Rycerze bushido, aut. Lord Russell of Liverpool
Niemal każdy naród ma lepsze i gorsze dni. Prawie każdym w jakimś czasie rządzą przywódcy szaleni, nie cofający się przed niczym, byle tylko ugruntować lub powiększyć władzę. Póki dokonują oni podłości na swoich własnych rodakach, zasadniczo świat milczy. Nawet obecnie wielu uważa, że to nieważne, że Hussajn mordował swoich rodaków, że Koreańczyk Kim Dzong Ill czyni to samo, że w Sudanie, Kongo, Tanzanii ... lista jest długa. "Byle nasza wieś spokojna", jednym słowem. Spośród największych zbrodniarzy kartki podręczników historii zaściełają jednak ci, którzy czynili to na skalę międzynarodową. Ażeby jednak tak się stało, spełnianych musi być kilka warunków. Pierwszym jest własna potęga militarna oraz słabość względna sąsiadów. Drugim niemal całkowita kontrola nad danym społeczeństwem: ekonomiczna, wojskowa, polityczna oraz informacyjna, czyli, zasadniczo, dyktatorski system rządów. Trzecim wreszcie: początkowe sukcesy takiej zbrodniczej polityki, która daje społeczeństwu poczucie, że przywódcy wiodą je właściwą drogą. Japonia okresu wojny w Azji i na Pacyfiku spełniała te wszystkie warunki, a jej elity prowadziły politykę, która doprowadziła w końcu ten kraj do pierwszej w historii okupacji przez obce wojska.
"Rycerze bushido" to klasyczna pozycja w swoim gatunku, książka niezwykła, a jednocześnie bolesna dla każdego miłośnika Kraju Kwitnącej Wiśni. Tytuł łączący w sobie dwa szlachetne pojęcia wschodu i zachodu "bushido" oraz "rycerskość" brzmi, jak gorzka ironia, biorąc pod uwagę treść. Niniejsze słowa są również cytatem z wypowiedzi japońskich oficerów odpowiadających za mordowanie jeńców. Bandyci w wojskowych mundurach sami siebie nazywali "rycerzami bushido".
Lord Liverpool jest specjalistą od zagadnień zbrodni wojennych. Pierwsza jego praca zatytułowana "Pod biczem swastyki" wyciągała na światło dzienne zbrodnie hitleryzmu, jednak, jak sam napisał, po jej ukazaniu się, zwracało się do niego wiele osób z propozycją, by zajął się także wojną na Pacyfiku i w Azji. Czyniąc zadość prośbom tych ludzi napisał "Rycerzy bushido", pozycje przejmującą. Sam autor wspomniał w przedmowie "... celem książki było ... zwięzłe, lecz wyczerpujące przedstawienie japońskich zbrodni wojennych. A mimo to zapewniam, że na każdy drastyczny fakt, którego opis znalazł się w książce, przypada sto innych, które pominąłem." Wstęp Normana Stone'a zawiera porównania z postępowaniem Niemców, które to analogie same się narzucają. "W przypadku Niemców przynajmniej postępowanie z jeńcami wojennymi było o tyle poprawne, że respektowali oni postanowienia Konwencji Genewskiej (nie odnosiło się to do Związku Sowieckiego). W 1929 roku, kiedy odnowiono konwencję, Japonia jej nie ratyfikowała." Dlaczego tak się stało? Prawdopodobnie z dwóch przyczyn: po pierwsze dlatego, że generalicja japońska nie chciała narzucać sobie jakichkolwiek ograniczeń, ponadto zgodnie z ich założeniem, instytucja jeńca nie powinna istnieć. Człowiek armii walczy do zwycięstwa lub umiera. Trzeciego wyjścia nie było. Skoro więc Japończycy nie spodziewali się, że ich żołnierze będą kiedykolwiek jeńcami, dlaczego mieli się w jaki sposób ograniczać? Osobnik ponadto, który się poddał, był zhańbiony, wobec tego, jakby nie spojrzeć, jakiekolwiek względy mu się nie należały.
Dla historyka zajmującego się najnowszą historia Dalekiego Wschodu jest to pozycja obowiązkowa. Zawiera potężny materiał faktograficzny, skondensowany oraz logicznie ułożony. Największe chyba wrażenie na mnie zrobiły autentyczne relacje ludzi, którzy przez wiele lat nie mogli się otrząsnąć z wojennych przeżyć oraz fragmenty pism zwykłych żołnierzy japońskich. Pisali oni na początku wojny chińskiej (później wprowadzono cenzurę) do swoich rodzin, opowiadając szczegółowo o gwałtach, zabójstwach. Wręcz nie chce się wierzyć, po prostu nie chce, że tego nie pisali ludzie chorzy psychicznie, tylko zwykli młodzi chłopcy, normalnie wychowani, których dopiero wojsko nauczyło zbrodni. Długotrwały brak cenzury na takie opisy jest tutaj niezwykle charakterystyczny. Zwyczajnie, nie potępiano ich, nie osądzano. Znaczna część japońskich elit, szczególnie wojskowych, wręcz zachęcała żołnierzy do wyzwalania najgorszych instynktów.
Wobec tych faktów nie można przejść obojętnie. Zgromadzone przez autora materiały biją po oczach, stawiają przed naszą wyobraźnią momenty, które najchętniej wymazalibyśmy z historii ludzkości. Pokazują też ludzi, umundurowanych morderców, którzy szermowali zasadami bushido, natomiast po wojnie wypierali się wszelkiej wiedzy i jakiegokolwiek udziału. Jeżeli jakikolwiek fakt pokazuje dobitnie brak jakichkolwiek zasad większości (bowiem zdarzały się także chlubne wyjątki) japońskich wojskowych, zwłaszcza tych mających wysokie stopnie, to jest to właśnie ich usilne zaprzeczanie wszystkiemu. Wiemy o tym, ponieważ autor, oprócz samego śledzenia nieludzkiego postępowania armii, zajmuje się także osądzaniem zbrodni. Kiedy wojna się skończyła, rozpoczęły się procesy tych, którzy ją rozpętali oraz dopuścili się przestępstw. Lord Liverpool szczegółowo analizuje najważniejszy z nich, tokijski, wspomina jednak także wiele innych, opisując zachowanie dawnych generałów, ministrów, premierów.
"Rycerze bushido" należą do tych książek, które stawiając nam przed oczyma fakty, sprawiają, że człowiek zaczyna inaczej spoglądać na świat. Potencjalnym czytelnikom raczej trudno życzyć przyjemnej lektury, chociaż samo opracowanie zostało napisane bardzo logicznie i przejrzyście, jednakże może ona być bardzo pouczająca. Chwili zastanowienia więc, także refleksji, zadumy, namysłu po przeczytaniu, życzę każdemu chcącemu sięgnąć po "Rycerzy bushido" Lorda Liverpool.
Lord Russell of Liverpool
Wydawnictwo Sensacje XX wieku 2002
Polecane produkty w sklepie:
Autor: Kelly
Data dodania: 2005-10-21, data ostatniej modyfikacji: 2010-10-01



















