Japonia na bieżąco, cz. 2

Ach, co to był za dzień. Najpierw podjęliśmy szybką decyzję, dzień wolny i Polska gra z Japonią w siatkówkę. JEDZIEMY!!! Trzeba było jeszcze tylko zrobić jakiś transparent, zdobyć farby w narodowych kolorach, kupić parę gadżetów kibica i już musimy jechać. Oczywiście gnębi nas tylko brak biletów, ale wierzymy w nasze szczęście. Mecz miał się odbyć w hali Saitama, jest to kawałek drogi od nas, około godziny jazdy pociągami. Sama arena znajduje się tuż obok stacji, widok wprost imponujący. Szczególnie zadziwia lekkość konstrukcji przy ogromie gmachu, praktycznie nie można było objąć go obiektywem aparatu od strony budynków stacyjnych. Pięknie oświetlona hala otoczona jest szerokimi kładkami dla pieszych, oraz nowoczesnymi budynkami, a wśród nich plac pełen drzew oświetlonych lampami diodowymi, w których Japończycy się po prostu kochają. Przeraził nas dziki tłum, no to już po biletach, z coraz mniejszą nadzieją zbliżyliśmy się do kas. Naprzeciw naszej trzynastoosobowej grupki wyskoczył młody człowiek z obsługi, dopytał się o ilość osób i gdzie chcemy siedzieć (czytaj za ile) i ... po paru minutach przyniósł nam bilety. Noooo, to nam ulżyło, w sumie może tam wejść około 12 tysięcy ludzi, więc dlaczego akurat nas miałoby tam zabraknąć?

Sprawdzanie biletów i toreb szło błyskawicznie, potem labirynt korytarzy, który udało się pokonać dzięki natychmiastowym informacjom służb porządkowych. Na koniec siedzimy, ekstra miejsca oraz wszyscy w jednym miejscu. Rozpoczęło się malowanie "barw wojennych" i podziwianie ogromu hali od środka, oraz programu w typie światło-dżwięk, oczywiście w japońskim stylu. Na kwadrans przed godziną zero, czyli 18 tokijskiego czasu, rozpoczęło się przedstawianie pojedynczo zawodników. Takie schow było tylko kiedy grali gospodarze, faktycznie szaleństwo. Każdy zawodnik rzucał w publikę piłką, o którą się kibice mało nie pozabijali. Na koniec się zaczęło, my też ruszyliśmy do boju. Rozwinęliśmy transparent z napisem "Warszawa" i dalej kibicować naszym. Mimo, że gospodarze mieli swojego zapiewajłę do okrzyków, my czekaliśmy na jego oddech i wpadaliśmy ze swoim tekstem. Najczęściej można było robić tak. On z salą krzyczał "Nippon", a my "do zera do zera". Jak się okazało słuszność była po naszej stronie. Od znajomych, którzy nas widzieli w kraju, wiemy, że byliśmy najbardziej widoczną i najczęściej pokazywaną grupą. W sumie nie ma co się dziwić. Ale wiecie kto był najbardziej szczęśliwy? Młode Japoneczki, których było najwięcej (ach ta magia wysokich chłopców), po prostu szalały, że dzięki nam zaistniały medialnie w telewizji. Po meczu nam bardzo dziękowały.

Kibicowanie było na wysokim poziomie, w końcu siedzieliśmy po środku "żółtego morza", jak naszym wyszło zagranie mimo natychmiast zapadającej ciszy nasi, sąsiedzi unosili kciuki do góry. My rewanżowaliśmy się tym samym. kiedy nasi zdobyli ostatni punkt zapadła cisza nad areną. No, może nie taka zupełna bo nas troszkę poniosło i jeszcze dziś mam kłopot z mówieniem. Kiedy zawodnicy schodzili do szatni, zbiegliśmy na sam dół i dwóch chłopaków podeszło do nas, rozdało autografy, przyjęło granulacje i rozjaśniło nam oblicza. Cały czas martwiliśmy się, czy nas słyszeli i na nasze pytanie o to dostaliśmy odpowiedź, że cały czas. No to satysfakcja pełna.

Chciałbym na koniec wspomnieć o dwóch ciekawostkach. Po skończonym meczu, kiedy szliśmy schodami do wyjścia, po obu stronach stał szpaler gospodarzy, którzy nam gratulowali zwycięstwa i, co u nich rzadko spotykane, podawali ręce do uścisków i to sami pierwsi je wyciągali. Dowiedzieliśmy się także o zakładach bukmacherskich.
Polska - Japonia 0 -3 1 do 5
Polska - Japonia 2 - 3 1 do 17
Polska - Japonia 3 - 0 NIKT NIE OBSTAWIŁ
Żebym ja to przewidział i wiedział gdzie to zrobić. Ech...

Autor: Jacek Kicman
Data dodania artykułu: 27.11.2006
Data modyfikacji artykułu: 10.09.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij