Samuraj William, aut. Giles Milton
Wielu z nas zapewne oglądało znakomity film "Shogun" z Richardem Chamberlainem, Yoko Shimadą oraz Toshiro Mifune w rolach głównych, nakręcony na podstawie powieści Jamesa Clavella. Opowiada on o losach angielskiego pilota Johna Blackthorne'a ze statku "Erasmus", który pod koniec XVI wieku, gnany wiatrami, sztormami przybił do brzegów Japonii. James Clavell, autor posiadający dar niezwykle sugestywnego opowiadania, stworzył literacką fikcję, przeniesioną potem na ekran. Jednak opisany oraz sfilmowany ciąg przygód Europejczyka w średniowiecznej Japonii opiera się na losach rzeczywistej postaci. Osobnikiem owym był William Adams, żeglarz z Limehouse w Londynie, nawigator holenderskiego statku "Liefde" z Rotterdamu. Losy Williama Adamsa były niezwykłe, toteż nic dziwnego, że ktoś postanowił zbadać je i opisać nie uciekając się do wielkich form literackich, ale do czystej historii. Dokonał tego młody angielski pisarz i publicysta Giles Milton. Jego "Samuraj William" nie jest powieścią, chociaż nie zaliczyłbym także jego dzieła do biografii. Jest to raczej opis epoki, na tle której pokazane są losy człowieka. Żeglarz, Europejczyk w każdym calu, przekonany o wyższości swojej kultury przybył do lądu nieznanego i ze zdumieniem stwierdził, że zamieszkujący go naród odznacza się tyleż okrucieństwem, co wyrafinowaniem. Absolutnie nie można nazwać go krajem barbarzyńców, jak to zaznaczano w przypadku pierwotnych mieszkańców Ameryki. Co ciekawe, ową opinie potwierdzało wielu białych ludzi, którzy odwiedzili Japonię. Jeden z nich pisał w liście do ojczyzny: "Nie myślcie, że to barbarzyńcy. Nie dorastamy bowiem im do pięt, wyjąwszy religię naszą". Jest to zaledwie jedna z opinii cytowanych przez Gilesa Miltona. Pokazuje ona dobitnie, że nie wszyscy Europejczycy owego czasu dostrzegali jedynie czubek swojego nosa, uważając się za tych jedynych, najlepszych. Zdradza ona jednocześnie zainteresowanie kulturą japońską: stojąco bardzo wysoko, jednak niezwykle odmienną.
Swoją opowieść Giles Milton rozpoczyna prawie 60 lat przed przybyciem Adamsa do Japonii. Opisuje pierwsze zetknięcia się Europejczyków z mieszkańcami Kraju Kwitnącej Wiśni. Na wyspy przywędrowali kupcy, marynarze, misjonarze, wśród których prym wiedli jezuici. Byli to Portugalczycy, dzięki relacjom których mieszkańcy Europy po raz pierwszy otrzymali dokładniejsze informacje o Japonii. Niemal monopolizowali oni na długi okres zamorski handel Japonii, gdy na przełomie wieków XVI i XVII pojawili się konkurenci: Anglicy i Holendrzy. Jednym z nich był właśnie William Adams. Giles opisuje jego losy oraz karierę na dworze Tokugawów, ale jednocześnie widać, że autora najbardziej interesuje zetkniecie kultur. Losy Adamsa są dla niego nieledwie drobnym fragmentem opisu kontaktów Europejczyków i Japończyków. Początki poznawania się, wymiana handlowa, wreszcie upadek i izolacja Japonii na skutek tyleż niepomyślnego zbiegu okoliczności, co błędów popełnionych przez obydwie strony.
Zetkniecie tych światów jest dla Gilesa Miltona wspaniałym materiałem porównawczym stylu życia, przede wszystkim jednak sposobów myślenia. Autor bowiem oparł się przede wszystkim na bezpośrednich relacjach, listach, opisach, uwzględniając także materiały japońskie. Pióro jego ukazuje nam nie tyle wydarzenia, ale żywych ludzi kształtujących historię. Bohater zbiorowy dzieła - Europejczycy w Japonii nie są kalką ludzi współczesnych. Pokazuje ich przez pryzmat ich wiedzy, kultury i wychowania. Nie sądzi, choć przytacza opisy, od których normalnemu człowiekowi chce się wymiotować.
Dzieło Miltona to opowieść o epoce i zmarnowanych szansach, ale także o przygodach i ludziach z żelaza, którzy zostawiali na wiele lat swoje ojczyzny, by gdzieś w dalekim świecie szukać bogactwa. Udało się niewielu, ale tym, którzy tego dokonali, nagrodę wypłaciła nie tylko Pani Fortuna, ale także Madame Historia. Nazwisko Williama Adamsa bowiem żyło, pomimo izolacji. Kiedy w epoce Mejii, po ponad dwustu latach, biali ludzie wrócili do Japonii, opowiedziano im historię angielskiego pilota, nazywanego przez nich Anjin-sama. Wspominali dawne dzieje, jak został hatamoto oraz doradcą shoguna Ieyasu Tokugawy, jak otrzymał majątek, jak wreszcie zdobył wyższą pozycje na dworze, niż wielu książąt tego kraju. Goście z Europy ze zdziwieniem przekonywali się, że do świątyni znajdującej się nieopodal majątku Adamsa, urządzano rokrocznie pielgrzymki ku jego czci. Także jedna z tokijskich dzielnic została nazwana na jego cześć Anjincho.
Również my interesujemy się dziejami takich ludzi oraz epoki, która ich wydała. "Samuraj William" opowiada więc historię bardzo ciekawą, przy czym napisana niezwykle lekko. Gilesa Miltona czyta się jak dobrą powieść. Jasne, nie wygrywa ona pod względem piękna z klasyczną książką Clavella, jednak, historycznie, dotacza nam dużo więcej danych. Nasyciwszy się więc urodą oraz barwnością "Shoguna", warto sięgnąć po "Samuraja Williama", żeby zweryfikować i uszczegółowić obraz epoki oraz tworzących ja ludzi.
Jedyne, co jej mogę zarzucić, to sposób wydania, który wydaje się nie zapewniać dobrej trwałości oraz bezpieczeństwa książki, chyba że to akurat w moje ręce dostał się przypadkiem średnio udany egzemplarz. Jednakże tak czy siak to już nie jest wina autora. Jednak mimo tego, albo właśnie dlatego, warto "Samuraja Williama" zakupić na własność, albo, korzystając z zasobów bibliotecznych, pożyczyć jak najszybciej, póki ta świeżo wydana książkanie przeszła jeszcze przez wiele rąk. Samemu zaś wydawnictwu należy pogratulować wyboru świetnej pozycji oraz podziękować za wzbogacanie polskiego rynku ciekawymi tytułami japonistycznymi, gdyż nie jest to jedyna wartościowa książka w tej tematyce wydana przez Noir Sur Blanc. Miłego czytania.
Giles Milton
Wydawnictwo Noir Sur Blanc 2004
Polecane produkty w sklepie:
Autor: Kelly
Data dodania: 2005-10-21, data ostatniej modyfikacji: 2010-10-01





















