Battle Royale 2: Requiem

Japonia w niedalekiej przyszłości nadal nie radzi sobie z licznymi problemami natury gospodarczej, rosnącym przestępstwem oraz szerzącą się wśród dorosłych i młodzieży anarchią i niezadowoleniem. Młodzież nadal nie respektuje i nie wierzy w dorosłych. Dlatego urzędnicy podejmują kolejną dramatyczną próbę odzyskania szacunku uchwalając nową wersją Battle Royale. Jak wygląda znowelizowana ustawa, nosząca wdzięczną nazwę Battle Royale II? Areną walk pozostała bezludna wyspa, a w roli walczących zawodników występują uczniowie wybranej drogą losowania klasy. Jednak tym razem ich rola nie sprowadza się do wyrżnięcia się co do nogi, ich zadanie to eksterminacja zwycięzcy poprzedniej edycji BR - Shuyi Nanahary, który od czasu wygrania Battle Royale działa jako międzynarodowy terrorysta, a celem jego ataków są dorośli.

Bez zbędnego lania wody trzeba powiedzieć jedno - Battle Royale II to nędzne popłuczyny po części pierwszej. Momentami film jest śmieszny (co zapewne nie było celem twórców) i przeładowany efektownymi, acz mało realnymi, scenami walki. Skąd ta nagłą strata formy? Otóż reżyser części pierwszej, mistrz japońskiego kina, Kinji Fukasaku zmarł w czasie kręcenia części drugiej. W tej tragicznej chwili film był niegotowy, ale cóż można było zrobić innego niż przekazać pałeczkę reżysera synowi? Po sukcesie komercyjnym części pierwszej, rzesze fanów nie wybaczyłyby porzucenia tego projektu, więc młody Kenta Fukasaku przyjął wyzwanie i pięknie spartolił wszystko to, co stworzył jego ojciec.

Dlaczego tak krytycznie wypowiadam się na temat tego filmu? Powodów jest kilka. Postaram się je wam przybliżyć. Można się przyczepić praktycznie do wszystkiego. O ile ilość scen akcji w części pierwszej była świetnie wyważona i nawet osoby nielubiące tego typu kina mogły je przełknąć, to w sequelu mamy do czynienia z jednym wielkim przerostem formy nad treścią. Krew leje się hektolitrami, obroże uczestników eksplodują w zastraszającym tempie, a co za tym idzie jucha obficie tryska we wszystkich kierunkach. Nie wspominałem jeszcze o jednej istotnej zmianie zasad gry w stosunku do części pierwszej: uczniowie połączeni są w pary, kiedy jedna osoba zginie lub pozostanie w zakazanej strefie, co również prowadzi do śmierci, jej partner podzieli jej los. Możecie sobie teraz wyobrazić, co dzieje się na ekranie…Osoby o słabszych żołądkach powinny powstrzymać swój głód w czasie projekcji, jeżeli nie chcą zobaczyć swojego świeżo skonsumowanego posiłku. Jeżeli kiedykolwiek zastanawiałeś się w ilu odcieniach czerwieni występuje sztuczna krew, to Battle Royale II z pewnością zaspokoi twoją ciekawość.

 

