Yokosuka i Kagoshima
Dlaczego te dwa miasta jakże odległe od siebie? Dlaczego akurat te leżące na różnych wyspach o zupełnie innej roli w historii Japonii? Sam dobrze nie wiem, to tylko moje wewnętrzne odczucia, moje osobiste wspomnienie o tych, którzy żyli tu przed nami.
W czasie II wojny światowej Yokosuka była główną bazą Japońskiej Cesarskiej Floty. Z tego miejsca ruszali marynarze japońscy na podbój świata. Tu powstawały w teorii, a później były realizowane, plany ataku na Pearl Harbor, Midway, Indochiny, Filipiny, Malaje, czy też Wyspy Salomona.

Pancernik Kirishima … pro memoriam
Był to właściwie pierwszy dzień pobytu na japońskiej ziemi. Poprzedniego dnia wieczorem mimo zmęczenia podróżą przez jakiś czas patrzyłem jak zafascynowany na wody zatoki Tokajskiej, oświetlane przez miasta i przepływające statki i okręty. Zaraz po śniadaniu wyszedłem z hotelu na spacer. Miejski bulwar nadbrzeżny rozpościerał się między amerykańską i japońską bazą. Przy kejach obu portów stały współczesne okręty wojenne. Jednak nie to stanowiło o atmosferze tego miejsca. Czy ktoś z Was kiedyś był w Panteonie Marynarki Wojennej na Helu? Jeśli tak to na pewno mnie zrozumie. Miejsce poświęcone okrętom, które nigdy już do tego portu nie powróciły ma swoistą atmosferę. Sylwetki jednostek bojowych, które od dawna leżą na dnie wyryte w kamieniu, odlane w brązie, są czczone, jak bohaterowie. Wielkie nazwy w japońskiej flocie: Yamato, Yamashiro, Kirishima, Hiey, Akagi, Kaga, Hiru, Musashi, to tylko niektóre z tysięcy pozostające na zawsze w morzu. Stojąc tutaj czy na Helu, myślałem tylko o jednym, że na każdym z nich zginęło wiele istnień ludzkich. Walczyli, albo w imię chorych idei, albo broniąc do końca prawa do wolności swojej ojczyzny.

Bazy sojuszniczych marynarek wojennych: japońskich Sił Samoobrony oraz US. Navy
Szedłem wzdłuż brzegu morskiego, patrzyłem na zatokę pełną uroczych wysepek, spoglądałem na piękne i groźne sylwetki współczesnych okrętów, a w głowie tłukła mi się tylko jedna myśl; "oby nigdy więcej nie musiało do tego dojść".
Przenieśmy się teraz na południe do Kagoshimy. Kiedy w XVII w. Japonia odcięła się od świata, jedynym miejscem gdzie pozwolono przebywać Europejczykom było to miasto, a właściwie wyspa z wulkanem.

Widok na wulkan

Wulkan w pełnej krasie
Tubylcy nie chcieli utrzymywać żadnych kontaktów, natomiast Holendrzy za cenę wielkich upokorzeń i łapówek zdołali się utrzymać na tym skrawku ziemi, aby móc handlować. Kolejny wybuch wulkanu zamiast zabić gajdzinów połączył wysepkę z wyspą Kiusiu.
Dzisiaj jest to miasto nowoczesne, ale ... No właśnie, jak tylko wysiądziemy z samolotu, to od razu uderzy w nasz nos zapach ludzkich odchodów, którymi, jak w Korei, użyźnia się pola. W centrum miasta jest misja franciszkańska, a przed nią pomniki poświęcone pierwszym jezuitom, franciszkanom i miejscowym katolikom, którzy ponieśli tu śmierć męczeńską za wiarę.

Akwarium a'la rafa

Akwarium z basenami
Główną atrakcją turystyczną (oczywiście oprócz czynnego i świecącego nocą na czerwono wulkanu) jest oceanarium pełne ryb i innych morskich stworzeń. Pomijając cudowną atmosferę, dobór wystroju i przemiłą obsługę, posiada ono dwie atrakcje. Pierwsza to maleńki wielorybi rekin jedyne 7 metrów z hakiem, i ciągle rośnie, a druga, to pokaz tresury delfinów. Szczerze mówiąc oglądałem coś takiego po raz pierwszy i zrobiło to na mnie wrażenie.
Miasto żyjące z morza i dla niego. Miasto żyjące z turystów i dla nich. Cudowny klimat w listopadzie 25 stopni C. W lecie pewnie cieplej. Przepiękny koloryt morza z zielonymi wyspami widocznymi na horyzoncie. Dla mnie prawie bajka.
Autor: Jacek Kicman
Data dodania: 2006-09-11, data ostatniej modyfikacji: 2010-02-28

























