Blood: The Last Vampire

742.jpg

W 2000 roku dzięki współpracy studia Production I.G. i znanego wszystkim pana Mamoru Oshii (m.in. "Ghost in the Shell") powstał 48-minutowy film pod wdzięcznym tytułem "Blood: The Last Vampire". Swoją kontynuację znalazł w mandze "Blood: The last Vampire 2000" i popularnym seriali "Blood+". W mandze można znaleźć odwołania do historii głównej bohaterki, natomiast serial nie opiera się na filmie tak dokładnie. Ja omówię teraz tylko film.

FABUŁA

Lata 60. XIX wieku. Ameryka toczy wojnę w Wietnamie, a w Japonii nierzadkie są amerykańskie bazy wojskowe, w których nie tylko stacjonują żołnierze, ale też amerykańska młodzież uczęszcza do szkoły etc. Takie "miasto w mieście". Właśnie w tej szkole pewnego dnia pojawia się nowa uczennica, która ma chodzić na zajęcia przez kilka dni. Warto też nadmienić, że znacznie się różni od swoich "rówieśników". Ubrana w charakterystyczny japoński mundurek jest rodowitą mieszkanką Kraju Kwitnącej Wiśni i nie rozstaje się z dziwnym pudłem, w którym - jak się później okaże - nosi katanę (japoński, zakrzywiony miecz). Kto to jest? Na imię ma Saya i pracuje dla amerykańskiego rządu, zabijając ukrywające się pod ludzką postacią potwory. Przez swoich współpracowników określana jest jako "ostatni oryginał" i, no cóż, jest wampirem. Ostatnim. "A co ona, bardzo przepraszam, robi w amerykańskiej szkole?", chciałoby się zapytać. Pytanie jest dobre, bowiem idąc tropem dziwnych samobójstw dotarła właśnie tutaj, gdzie w czasie halloweenowej imprezy odbędzie się jatka.

743.jpg


OPINIA OGÓŁU A MOJE WRAŻENIA

Jak zwykle po obejrzeniu czegoś, co zrobiło na mnie duże wrażenie, ruszyłam w podróż po Internecie w poszukiwaniu informacji i recenzji innych widzów. Z pewnym smutkiem jednak odkryłam, że najczęstsze komentarze są mniej więcej takie: "muzyka super, grafika extra, ale fabuła do kitu. Oshii się nie popisał". Z reguły nie jestem fanką horrorów, dlatego do opisów typu "masakra" i "krew się leje strumieniami" podeszłam z niemałym przerażeniem. W końcu jednak - ośmielona porównaniem z moim ukochanym "Hellsingiem" - zdecydowałem się obejrzeć.

Po pierwsze aż tak krwawe to-to nie jest. Owszem, ponura Saya wycina potwory bez zmrużenia okiem, a fanom ckliwych romansideł bym tego nie polecała, ale nie przesadzajmy. Co do oprawy graficznej… tutaj moje zdanie pokrywa się ze zdaniem ogółu. Połączenie animacji 2D z 3D robi duże i, co ważniejsze, dobre wrażenie. Chociaż nie jestem fanką tego drugiego, ale tutaj występuje raczej po to, żeby podkreślić tajemniczość atmosfery i ten pierwszy rodzaj grafiki, niż żeby przytłaczać swoją obecnością. Muzyka z kolei jest doskonała: subtelna, ale groźna, idealnie podkreślająca odczucia bohaterów. Ósmy cud świata po prostu. Wszystko to plus niezaprzeczalny talent, intrygująca główna bohaterka i pozostawienie niektórych wątków niewyjaśnionych, nadają filmowi mroczną atmosferę. Ponieważ film trwa krócej niż godzinę, nie ma niepotrzebnych dłużyzn, ale z drugiej strony znalazł się czas na odpowiednie zwolnienia akcji.

Co dodaje jeszcze filmowi oryginalności, to postać pielęgniarki - kobiety, która została wplątana w walkę między Sayą a demonami przez przypadek, a której nigdy nie dane było dowiedzieć się nic więcej o nietypowej Japonce. Zestawienie jej osoby z pochmurną Sayą niewątpliwie jest dużym plusem. Bo pielęgniarka jest zwykłą kobietą, a Saya kimś w rodzaju bohatera. Pielęgniarka jest pulchna, niezbyt ładna, nie jest odważna, jest człowiekiem. Saya nie. Ich przypadkowe spotkanie, którego ślady zostały starannie usunięte, jest tylko epizodem w życiu obu i znowu: każda odbiera to inaczej.

744.jpg

PODSUMOWANIE

Uważam, że film jest dobry. Nawet bardzo. Oglądałam z zapartym tchem, do końca nie mogąc zdecydować, czy lubię "młodą" morderczynię z pogardą na twarzy, czy raczej nie. Twórcy sprytnie nie udzielili odpowiedzi na wiele pytań, zachęcając do sięgnięcia po mangę. Ja to zrobię na pewno.

Autor: Aga Waszkiewicz
Data dodania artykułu: 18.09.2007
Data modyfikacji artykułu: 23.02.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij