Matsumoto
Tutejszy zamek należy do nielicznych zachowanych oryginalnie tego typu budowli. O ile pamiętam tylko 17 twierdz zachowało się w całości do naszych czasów. Największa ich liczba została zniszczona w czasie II wojny światowej, resztę zrujnował czas i brak konserwacji.

Zamek od strony wejścia do parku
Już kiedyś o tym chyba wspominałem, że dopiero od niedawna Japończycy dbają o nie, tzn. od kiedy stwierdzili, że mogą być atrakcją turystyczną i do tego przynosić profity.

Główna bryła fortecy od strony dziedzińca
Zamek w Matsumoto otoczony jest z trzech stron wodą. Kamienna podstawa wyrasta prosto z fosy, obecnie nie ma murów obronnych. Cały teren dawnego podzamcza został zamieniony na park, w którym znajduje się muzeum regionalne. Tylko z jednej strony przy samej fosie przechodzi szeroka ulica, za którą znajdują się zabudowania miasta. Od czwartej strony dostęp do twierdzy jest swobodny, a miejsce po murach obronnych i bramie znaczą parkowe aleje.
Bryła fortecy jest klasyczna w formie.

Widok na twierdze przez fosę

Wiecha po japońsku
Główne wejście prowadzi obok wieży strażniczej. Zwiedzać wnętrze można tylko na bosaka. Pozbycia się butów pilnuje starszy człowiek w mundurze paramilitarnym z bardzo srogą miną i pokrzykujący srogim głosem na gości. Ciekawostka prawda?

Nieuchronny eksponat każdego zamku

Wąskie schody
Dla mnie osobiście jest to jedyny zamek, który nie został zamieniony w para-muzeum regionalne, ale jego pomieszczenia dalszym ciągu zapełniają sprzęty, które tam powinny się znajdować i zachowują swój prawdziwy charakter. Dolne piętra pełne są otworów strzelniczych i dziur w podłodze służących do oblewania atakujących różnorodnymi gorącymi lub śmierdzącymi cieczami.
Ciekawostkę stanowią furty do strzelania, z trzema paskami metalu w środku, chyba do częściowej osłony strzelców. Na wyższe piętra prowadzą wąskie schody z piętra na piętro coraz bardziej strome. Nie ma możliwości, aby na nich minęły się dwie osoby, więc ruch przy zwiedzaniu jest jednostronny. Wchodzimy z jednej strony budowli, a schodzimy drugą.

Droga na szczyt

Najniższy rząd strzelnic z otworami do wylewania czegokolwiek na napastników
Niezwykle interesująca jest sala, w której był ostatni punkt oporu. Wejście do niej znajduje się około pół metra niżej niż podłoga, co stawia atakujących w bardzo niekorzystnej sytuacji. Nie dość tego, całe pomieszczenie wypełniają asymetrycznie ustawione drewniane słupy. Uniemożliwiały one skuteczne zadawanie cięć mieczem i dawały schronienie obrońcom. Powyżej mieszkał tylko władca zamku z rodziną, a na samej górze dowódca obrony czuwający nad całością działań. Tylko w tej twierdzy można bardzo wąskim i stromym wejściem dotrzeć pod sam dach, gdzie na ostatniej belce wisi odpowiednik naszej wiechy. Widok z góry na park i okolicę jest wspaniały. Miasto otoczone wzgórzami jest położone bardzo malowniczo.

sala walki z asymetrycznie ustawionymi słupami i podwyższoną podłogą
Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o muzeum. Między nami nazywaliśmy je "muzeum penisa". Takiej ilości fallusów wykonanych z drewna, kamienia i ceramiki jeszcze nie widziałem. Nie tylko różniły się materiałem, z jakiego je wykonano, ale i wielkością. Największe miały po półtora metra. Niestety napisy były tylko w języku japońskim i nie wiem, czemu służyły. Zresztą to już drugi raz spotkałem się z czymś takim, np. w Kioto można było kupić posążki z olbrzymimi genitaliami. Słyszałem, że w tradycyjnych japońskich rodzinach są kupowane i ustawiane przed domami przez tych, którzy starają się o dziecko.
Sam widziałem jak młode Japonki w towarzystwie mężów ... chyba, pieszczotliwie gładziły posążki przed sklepami. Coś w tym musi być. Prawda?
Autor: Jacek Kicman
Data dodania: 2006-10-07, data ostatniej modyfikacji: 2010-02-28





