Kolejną istotną wadą filmu jest niski poziom aktorstwa. Jeden z głównych bohaterów opowieści, samozwańczy blondyn o imieniu Taku, potrafi swoją grą zanudzić, tudzież zirytować, nawet najbardziej wytrwałych widzów. Widzieliście aktora, który przez trzy czwarte filmu każdą emocje gra tym samym wyrazem twarzy? Nie? To choćby z tego powodu warto sięgnąć po Battle Royale II. Także postać Shuyi Nanahary poddana została całkowitej przemianie. Wydaje mi się, że twórcy chcieli zrobić z niego dojrzałego i charyzmatycznego przywódcę, jednak w moim przekonaniu postać jest na siłę otoczoną jakąś aurą tajemniczości, co doprowadziło do utraty tożsamości i ośmieszenia tego bohatera. Przykładów mizernego aktorstwa jest w tym filmie więcej, ale nie warto ich analizować, bo przecież na aktorstwo można przymknąć oko, jeżeli film nadrabia fabułą. Nie w tym przypadku. Mimo wielu dramatycznych i pełnych napięcia scen akcji, obficie lejącej się krwi, "romantycznych" scen wyznawania sobie miłości, filmowi brakuje tego mrowienia w krzyżach, które bez wątpienia wywoływał pierwowzór. Kenta Fukasaku chciał zaszokować odbiorcę ubierając swoich bohaterów w mundury a'la Al. Khaida, mało tego, w filmie są nawet sceny żywcem wzięte z dzienników telewizyjnych. Oto grupa terrorystów stoi przed kamerą i odgraża się swojemu wrogowi (dorosłym),a w tle widoczna jest jakaś flaga symbolizująca ich walkę. Poza tym znajdziemy tu nawiązania do amerykańskiego imperializmu i wpływu na kulturę światową i jej komercjalizację. Może gdyby aluzje były bardziej wyważone i mniej nachalne to wzbudziłyby w widzu chęć refleksji? Trzeba jednak przyznać, że temat dyskusji, którą próbował sprowokować reżyser nadal pozostaje aktualny, wielka szkoda, że byłą to próba nieudana.

Battle Royale 2 nie jest typowym niewypałem. Dlaczego? Otóż pomimo masy niepochlebnych recenzji, wtórności, marnej gry aktorów nie potrafiłem się od niego oderwać. Przyznaję, że dwa razy miałem ochotę wyciągnąć płytę z czytnika, zasnąć i zapomnieć, że kupiłem ten film. Jednak po chwilowym kryzysie ciekawość dalszych wydarzeń powracała i tak już zostało do ostatniej minuty filmu.

Tak jak w przypadku części pierwszej, BRII został wydany przez IDG, ukazał się na rynku wraz z marcowym numerem Kina Domowego w cenie 19,90. Po szczegóły techniczne odsyłam do recenzji części pierwszej, gdyż jedyną istotną różnicą między tymi wydaniami jest format obrazu - w tym przypadku jest to 1,85:1. Płytka podziela wady swojej poprzedniczki - dodatków brak.

Battle Royale II: Requiem można bardzo wiele zarzuć, ujmując go prostymi słowami - film jest gniotem, ale gniotem, który musisz zobaczyć.

Reżyseria: Kenta Fukasaku, Kinji Fukasaku
Scenariusz: Kenta Fukasaku, Norio Kida
Zdjęcia: Junichi Fujisawa
Muzyka: Masamichi Amano
Obsada: Tatsuya Fujisawa, Ai Maeda, Takeshi Kitano, Shugo Oshinari, Alana Sakai, Haruka Suenaga, Yuma Ishigaki, Miyuki Kanale, Masaya Kikawada i inni.

Autor: Marcin "Gacek" Gasek
Data dodania artykułu: 30.03.2006
Data modyfikacji artykułu: 05.10.2010
Prawa autorskie »

Prawa autorskie

W naszym wortalu Konnichiwa.pl pojawiło się wiele tekstów, które zostały nadesłane do redakcji. Mimo starań nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany tekst nie łamie praw autorskich i nie jest plagiatem. W związku z tym prosimy o zgłaszanie takich tekstów pod adresem redakcja@konnichiwa.pl a ich autorów przepraszamy.

Na stronach serwisu Konnichiwa.pl znajdują się także teksty i zdjęcia pochodzące z innych stron www lub gazet/magazynów - jednak nasza redakcja otrzymała zgodę na ich zamieszczenie lub znajdowała się przy nich odpowiednia informacja o możliwości ich zamieszczenia z podaniem źródła.

Redakcja Konnichiwa.pl nie zezwala także na kopiowanie tekstów i zdjeć należących do członków redakcji bez uzyskania stosownej zgody.

Redakcja Konnichiwa.pl

« wstecz

Strona używa plików cookies. Stosujemy je aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie. Pamiętaj, że możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

zamknij