Black Cat

Najpierw była manga narysowana przez Kentaro Yabuki. Bohaterowie Black Cat zadebiutowali na łamach pisma Shonen Jump w roku 2000 i kolejne odcinki ukazywały się tamże aż przez cztery lata. Później mangę wydano w tomikach - wszystkie dwadzieścia tomów. Może i nie jest to najpopularniejsza manga, ale swoich wiernych fanów ma nie tylko w Japonii, czego dowodem jest anime o tym samym tytule, emitowane od października roku 2005. Ciężko zaliczyć tę mangę i anime do jakiejś jednej kategorii: znajdziemy tutaj elementy science-fiction, fantasy, kryminału… Poza tym zalicza się też "Black Cat'a" do shonen (chociaż nie do końca pojmuję na jakiej podstawie), przygodówki i horroru. Słowem: każdy znajdzie tu coś dla siebie.

ANIME

O mandze wypowiadać się nie chce, bo na oczy jej nie widziałam. Obejrzałam za to liczące 23 odcinki anime, w reżyserii Shin Itagaki. Kilkakrotnie w trakcie oglądania zmieniałam zdanie - raz byłam przekonana, że anime to bardzo mi się podoba, a raz że w ogóle. Anime jest mieszanką poważnych treści, długich rozmów głównych bohaterów, którzy doświadczyli więcej cierpienia niż wszyscy moi znajomi razem wzięci i scen komicznych, narysowanych w zupełnie niepoważny "chibi" sposób. W jednej chwili bohater troszczy się o przyjaciela, nie wie jak może mu pomóc, a w drugiej obrywa patelnią, albo na skutek donośnego burczenia w brzuchu wsuwa stojące przed nim jedzenie. Obie strony anime są jednak doskonale sobie przeciwstawione i nie ma za dużo ani jednego ani drugiego.

Pierwsze kilka odcinków to coś w rodzaju prologu. Poznajemy tutaj głównych bohaterów następnych episodów - doskonałego mordercę organizacji Chronos - Black Cat'a, zwanego też Numerem XIII (każdy agent ma przypisany numer, który też ma wytatuowany na szyi bądź głowie), Sayę, na skutek rozmów z którą Black Cat zaczął patrzeć na swoją pracę w innym świetle; Svena - zielonowłosego agenta z opaską na prawym oku, niepoprawnego dżentelmana; Rinslet - zdolną złodziejkę i Eve - jedenastoletnią mutantkę, zdolną dowolnie zmieniać swoje ciało.

W dalszych odcinkach ścieżki tych bohaterów się zejdą i jako czyściciele (łowcy nagród) będą walczyli z różnego rodzaju przestępcami za pieniądze. Zanim to się wydarzy jednak, Black Cat przejdzie wewnętrzną przemianę. Po długich wieczornych rozmowach z Sayą, Black Cat zaczął się wahać. Odkrył, że nie chce już zabijać, że to nie jest właściwe. Dlatego nie wykonał swojego zadania i nie zabił Eve. Momentem przełomowym w jego życiu była śmierć Sayi z ręki jego byłego partnera w Chronosie, Creeda. Numer XIII zmienił wtedy strój i nie wracał już do swojego pseudonimu, używając prawdziwego imienia: Train. Własnie jako Train dołączył do Eve i Svena i został Łowcą Nagród. Szybko się jednak okazało, że nie dane mu jest zupełnie zapomnieć o tym, kim był. W mieście zaroiło się nagle od przestępców należących do dziwnej organizacji :Gwiezdni apostołowie". Nie tak wiele czasu było trzeba, żeby odkryć, że przewodzi im nikt inny jak Creed, wyposażony w nowe, niezwykłe umiejętności. Co ciekawe, Creed przejawiał równie wielką obsesję na punkcie Traina i tego, żeby były Numer XIII się do niego przyłączył, jak Black Cat na punkcie zabicia mordercy Sayi.

