Blood: The Last Vampire
W 2000 roku dzięki współpracy studia Production I.G. i znanego wszystkim pana Mamoru Oshii (m.in. "Ghost in the Shell") powstał 48-minutowy film pod wdzięcznym tytułem "Blood: The Last Vampire". Swoją kontynuację znalazł w mandze "Blood: The last Vampire 2000" i popularnym seriali "Blood+". W mandze można znaleźć odwołania do historii głównej bohaterki, natomiast serial nie opiera się na filmie tak dokładnie. Ja omówię teraz tylko film.
FABUŁA
Lata 60. XIX wieku. Ameryka toczy wojnę w Wietnamie, a w Japonii nierzadkie są amerykańskie bazy wojskowe, w których nie tylko stacjonują żołnierze, ale też amerykańska młodzież uczęszcza do szkoły etc. Takie "miasto w mieście". Właśnie w tej szkole pewnego dnia pojawia się nowa uczennica, która ma chodzić na zajęcia przez kilka dni. Warto też nadmienić, że znacznie się różni od swoich "rówieśników". Ubrana w charakterystyczny japoński mundurek jest rodowitą mieszkanką Kraju Kwitnącej Wiśni i nie rozstaje się z dziwnym pudłem, w którym - jak się później okaże - nosi katanę (japoński, zakrzywiony miecz). Kto to jest? Na imię ma Saya i pracuje dla amerykańskiego rządu, zabijając ukrywające się pod ludzką postacią potwory. Przez swoich współpracowników określana jest jako "ostatni oryginał" i, no cóż, jest wampirem. Ostatnim. "A co ona, bardzo przepraszam, robi w amerykańskiej szkole?", chciałoby się zapytać. Pytanie jest dobre, bowiem idąc tropem dziwnych samobójstw dotarła właśnie tutaj, gdzie w czasie halloweenowej imprezy odbędzie się jatka.
OPINIA OGÓŁU A MOJE WRAŻENIA
Jak zwykle po obejrzeniu czegoś, co zrobiło na mnie duże wrażenie, ruszyłam w podróż po Internecie w poszukiwaniu informacji i recenzji innych widzów. Z pewnym smutkiem jednak odkryłam, że najczęstsze komentarze są mniej więcej takie: "muzyka super, grafika extra, ale fabuła do kitu. Oshii się nie popisał". Z reguły nie jestem fanką horrorów, dlatego do opisów typu "masakra" i "krew się leje strumieniami" podeszłam z niemałym przerażeniem. W końcu jednak - ośmielona porównaniem z moim ukochanym "Hellsingiem" - zdecydowałem się obejrzeć.
Po pierwsze aż tak krwawe to-to nie jest. Owszem, ponura Saya wycina potwory bez zmrużenia okiem, a fanom ckliwych romansideł bym tego nie polecała, ale nie przesadzajmy. Co do oprawy graficznej… tutaj moje zdanie pokrywa się ze zdaniem ogółu. Połączenie animacji 2D z 3D robi duże i, co ważniejsze, dobre wrażenie. Chociaż nie jestem fanką tego drugiego, ale tutaj występuje raczej po to, żeby podkreślić tajemniczość atmosfery i ten pierwszy rodzaj grafiki, niż żeby przytłaczać swoją obecnością. Muzyka z kolei jest doskonała: subtelna, ale groźna, idealnie podkreślająca odczucia bohaterów. Ósmy cud świata po prostu. Wszystko to plus niezaprzeczalny talent, intrygująca główna bohaterka i pozostawienie niektórych wątków niewyjaśnionych, nadają filmowi mroczną atmosferę. Ponieważ film trwa krócej niż godzinę, nie ma niepotrzebnych dłużyzn, ale z drugiej strony znalazł się czas na odpowiednie zwolnienia akcji.
Co dodaje jeszcze filmowi oryginalności, to postać pielęgniarki - kobiety, która została wplątana w walkę między Sayą a demonami przez przypadek, a której nigdy nie dane było dowiedzieć się nic więcej o nietypowej Japonce. Zestawienie jej osoby z pochmurną Sayą niewątpliwie jest dużym plusem. Bo pielęgniarka jest zwykłą kobietą, a Saya kimś w rodzaju bohatera. Pielęgniarka jest pulchna, niezbyt ładna, nie jest odważna, jest człowiekiem. Saya nie. Ich przypadkowe spotkanie, którego ślady zostały starannie usunięte, jest tylko epizodem w życiu obu i znowu: każda odbiera to inaczej.
PODSUMOWANIE
Uważam, że film jest dobry. Nawet bardzo. Oglądałam z zapartym tchem, do końca nie mogąc zdecydować, czy lubię "młodą" morderczynię z pogardą na twarzy, czy raczej nie. Twórcy sprytnie nie udzielili odpowiedzi na wiele pytań, zachęcając do sięgnięcia po mangę. Ja to zrobię na pewno.
Autor: Aga Waszkiewicz
Data dodania: 2007-09-18, data ostatniej modyfikacji: 2010-02-23























