Japonia: hotel w tradycyjnym stylu

Kiedy byłem cztery lata temu w Japonii, organizatorzy wyjazdu zafundowali nam pobyt przez jedną noc w tradycyjnym wschodnim hotelu. Tego typu lokale są w wielu miejscach kraju Kwitnącej Wiśni, nawet większość dużych obiektów w centrach miast ma możliwość szybkiej przebudowy pokoju ze stylu zachodniego na japoński zgodnie z życzeniem klienta. Nasz klient nasz pan. Ta dewiza jest tutaj realizowana prawie w 100%.

jk53.jpg

Sypialnia

Nazwy miejscowości już nie pamiętam. Było to niedaleko Nigaty. Wieźli nas autokarami, a obok był olbrzymi sklep z wyborem miejscowych trunków, gdzie widziałem największe butelki sake. Hotel położony był nad rzeką, za którą rozciągały się pasma wzgórz. Wejście do recepcji nie było zbyt okazałe, ale za to od frontu były śliczne japońskie ogródki.
Mieszkaliśmy po 5-6 w pokoju. Mały szok już od wejścia. Jedyne meble to niski stolik, telewizor i grzejniki. Podłoga wyłożona matami, ściany z papieru ryżowego i niewielki taras, osłonięty przesuwanymi szybami. Chcąc sobie pograć w brydża musieliśmy siadać na podłodze, albo walizkach. Mała łazienka i toaleta były położone na wysokości korytarza, natomiast do pokoju prowadziły drewniane schodki ok. metr do góry.

jk49.jpg jk50.jpg jk51.jpg jk52.jpg

Japoński bankiet

To jednak nie był koniec atrakcji. Okazało się, że na dwóch ostatnich piętrach jest prawdziwa japońska łaźnia. Prosto z ziemi doprowadzano wodę termalną o temperaturze ok. 70st. do basenów. Najniżej był pokój kąpielowy z szatnią, do którego należało przyjść przebranym w jukaty. Powyżej znajdowały się dwa baseny, jeden z wodą z dodatkiem wapnia, a drugi z ziołami. Na to piętro wchodziło się już tylko w ręcznikach i na boso. Po spędzeniu pewnego czasu, raz w jednym, raz w drugim basenie, wychodziło się na dach, gdzie był trzeci największy basen na świeżym powietrzu. Kiedy ja tam byłem, to był koniec listopada. Temperatura około zera stopni., ale nam to nie przeszkadzało. Można było polewać się drewnianymi ceberkami, głowę przykryć mokrym, gorącym ręczniczkiem, a i tak człowiek długo nie wytrzymał znużony w wodzie. Podziwialiśmy Japończyków, którzy siedzieli przy samym wylocie wody gdzie temperatura była najwyższa. Ja sam nie wiem kiedy w czasie tej kąpieli, moje kamyczki z nerek przefrunęły bezboleśnie do pęcherza, tylko potem resztę drogi pokonywały około tygodnia (oj bolało). Nad basenem unosiła się ogromna chmura pary. Niestety, koedukacji nie było, od pań dzieliła nas ścianka.

jk54.jpg jk55.jpg

Widok za oknem

Wizytowałem łaźnię trzykrotnie. Ostatni raz niedługo po wschodzie słońca, czyli około godziny 7 . Rano doszły jeszcze przepiękne widoki na oświecone pierwszymi promieniami wzgórza i lśniące od topiącego się szronu dachy domów. Po naszych pierwszych ablucjach okazało się że czaka nas bankiet w orientalnym stylu. Przyjęcie oczywiście na podłodze z nogami wsuniętymi pod stół, bo nikt nie wysiedział na piętach w przeciwieństwie do tubylców. Przed każdym stało piwo, sake i mnóstwo talerzyków, kociołków z tajemniczymi potrawami, oraz zestaw pałeczek i ceramicznych łyżeczek.

jk48.jpg

Brydż podłogowy

Niektóre potrawy były ekstra, inne stanowiły dla nas tajemnicę. Na zasadzie prób i błędów łączyliśmy je ze sobą podpatrując gospodarzy. Czas takich imprez jest ściśle określony. Po dwóch godzinach wznieśliśmy toast Kansai i wróciliśmy do swoich pokoi. Tu czekała nas kolejna niespodzianka. W czasie gdy ucztowaliśmy, obsługa hotelowa rozesłała nam materace na podłodze i posłała miejsca do spania. Dostaliśmy kołdry z rękawami, które nie dopuszczają do zbytniej utraty ciepła w czasie snu. Pokoje nie należały do najcieplejszych, mimo działających ogrzewaczy, tak że każdy szybko zawinął się w kołderkę spłynął w objęcia Morfeusza. Rano, śniadanie też typowo japońskie. Mała zdrada z jajkiem, które było surowe i które należało wymieszać z ryżem. Mnie to by nie przeszło przez gardło, choć należę do odpornych, więc spokojnie je wypiłem, zakąsiłem ryżem i zupką na ścierce, czyli sojową, popiłem zieloną herbatką i byłem gotów odwiedzić sklepik z trunkami o którym wcześniej wspomniałem. Szczerze mówiąc bardzo bym chciał jeszcze kiedyś trafić do takiego hoteliku. Dla mnie to była naprawdę BOMBA.

Autor: Jacek Kicman

Data dodania: 2006-08-03, data ostatniej modyfikacji: 2010-02-25

Dodaj do:

prawa autorskie »

« wstecz

o stroniemapa stronyprawa autorskie

Copyright 2001-2011 by Konnichiwa.pl

^ do góry