Bohaterowie przez prawie całe anime walczą z Gwiezdnymi apostołami - kulminacyjny punkt i zakończenie konfliktu dwóch ex-partnerów ma miejsce w odcinku 20. Tak więc zostają jeszcze trzy. Reżyser, muszę to przyznać, bardzo mnie zaskoczył. Spodziewałam się, że zrobi długą i niezwykle nudną końcówkę (Happy end). Nic z tych rzeczy! W tych trzech odcinkach wiele się dzieje - jeden z członków organizacji Creeda powołuje do życia Eden - projekt, mający sprawić na Ziemi pokój. Do tego jednak potrzebuje Eve, którą w tym celu porywa. Ta druga część poprowadzona jest ciekawie i zgrabnie, nawet się nie czuje, że to tylko trzy odcinki - ani nie ma się uczucia niedosytu ani przesytu. Jednak, moim skromnym zdaniem, jest to materiał na osobną historię, a przejści

e pomiędzy walką z Gwiezdnymi Apostołami a ratowaniem Eve z Edenu jest zbyt szybkie.

OPENING, ENDING I OGÓLNIE MUZYKA

Opening… Jest przeciętny. Piosenka zaśpiewana przez Yorico jest zwyczajną piosenką, która pasowałaby do każdego anime. Całość skonstruowana jest porządnie, ale nie rewelacyjnie - pojawiają się wszyscy bohaterowie, wszyscy wrogowie. Ale, co jest ciekawe, obrazy openingu w połowie anime zmieniają się. To bardzo fajny pomysł, bo kiedy po raz dwunasty ogląda się tę samą czołówkę, zaczyna się ona szczerze nudzić, a kiedy zmieniają się podkładane pod muzykę obrazy, na nowo intryguje i zmusza do przyjrzenia się uważniej. To samo dotyczy endingu, chociaż tutaj posunięto się o krok do przodu. Przez pierwsze 15 odcinków piosenka pod napisy jest żywotna, typowa dla anime. Ale od 15 do 23 odcinka, kiedy akcja robi się bardziej poważna, a bohaterowie stają przed swoimi lękami i problemami, piosenka się zmienia - teraz jest smutna, melancholijna. Jak najbardziej pasująca. Bardzo dobry pomysł.

Co do muzyki w samym anime… Bardzo ładny jest motyw przewodni. Krótki, wpadający w ucho. Na początku jednak trochę mnie irytował fakt, że w dwóch trzecich scen podłożone są utwory operowe. Raz, dwa, nawet trzy razy - nie ma sprawy, taka muzyka kontrastuje z akcją, dobrze. Ale nie ciągle.

PLUSY I MINUSY

Jeżeli chodzi o plusy, to przede wszystkim wymienić trzeba sceny walki. Zrobione profesjonalnie, nie dają oderwać oczu od telewizora/ekranu, zapierają dech w piersiach i wywołują mimowolny okrzyk zachwytu. Co mi się jeszcze podobało, to nazwy odcinków. Wiem, to drobiazg, ale jakże ważny! Diabeł tkwi w szczegółach, że przytoczę polskie przysłowie. Całe anime jest w jakiś sposób związane z kotami (wystarczy spojrzeć na tytuł i pseudonim głównego bohatera). Każdy tytuł odcinka ma w sobie słowo: kot. Są więc tytuły takie jak Kot w raju, Podróżujący kot, Zakochany kot etc… Pomysł zasługuje na pochwałę. Poza tym, jak zawsze, japoński dubbing jest idealny.

Teraz minusy. Mniej więcej w środku każdego odcinka akcja zostaje przerwana, żeby przypomnieć nam tytuł anime. Tak więc Black Cat biegnie i nagle na środku ekranu pojawia się logo "Black Cat"… Poza tym, to o czym mówiłam, a mianowicie zbyt szybkie przejście od historii o Gwiezdnych Apostołach do historii o Edenie.

NA KONIEC SŁÓW KILKA

Anime to jest warte obejrzenie, chociażby ze wzgląd na niesamowitą, wewnętrzną przemianę głównego bohatera. Jeżeli ktoś woli lekkie anime, pełne żartów, też znajdzie tu coś dla siebie. Co prawda pod koniec Black Cat robi się bardziej poważny, ale przy pierwszej połowie ja wręcz płakałam ze śmiechu. Mimo swoich wad, to bardzo dobre anime. Nie jest zbyt długie, ale nie ma w nim dłużyzn i gwarantuje dobrą rozrywkę. Miłego oglądania.

Autor: Aga Waszkiewicz
Data dodania artykułu: 03.01.2007
Data modyfikacji artykułu: 05.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij