Byłem Kamikaze, aut. Ryuji Nagatsuka
Niezwykle ciężko jest pojąć zjawisko Kamikaze. Cóż, bowiem mówić o Europejczykach i Amerykanach, skoro nawet Japończycy nie mają jednoznacznej oceny działań specjalnych jednostek lotniczych. Bowiem, wbrew pozorom, nawet w naturze mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni długotrwała akcja, zaplanowana, samobójczych ataków była czymś niezwyczajnym. Kwestie honoru, przypływ desperacji, żałość powodowały skierowanie broni przeciwko sobie częściej niżeli w krajach Zachodu, jednak Kamikaze było właściwie czymś innym, było rozkazem, wydanym przez dowódcę oznaczającym dla żołnierza śmierć. Cywilizacja człowieka Zachodu, bowiem, wykształciła ludzi nie mniej odważnych niż mieszkańcy Orientu, jednakże Amerykanin, Anglik, Polak, czy Niemiec mógł podjąć się misji niemal niemożliwej, ale właśnie słówko "niemal" decydowało o tej zasadniczej różnicy. Pierre Clostermann, legenda francuskiego lotnictwa II wojny światowej, pisze we wstępie do "Byłem Kamikaze":
"Nasze sumienie człowieka cywilizowanego uznaje ofiarę totalna w swej najszlachetniejszej formie - w czasie błyskawicznej akcji, której zakończenie jest niewiadome, w przystępie cierpienia lub rozpaczy: dał tego przykład Max Guedj w Norwegii, ciężko ranny porucznik Kenan, roztrzaskujący swój myśliwiec na torpedzie, która miała zatopić lotniskowiec ...
Możemy zrozumieć straceńcze misje, na które piloci wyruszali, mając niemal pewność, że nie wrócą ..., jednakże w czasie tych akcji istniały szanse powodzenia, a wyjątkowa zręczność mogła obalić nawet ścisły rachunek prawdopodobieństwa. Jestem pewien, ze w takich chwilach w sercach pilotów ochotników tlił się - wątły może, ale jednak żywy - płomyk nadziei."
Tymczasem Kamikaze było czymś innym, niż heroiczny zryw zdecydowany przez samego wykonawcę - było bezduszną machiną gwarantującą śmierć pilotowi. Nie zostawiono mu wyboru. Autorzy książki "Boski Wiatr" Rikihei Inoguchi, Tadashi Nakajima, którzy mieli udział w tworzeniu formacji Kamikaze, wiele mówili o dobrowolności decyzji pilotów, chociaż enigmatycznie przyznali, że istniały także rozmaite metody wywierania presji: od sposobów nieformalnych, skończywszy na, po prostu, rozkazach zostania Kamikaze. Bardzo ciekawie jest ujęta ta sprawa u Nagatsuki. Z jednej strony niby pozostawiono mu wolność wyboru, z drugiej, istniał nacisk sprawiający, że w zasadzie nie można odmówić. Autor dużo mówi o swojej dobrowolnej decyzji, o tym, ze dowodzący ich jednostką poszukiwał ochotników, o tym, że nie słyszał o przymusie, że pragnienia pilotów były zgodne z rozkazami, ale niekiedy wyrywają mu się zdania takie, jak chociażby poniższe:
"Jednakże w głębi serca pozostawał jakiś cień niezdecydowania. Czy major nie powiedział, że mamy wolny wybór? Rozkazu nie wydano w trybie bezapelacyjnym. Ale czy w wojsku podkomendny mógł odpowiedzieć wyższemu rangą inaczej niż: "Tak jest, panie majorze", "Zrozumiałem, panie kapitanie". Być posłusznym rozkazom i wykonywać je bez narzekania - to był podstawowy obowiązek żołnierza wobec samego siebie i armii."
