Japonia: Pierwsze spotkanie

Praktycznie rzecz biorąc, lecąc z Warszawy do Tokio jest się 24 godziny w podróży. To dosyć długa droga i należy się do niej przygotować. O wikt nie musimy się martwić, bo zawsze nas jakoś nakarmią w samolocie, ale niezwykle ważne jest posiadanie kropelek nawilżających da nosa, ponieważ tak długie przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach źle wpływa na naszą śluzówkę. Panie używają jakichś tajemnych mikstur łagodzących podrażnienia i wysuszanie skóry. Pierwsza część lotu minie nam na pewno na oglądaniu filmów, natomiast jak miniemy Ural wstanie dzień (loty tak są ułożone, że wylatujemy na nocy) i zaczną się cudowne widoki. Przy pięknej pogodzie krajobrazy widziane z 11-12 tyś. metrów zapierają dech w piersiach. Lecąc z Amsterdamu czy Londynu zahaczamy, niestety w ciemnościach, o Ocean Lodowaty, natomiast później lecimy nad Syberią. Dotychczas jechałem do Japonii w listopadzie, więc olbrzymie syberyjskie rzeki były już skute lodem, a góry pokryte grubą warstwą śniegu.

jk9.jpg jk10.jpg jk1.jpg jk8.jpg
Samolotem do Japonii - Syberia z 12 tys. metrów

jk2.jpg
Welcome to Narita

Kiedy Już wylądujemy szczęśliwie na lotnisku Narita, zaszokuje nas jego wielkość i ilość ludzi. Do centrum Tokio czeka nas jeszcze długa podróż, od godziny do dwóch, zależy to od środka transportu. Kiedy już dotrzemy do miasta to dopiero zadziwi nas tłum ludzi. Warszawa w godzinach szczytu to tutaj środek nocy. Najpewniejszym i jednocześnie najszybszym środkiem lokomocji jest metro i kolejki miejskie. Każdy pojazd czterokołowy to zdrada, więcej stoimy niż jedziemy. W czasie największego ruchu w kolejkach są specjalni upychacze, którzy dokładnie ugniatają pasażerów w wagonach. Możemy się jednak nie martwić, jak już wsiądziemy, to wokół nas będzie miejsce, Japończycy nie chcą mieć widocznie z gajdzinami (czyt. obcymi) żadnego kontaktu. Mitem jest powszechna znajomość języka angielskiego. Naprawdę ciężko się o coś zapytać na ulicy. Przechodnie opuszczają głowę i omijają nas w bezpiecznej odległości, żeby przypadkiem o nic się do nich nie zwrócić. Radzę nie schodzić z głównych ulic, których nazwy są w alfabecie japońskim i łacińskim. Na mniejszych ulicach napisy są tylko w krzaczkach i plan miasta można przewracać na wszystkie strony, zawsze jakiś ogonek lub kropka nie będzie na swoim miejscu.

jk3.jpg
Tokio, dzielnica Shinjuku nocą, widziana z 53 piętra Tokyo Tower

jk7.jpg
Tokio, dzielnica Shibuya

Z wyżywieniem nie ma problemu. W Japonii jest dużo sieci sklepów 24-godiinnych np. 7eiewen, Lawson, w których zawsze dostaniemy coś zjadliwego z produktów gotowych, jest też duży wybór dań gotowych, które; jak się uśmiechniemy i pokażemy na mikrofalę, to zaraz nam podgrzeją. Normalnego pieczywa, oprócz tostowego, tam nie znajdziemy. W miarą zjadliwą bułkę lub chleb kupimy w specjalnych butikach i nie jest to tanie, ale po dłuższym pobycie nie będziemy już patrzeć na cenę. Oprócz sklepów jest dużo małych restauracyjek, w których za niewielkie pieniądze możemy cos zjeść. Acha! Kupując pieczywo musimy uważać szczególnie na jakieś wynalazki. Mój kolega kupił pączki pięknie polukrowane: jeden z nadzieniem ... z wędzonej, słonej ryby zawiniętej w glony, a drugi ... ze szpinakiem w środku.

jk4.jpg jk5.jpg jk6.jpg
Olbrzymie tłumy ludzi przepływające przez ulice Tokio na swój własny użytek nazywaliśmy Bitwą pod Grunwaldem

Przemilczę, co mówił jak ugryzł kawałek i połączył smaki. Ja leżałem ze śmiechu na podłodze, choć, szczerze mówiąc, nie wiedziałem na początku, o co mu właściwie chodzi i sam zastanawiałem się, czy nie wyskoczyć z hotelu do sklepiku. Jak widać poczucie smaku też mamy różne od naszych skośnookich braci. ale jeśli ktoś lubi owoce morza i zupkę sojową to w Japonii z głodu nie umrze. Oczywiście przesadzam, są restauracje z europejskim i amerykańskim jedzeniem, nie są tanie, ale nożna wytrzymać, w Warszawie bywa drożej i to nie tylko w topowych restauracjach. W Japonii należy unikat tylko ulicznych garkuchni, bo tego nasze żołądki mogą nie wytrzymać.

Tyle zawarłem tytułem wprowadzenia. Cały kraj jest piękny, niemiłosiernie zatłoczony lub prawie bezludny. Nieliczne ocalałe zabytki sąsiadują z supernowoczesnym kompleksami. Większość obiektów udostępnionychych do zwiedzania to są rzeczy nowoodbudowane. Dopiero jak Japończycy zauważyli, że na turystach można zarobić, to zaczęli dbać o zabytki, bo dotychczas je wyburzali j stawiali nowe budynki. Prawdziwych reliktów historii Jest mało i tym więc bardziej są warte zwiedzania

Autor: Jacek Kicman

Data dodania: 2006-07-13, data ostatniej modyfikacji: 2010-09-10

Dodaj do:

prawa autorskie »

« wstecz

o stroniemapa stronyprawa autorskie

Copyright 2001-2011 by Konnichiwa.pl

^ do góry