Na południe od granicy, na zachód od słońca, aut. Haruki Murakami

Murakami Haruki (zgodnie z japońskim zwyczajem, najpierw nazwisko) urodził się w 1949 roku, dwa lata szybciej niż Hajime, bohater omawianej powieści. Praktycznie więc są równolatkami i świat widziany przez Hajime jest rzeczywistością postrzeganą przez twórcę książki. Paralele mogą być tym większe, że obydwaj mężczyźni, ten z książki i ten z realnej Japonii, prowadzili jazzowe bary. Dlatego więc m. in., uważam, niniejsza powieść, napisana w pierwszej osobie, wydaje się tak osobista. Autor pisze, jak mi się wydaje, o sobie oraz swoim widzeniu ludzi i wydarzeń, o swoich przemyśleniach na temat człowieka i roli miłości w życiu. Ostatnia z wymienionych spraw jest najważniejsza i ona stanowi oś omawianej powieści.

Zacznijmy jednak od początku. Wojna już przeszła i w początkach lat 60-tych niewielu chciało do niej wracać. Ludzie żyli swoimi sprawami, a wśród nich Hajime i Shimamoto. Obydwoje byli uczniami szkoły podstawowej i jedynakami, co stawiało ich poza barierą normalnego społeczeństwa, zdominowanego przez rodziny wielodzietne. Ponadto Shimamoto kiedyś zachorowała na polio i od tego czasu miała sparaliżowaną nogę. Może to sprawiało, że nie była rozrywana przez chłopaków, ale Hajimemu spodobała się. Chodzili ze sobą, trzymali się za ręce, słuchali płyt. Można powiedzieć, ze byli w sobie na młodzieńczy sposób zakochani. Upływał czas. Przeprowadzka rozłączyła młodych. Sporadyczne kontakty, które utrzymywali przez jakiś czas po zmianie miejsc zamieszkania ostatecznie urwały się.

Hajime chodził do wyższych szkół, potem studiował, zakochiwał się, uprawiał seks, pracował. Powoli układał sobie życie, w którym jednak ciągle czegoś mu brakowało. Kiedyś na ulicy zobaczył z daleka dorosłą kobietę lekko utykającą na nogę i pogonił za nią jak szalony, nie mogąc się oprzeć wspomnieniu dawnej miłości, która pozostawiła po sobie pustkę. Wreszcie poślubił córkę biznesmena z branży budowlanej. Z miłości na pewno, lecz bez szaleństwa, namiętności. Obydwoje dawali sobie ciepło i ową czułość, bez której ciężko wyobrazić sobie jakikolwiek związek. Pojawiły się córki, a Hajime stał się, przy pomocy teścia, inwestorem w branży rozrywkowej prowadząc dwa popularne lokale i grając na giełdzie. Wtedy właśnie w jego uporządkowane życie wtargnęła Shimamoto i odtąd zaczyna się to, co w tej lekturze jest najważniejsze: stawianie pytań o sens i rolę miłości. Miłość namiętna, miłość łagodna, miłość niszcząca niczym ogień. Skrywająca tajemnice Shimamoto to posłaniec niosący iskrę wyzwolenia od wewnętrznego zakłamania, czy standardowa femme fatale, prowadząca ślepego z miłości mężczyznę do tragedii? Pytania i odpowiedzi nie typowo japońskie, związane z problematyką i cywilizacją Kraju Kwitnącej Wiśni, lecz ogólnoludzkie. Zresztą, w ogóle cała historia jest tak opowiedziana, że równie dobrze mogłaby się dziać w Paryżu, czy Nowym Jorku. Pozbawia to wprawdzie niniejszą powieść owej magii japońskości, która pociąga tak wielu, ale jednocześnie nadaje jej duży uniwersalizm i sprawia, że sięgnąć po nią mogą szerokie rzesze Czytelników nie obawiając się niezrozumienia jakichś pojęć. Jedyną postacią typowo japońską jest teść głównego bohatera. To jeden z tych prostych, lecz rzutkich osobników bez wykształcenia, którzy własną pracą zbudowali firmę wywalczając pozycję wśród ostrej konkurencji, korzystając z olbrzymiego boomu gospodarczego lat 60-tych i 70-tych. Jednym z jego elementów było olbrzymie zapotrzebowanie na nowe przestrzenie mieszkalne i biurowe gwałtownie rozwijającego się i bogacącego społeczeństwa. Oczywiście usadowienie się na rynku budowlanym to jedno, a utrzymanie się na mim, zwłaszcza bez delikatnego poparcia sfer politycznych, to drugie. Stąd wziął się splot interesów rozmaitych grup wpływów, wymuszanie łapówek i odwdzięczanie się poufnymi informacjami. Teść głównego bohatera, człowiek ogólnie przyzwoity, żyje w tym świecie nieformalnych powiązań i, chociaż Hajime nie jest pozytywnie nastawiony do tego typu działań, określa je jako standard, co rzeczywiście było prawdą w Japonii tego okresu (być może zresztą, przynajmniej w jakiejś mierze, także teraz). Albo kolejny kwiatek japońskości: teść opowiada Hajimemu, jak bardzo kocha swoją córkę i wiemy, że mówi to szczerze, a jednocześnie wyjaśnia głównemu bohaterowi, jako mężczyźnie mającemu określone potrzeby, jak może ją, ewentualnie, zdradzać.

Jednakże owe elementy, pozwalające rozpoznać Japonię jako tło akcji, stanowią elementy poboczne, ot, takie nagłe odejście z kursu właściwego nurtu akcji, po którym wszystko wraca znów na tory pytań o rolę uczucia w życiu. Przy czym samo zagadnienie miłości Haruki Murakami traktuje jako coś znacznie szerszego, niż tylko osobiste odczucie Hajimego. Z miłością bowiem łączy się szczerość, zdolność do poświęceń, uczciwość, wreszcie dbałość o innych, poszukiwanie szczęścia, umiejętność przebaczania. Te problemy i odpowiedzi na nie można znaleźć w "Na południe od granicy, na zachód od słońca", powieści mądrej, świetnie napisanej i przetłumaczonej, chociaż na pozór dość spokojnej, zawierającej w sobie duży ładunek uczucia. Według mnie, sięgnąć po nią naprawdę warto.

Haruki Murakami
Wydawnictwo Muza 2003

Polecane produkty w sklepie:

  1. Na południe od granicy, na zachód od słońca
  2. Haruki Murakami i muzyka słów
  3. Kronika ptaka nakręcacza

Autor: Kelly

Data dodania: 2005-10-21, data ostatniej modyfikacji: 2010-10-01

Dodaj do:

prawa autorskie »

« wstecz

Wyszukiwarka
Nawigacja
Polecane strony

o stroniemapa stronyprawa autorskie

Copyright 2001-2011 by Konnichiwa.pl

^ do góry