Nacisk na pilotów był obecny zresztą podczas całego funkcjonowania formacji specjalnych. Doskonale obrazuje to scena powrotu kilku Kamikaze, którzy ze względu na złe warunki atmosferyczne nie odnaleźli swojego celu. Bicie, szykany, obrażanie. Przecież Kamikaze odlatując na samobójczą misję nie ma prawa powrotu. Powinien zginąć, i tyle. Dla dowódców, przynajmniej niektórych, mniej się liczyło, że mogła to być śmierć bezsensowna, nie powodująca jakichkolwiek strat nieprzyjaciela, niż złamanie niepisanego kodeksu. Właśnie w tym świecie, irracjonalnym, szalonym, podłym, funkcjonuje autor, człowiek najzwyczajniej normalny, student romanistyki zakochany w literaturze francuskiej. Ani nacjonalista, ani miłośnik bushido. Po prostu osobnik, którego umysł rozrywają dwa sprzeczne uczucia: jedno - afirmujące życie, sprzeciwiające się sensowi wojny i temu, co ona ze sobą niesie, drugie - wyrażające niepokój o ojczyznę, bliskich oraz chęć niesienia im pomocy, nawet poświęcając siebie. Szczególnie polecam tutaj rozdziały opowiadające o własnych przeżyciach autora podczas lotu, kiedy to miał popełnić samobójstwo atakując aliancki okręt. Wedle mnie, w ogóle przemyślenia, wewnętrzne walki stanowią jedną z najistotniejszych zalet książki. Ukazują one człowieka szamoczącego się w pajęczynie wojny, stworzonej przez innych. Nagatsuka wcale z nimi nie sympatyzuje, a jedna z osób występujących w tekście, przyjaciel autora Soga, wręcz otwarcie reprezentuje nurt antymilitarystyczny. Jednakże, mimo niechęci, bierze udział w walkach i niechętnie odnosi się do Amerykanów, którzy walczą z jego ojczyzną. Pomija przy tym fakt, ze to Japonia uderzyła na Stany Zjednoczone, że to Japonia wcześniej zaatakowała Chiny prowadząc tam wojnę okrutną, nastawioną na ludobójstwo. Wyjaśnia to zresztą sam autor mówiąc, że społeczeństwo nie wiedziało nic o walkach oraz sposobach ich prowadzenia. Dla niego, studenta, wojna była przez długi czas czymś odległym, elementem rzeczywistości, który znał jedynie z komunikatów oficjalnych ogłaszających zwycięstwo za zwycięstwem oraz informującymi o "bandytyzmie" amerykańskich wojsk. Skuteczność tej propagandy widać znakomicie w niniejszej pozycji. My dzielni, wspaniali, rycerscy oraz wróg, który tak naprawdę wymusił na nas wojnę oraz prowadzi walki w sposób niehonorowy, haniebny, niecywilizowany ... (tu wpisać dowolne słowo o niepozytywnej tonacji). Ogłoszenia takie, nadawane non stop, powoli przebijały się nawet przez obronne skorupy inteligencji ludzi wykształconych, nie posiadających jednak możliwości weryfikacji uzyskanych oficjalnych informacji. Podlegli takiemu praniu mózgu albo sami stawali się fanatykami, albo starali się, póki mogli, odrzucić od siebie myśli o wojnie, tak, jak to uczynił autor i bohater "Byłem Kamikaze". Bardziej, niż same starcia, wojenny czas wiązał się dla niego z brakami żywności, utrudnieniami w podróżowaniu, nadzorem tajnych policji, a szczególnie osławionego Kampetai. Przebywał z przyjaciółmi, bawił się, uczył, aż nagle został wyrwany, wtłoczony w struktury wojskowe, poddany szkoleniu, którego wiele elementów prezentuje jako totalnie idiotyczne, wreszcie sam zgłosił się do formacji Kamikaze. "Byłem Kamikaze" to naprawdę powieść wyjątkowa, albo prawidłowej: pisana z wyjątkowej pozycji. Jednak przemyślenia autora oraz jego przyjaciół i znajomych, zaprezentowane w tekście, nie stanowią jedynego waloru książki. Zainteresowani tematyką II wojny światowej znajdą opis bardzo wielu szczegółów związanych z procesem szkolenia pilotów, taktyką, wreszcie funkcjonowaniem jednostek Kamikaze. Jednym zdaniem: pozycja warta polecenia. Trochę smutna, trochę optymistyczna, trochę ukazująca ludzką naiwność oraz rozważająca postawę wobec wyboru nie przeciwieństwa: dobro - zło, ale jedno zło - drugie zło. Pokazująca wiele faktów, jednocześnie naprawdę ciekawie napisana oraz dobrze przetłumaczona.
Ryuji Nagatsuka
Wydawnictwo MON 1979
Polecane produkty w sklepie:
Autor: Kelly
Data dodania: 2005-10-21, data ostatniej modyfikacji: 2010-02-27




















