wydaje się samym chaosem, z którego wyłania się grupa bossów w stylu Kima, będącego jedną z najważniejszych postaci książki. Kaiko powoli otwiera ten świat czytelnikowi ukazując, że w owych zawiłościach funkcjonowania Apaczów maja miejsce konkretne prawidłowości, że ludziom tym nieobcy jest swoisty honor, czy współczucie, że ich działania są nacechowane racjonalizmem. Przedstawieni tak przez autora biedacy wydają się bardziej ludzcy niż strażnicy, czy urzędnicy, z którymi mają nieraz do czynienia. Ich prawa są surowe, niewiedza zaś o nich nie zwalnia z przestrzegania reguł. Złamanie owych prawideł, nawet niechcący, może skończyć się pobiciem przez innych członków wspólnoty. Prawa te dotyczą nie tylko wzajemnych relacji, ale, przede wszystkim, zasad eksploracji zniszczonych fabryk. Przykładowo, jedną z nich jest zakaz zagarniania wydobytego przez jednego eksploratora dobra, wydobytego przez innego, jeżeli odnaleziona rzecz została przesunięta chociażby o metr. Jeżeli ktoś odkopał wspaniałą sztabę metalu nadającą się na sprzedaż, wyciągnął ją i odsunął od miejsca wydobycia chociażby troszeczkę, sztaba już należała do niego i nikt nie odważał się po nią sięgać. Kilku próbujących, zdrowo pożałowało takiego podebrania skarbu. Jeśli jednak ktoś cos odkopał, jednakże pozostawił dane znalezisko, udając się, chociażby, na odpoczynek, sprawa była otwarta i taka osoba nie mogła mieć pretensji, że ktoś skończył jej pracę przechwytując wydobyty przedmiot.

Wydawałoby się, że taka grupa kieruje się przede wszystkim standardem siły. Mocniejsi są ważniejsi, słabymi zaś się gardzi i odrzuca. Nieprawda, i przyznam, ze właśnie to, co mnie najbardziej zaintrygowało w książce Kaiko, to ukazanie solidaryzmu społecznego i to nawet nie tylko wewnątrz grupy, ale ogólnie. Jeżeli przychodziłeś do Apaczów, bez względu na to kim byłeś, otrzymywałeś jakąś pracę wedle swoich możliwości. Nie zostawałeś sam, co bardzo kontrastowało z opisem bezdusznego świata poza osiedlem. Nikogo nie odrzucano, bez względu na wiek, czy kalectwo, zaś największym podziwem cieszyli się ludzie mający "nosa" do odnajdywania wartościowych przedmiotów w ruinach. Wiele miejsca zajmuje opis kalekiego przybysza, który był otaczany powszechnym podziwem, jako jeden z największych szczęściarzy. Jednakże mnie w całej tej sytuacji najbardziej zdziwiło nie szczęście tego człowieka, ale jego niezależność. Nie szukał ów kaleka bogactwa, czy nawet sposobu wyrwania się z osiedla eksploratorów. Mieszkał nędznie, wydawał niewielkie sumy, kiedy pieniądze się skończyły, wyruszał w ruiny i zawsze przynosił jakiś wartościowy przedmiot, za który znakomicie płacili pośrednicy handlowi. Potem znowu, jakby zapadał w drzemkę poszukiwawczą, dopóki nie wyczerpały się zasoby. Wiele osób go śledziło, wielu bossów namawiało do przyłączenia się do ich grup, jednak nikt go nie zmuszał. Ludzie przyłączali się do poszczególnych grup dlatego, że im się to opłacało, że lepiej było pracować razem, jednakże, jeżeli chciał ktoś osobno, nawet, jeżeli miał wyjątkowe szczęście, jego sprawa.

Przytoczyłem w niniejszym opisie kilka typowych dla "Japońskiej opery za trzy grosze" motywów. Prezentacja osiedla Apaczów to ujęcie o walorach dokumentu. Wprawdzie główną postacią powieści jest Fukusuke, jednakże jego sylwetka jest jedynie jedną z wielu, które przewijają się przez łamy powieści. Kaiko, niczym fotograf, łapie migawki z ich życia prezentując ich samych i otoczenie. Prezentuje on wycinek czasoprzestrzeni, której ramy stanowi przybycie i odejście Fukusukego. Ujęcie takie pozwala mu zrezygnować z tradycyjnego prowadzenia wątku z wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Jego powieść to fragment rzeczywistości, realistycznie przedstawiony, wnikliwie oraz opisany precyzyjnie. Zaprezentowany z dużą znajomością rzeczy, zdradzającą bliższe związki autora z życiem w takiej wspólnocie biedaków. Tym więc cenniejszy to tekst. Chociaż nie jest to pozycja łatwa w odbiorze, przynajmniej dla mnie nie była, namawiam do zainteresowania się nią, bowiem przedstawia Japonię, która jest pokazywana niezwykle rzadko.

Kaiko Taksehi
PIW 1973

Autor: Kelly
Data dodania artykułu: 21.10.2005
Data modyfikacji artykułu: 01.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij