Waśni rodzinnych, część pierwsza

Święte małżeństwo rozstało się w sposób niezwykle dramatyczny, co czytelnik już wie, lecz dzieło stworzenia nie ustało. Po opuszczeniu jaskini Yomotsukuni, Idzanagi udał się nad brzeg morza, by dokonać ablucji. Trzeba, bowiem wiedzieć, że dla starożytnych Japończyków wszelki kontakt z jakimikolwiek fizycznymi przejawami śmierci czy też z krwią był skalaniem i kąpiel oczyszczająca stanowiła rytuał konieczny (a nazywa się on misogi), gdy rzeczony kontakt miał miejsce. Idealna Powierzchowność, zanim zanurzył się w wodzie, zrzucił swe odzienie i odłożył wszystkie przedmioty, które nosił ze sobą. Nie wspominam o tym bez powodu - z jego koszuli, spodni, czepca, obręczy (noszonych na rękach), pasa, kija i sakwy narodziły się kolejne bóstwa. Za dużo byłoby tego wymieniania, więc ciekawych odsyłam do "Japońskich opowieści o bogach" autorstwa profesora Wiesława Kotańskiego, gdzie wszystko jest bardzo dokładnie i barwnie opisane. Ja zajmę się trzema ostatnimi bóstwami powstałymi wskutek ablucji Idzanagiego, gdyż to one odegrają ważną, a nawet najważniejszą rolę w dalszych dziejach świata tego (czyt. wysp japońskich). Otóż, gdy demiurg przemywał lewe oko, powstała bogini słońca (najwyższe bóstwo w panteonie shintoistycznym) - Amaterasu, gdy przemywał prawe, narodził się bóg księżyca - Tsukiyomi zaś, gdy przemywał nos - Susanoo, bóg wiatru i burzy. Na marginesie dodam jeszcze, że nos jest w Japonii symbolem męskości... Dzikiej i nieokiełznanej, a takim właśnie usposobieniem obdarzony został Susanoo, o czym mowa będzie później.

Ostatni potomkowie sprawili swemu ojcu największą radość, jako że byli, według niego, najbardziej udani (a do ich zrodzenia zbyteczny był udział małżonki; co na to zagorzałe feministki?). Usunął się, zatem Idzanagi w cień, przekazując swą władzę owej doskonałej (?) trójcy. Wzajemne stosunki rodzeństwa nie układały się, delikatnie rzecz ujmując. Amaterasu pokłóciła się najpierw z Tsukiyomim, i to nie na żarty, a ściślej, to obraziła się na niego śmiertelnie. O co im poszło? Słońce wysłało swego brata na posługi do bogini żywności - Toyouke (jedna z tych, co powstały przed "rozwodem" Idzanagiego i Idzanami). Ta ostatnia chciała przyjąć wysłańca z Niebiańskiej Równiny godnie i z gestem. W tym celu otworzyła swe boskie usta, z których wydobyły się produkty spożywcze rodzaju wszelakiego, ułożone następnie na stołach w sposób smakowity. Tsukiyomi opatrznie zrozumiał intencje bogini pożywienia. Uczuł się zdegustowany i oburzony - jakże ona śmiała go poczęstować tym, co sama wyrzygała (o, przepraszam za to grubiańskie słownictwo; dla osób wrażliwych i purystów językowych: to, co zwymiotowała)??? Sięgnął po swój miecz i przebił nim nieszczęsną Toyouke, po czym udał się do swej siostry i zdał jej ze wszystkiego szczegółową relację. Tego Amaterasu znieść nie mogła i nie zamierzała. Zabroniła bratu pokazywać się jej na oczy. Kategorycznie i nieodwołalnie. I dlatego słońce i księżyc nie spotykają się nigdy. Przenigdy. Jednak wybryk Tsukiyomiego to nic w porównaniu z wyczynami Susanoo (ten to dopiero miał fantazję, albo raczej "fantazję"). Narobił w niebiosach takiego rabanu, że wszystkim bóstwom, a było tego (bagatela!) osiem milionów (nie ma co, płodnym małżeństwem byli Idzanagi i Idzanami), poszło w pięty. Bardziej szczegółowa relacja z tej arcyciekawej historii następnym razem...

Autor: Renata Wódkowska

Data dodania: 2005-10-20, data ostatniej modyfikacji: 2010-02-27

Dodaj do:

prawa autorskie »

« wstecz

o stroniemapa stronyprawa autorskie

Copyright 2001-2011 by Konnichiwa.pl

^ do góry