Japonia: Onsen

Bywałem już wcześniej w przyhotelowych łaźniach japońskich, ale nigdy nie byłem w takiej prawdziwej, zbudowanej przy termalnych źródłach i otoczonej regionalną roślinnością. Dzięki uprzejmości mojego przyjaciela udaliśmy się tam pod koniec mego pobytu na japońskiej ziemi. Kompleks kąpielowy położony jest w dzielnicy Omija, jakieś pół godziny jazdy kolejką od centrum Tokio. Parterowa budowla jak na warunki tutejsze zajmuje dużo miejsca. Praktycznie od wejścia chodzimy boso po drewnianych podłogach w większości naturalnie podgrzewanych. Sam wstęp nie jest zbyt drogi, natomiast wypożyczenie jukaty i ręcznika kąpielowego już troszkę kosztuje, ale warto bo ręcznik rewelacyjnie wchłania. Jeszcze za 100 yenów nabywa się mały ręczniczek na własność do ogrzewania i ocierania sobie twarzy i głowy na świeżym powietrzu.

Kąpielisko podzielone jest na część dla panów i pań [szkoda]. Jako, że mój kolega był z rodziną, więc w pewnym miejscu musieliśmy się podzielić na część męską i żeńską i udaliśmy się do szatni. Szybka rozbiórka do gołego i weszliśmy do pierwszej sali z basenami. Kilka zbiorników wodnych tu we wnętrzu sztucznie podgrzewanych było wyposażonych w przeróżne atrakcje wodne. Najpierw należało ogrzać ciało polewając się gorącą wodą z kamiennej kadzi, następnie, w śmiesznej dla nas pozycji na siedząco dokładnie się umyć pod prysznicem. Siedziało się na plastikowych stołeczkach i na tej wysokości były mocowane prysznice. Każdy basen proponował coś innego. W jednym należało się dobrze wygrzać, w drugim były bicze wodne, a w trzecim zioła. Bicze zamontowane były przy przygotowanych do tego siedziskach dodatkowo wyposażonych w poręcze ułatwiające wstawanie lub utrzymanie jednej pozycji. Siedziska to źle powiedziane, ponieważ jedne miejsca były leżące, inne siedzące, a jeszcze inne stojące i w każdym inne partie mięśni były masowane wodą. Basen ziołowy na krawędzi miał drewnianą belkę pod głowę i siedzisko pod wodą też było z drewna natomiast nogi trzymało się na chropawych kamieniach nie tak jak w innych, które w całości wyłożone były gładkimi kamiennymi płytami. Było to miejsce świetnego odpoczynku po biczach, przed wyjściem na zewnątrz.

Kiedy już zasmakowało się wszystkich dobrodziejstw basenów skrytych pod dachem, należało wyjść na zewnątrz. Na środku otoczonego wysokim murem z dwóch stron terenu wyrastała sterta głazów, która była lekko zadaszona. Przed nią znajdował się największy zbiornik termalnej wody, po bokach dwa mniejsze, natomiast za kamieniami jeszcze dwa baseniki, a obok olbrzymia kadź kamienna, cos w rodzaju wielkiego garnka, a tyłu wiklinowe leżaki. Najgłębszy był środkowy basen i zawierał najcieplejszą wodę. Najpłytsze były dwa cieki położone najdalej od wejścia. Boczne baseny zawierały wodę w miarę o normalnej temperaturze i chyba normalnym składzie mineralnym. W środkowym była najgorętsza i z wyraźnym zapachem siarki, jak się w nim posiedziało to skóra stawała się śliska jak pokryta lateksem. Przy wylocie temperatura sięgała 70 st. C. Oczywiście przy brzegach miała tylko jakieś 40st. Najdalej położone od wejścia zbiorniki były bardzo płytkie ledwo zakrywały leżącego człowieka. Dno było wyłożone drewnem, a skład mineralny wody dość dziwny. Pachniała siarkowodorem, ale do wytrzymania. Natomiast już po kąpielach okazało się, że wszystkie włosy na ciele stoją mi sztorcem. Mimo mycia głowy i przyczesywania resztek na mojej głowie przez parę dni utrzymywało się niezamierzone przeze mnie afro, co przy moim na wpół wyłysieniu powodowało niezły rechot moich kolegów i chichoty koleżanek. Ja im się nie dziwię, bo sam ryknąłem śmiechem jak się zobaczyłem w lustrze. Potem już nie patrzyłem.

Ale wróćmy do onsenu. Te płytkie baseny leżały w obszarze kompletnej ciszy. Daleko od wejścia i jeszcze odseparowane stertą kamieni. Leżąc w nich człowiek nie tylko się wyciszał i odpoczywał, ale jeszcze mógł podziwiać las bambusowy po zmroku pięknie podświetlony, który od trzeciej strony okalał kąpielisko. W pewnym momencie poczułem, że się chyba przegrzałem, wyszedłem z kolejnego zbiornika i padłem na leżaki. Rozmawialiśmy z kolegą o wielu sprawach i mimo że temperatura powietrza nie przekraczała 4 st. to dopiero po 15-tu minutach poczułem na nogach lekki powiew chłodu. Po krótkim dogrzaniu udaliśmy się najpierw do umywalni, potem do szatni i odziani w jukaty ruszyliśmy do restauracji.

Już w komplecie z cała rodziną mego przyjaciela zasiedliśmy na podłodze do posiłku, który był bardzo potrzebny i był bardzo pożywny. Japońskie specjały smakowały mi jak nigdy. Następnie pochodziliśmy trochę oglądając przeróżne sale: do masażu, wypoczynku, odnowy biologicznej i nawet palarnię.

Wróciliśmy na następną turę kąpieli, ale już krótszą za to wzbogaconą o pobyt w saunie, choć przyznam, że niezbyt długi, ponieważ miałem już dość gorąca, a woda w basenie obok była za zimna, tak, że tylko polałem się nią chochlą z kadzi i myślałem tylko o relaksie i piciu. Po kolejnym prysznicu i dokonaniu ablucji, dokładnie się wysuszyłem, ubrałem, wrzuciłem mokry ręcznik i jukatę do specjalnych pojemników, a na koniec dorwałem się do automatu z napojami, gdzie spędziłem dobrych parę chwil.
Nasz pobyt w onsenie trwał około 5-6 godzin. Niezwykle udane popołudnie i wieczór. Jako ciekawostkę podam, że część dla panów obsługują mężczyźni, ale zdarzają się tam i panie, których jak mi to wyjaśnił kolega powinienem nie widzieć.

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 15.01.2007
Data modyfikacji artykułu: 24.02.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij