Tańcz, tańcz, tańcz - autor Haruki Murakami

"Tańcz, tańcz, tańcz" to zasadniczo kontynuacja "Przygody z owcą", którą jednak bez straty w rozumieniu fabuły można przeczytać jako osobną powieść. Znany z "Owcy" bohater prowadzi samotne życie. Żona go zostawiła, stałej pracy nie posiada, wpadł w przygnębienie. Jedynym jego zajęciem jest dorywcze pisanie na zlecenie dla rozmaitych redakcji. Przy czym czyni to kompletnie bez pasji, czy jakiegokolwiek zaangażowania. Tego typu bohater to zresztą niemal wizytówka Murakamiego, który niemal zawsze, jako główne charaktery umieszcza sfrustrowanych, pełnych kompleksów mężczyzn, którzy stracili sens istnienia.

Jedynym przerywnikiem tej wegetacji są sny o hotelu Dolphin na wyspie Hokkaido, w którym kiedyś mieszkał z Kiki - call girl o pięknych uszach. Usiłuje ją odnaleźć, ale nie ma powrotu do tej samej wody. Jedynym śladem po Kiki jest film, w którym zagrała drobną rólkę u boku znajomego głównego bohatera. To jednak nie pomaga w odnalezieniu dziewczyny. Wszystko ulega zmianie, dawny obskurny Dolphin zmienił się w superluksusowy hotel, ale jest miejscem, w którym łączą się równoległe światy. Główny bohater odkrywa 16 piętro, które domieszkuje tajemniczy Człowiek - owca i dowiaduje się, że podobne doświadczenie miała już z recepcjonistka Yumiyoshi. Zresztą inna rzeczywistość, którą także przemierzają bohaterowie powieści Murakamiego, to kolejny symbol jego twórczości.

Innym symbolem jest zbuntowany nastolatek, często płci żeńskiej, która jest odmianą postaci głównego bohatera 15 lat wcześniej. Podobnie jak on, to osoba zbuntowana, ale jednocześnie obojętna, dekadencka, pozostawiona sama sobie. Pewnie ze względu na owo podobieństwo Yuki świetnie się dogaduje z bohaterem "Tańcz, tańcz, tańcz", znacznie lepiej, niż ze swoimi rodzicami, którzy dla samorealizacji poświęcają wszystko inne. W ogóle, jak zwykle u Murakamiego galeria bohaterów to bardzo silny punkt twórczości. Drugim takim jest styl prostej gawędy, która łatwo dociera do Czytelnika. Natomiast to, czego mi tutaj zabrakło, to fabuła. Mam wrażenie, że Murakami po prostu ładnie coś napisał, jednak zapomniał wyjaśnić, o co tak naprawdę mu chodziło. Brak mi jakiegoś wątku głównego, stopniowania napięcia, punktu kulminacyjnego. Ot, po prostu coś się przez ponad 500 stron dzieje. Murakami bawi się postaciami, wspaniale gra nastrojem i wśród owych igraszek zaczyna się wydawać, jakby to one były istotą tej pozycji, a nie fabuła. Forma zajmuje miejsce treści, przynajmniej w pewnej części.

Być może jest to odosobnione odczucie, ale uważam, że to stosunkowo słabsza pozycja, rzecz jasna, jak na Murakamiego. Spodoba się zapewne jego bardziej doświadczonym czytelnikom, którzy odnajdą w niej stare motywy oraz wgłębia się w fascynujący styl pisania. Jeśliby jednak ktoś chciał wybrać jakąś pozycję na początek, to stanowczo odradzałbym "Tańcz, tańcz, tańcz". Raczej polecałbym powieści: "Sputnik Sweetheart", "Na południe od granicy, na zachód od słońca", czy "Kafka nad morzem".

 

Autor: Kelly

Data dodania: 2008-06-07, data ostatniej modyfikacji: 2010-02-22

Dodaj do:

prawa autorskie »

« wstecz

o stroniemapa stronyprawa autorskie

Copyright 2001-2010 by Konnichiwa.pl

^ do góry