Ame Agaru-o człowieku doskonałym jak japoński miecz.

Akira Kurosawa niestety nie zdążył wyreżyserować filmu Ame agaru (Po deszczu) na podstawie swojego ostatniego scenariusza, ponieważ zmarł we wrześniu 1998 roku. Scenariusz nie został zapomniany, bo dzieło ku mojej ogromnej radości dokończył jego wieloletni asystent Takashi Koizumi i w 1999 powstał obraz o roninie Misawie Ihei (Akira Terao) podróżującym po Japonii wraz z żoną Tayo (Yoshiko Miyazaki). Akcja rozgrywa się w dobie feudalnej Japonii XVIII wieku. Można śmiało powiedzieć, że pretekstem dla całej historii jest tytułowy deszcz. Bohaterowie utkwili bowiem w tradycyjnej japońskiej karczmie razem ze zbieraniną żebraków i wszelkiej maści nieudaczników, ponieważ rzeka gwałtowanie wezbrała i dalsza podróż stała się niemożliwa. I tu można byłoby skończyć recenzję... Kto ciekawy - niech włączy film...

ameageru1.jpg

Muzyka Masaru Sato podkreśla delikatne piękno i kontemplacyjność filmu. Kto zaprzeczy, że azjatyckie kino pozbawione jest nadzwyczajnych walorów estetycznych? Albo że nie umie być głębokie, refleksyjne i niemal natchnione? Reżyser prowadzi nas zazwyczaj bardzo spokojnie, czemu służą umiarkowane ruchy kamery. To, do czego nie jest przyzwyczajony europejski widz - to przewaga statycznych, pozornie bezcelowych scen, ale mających głębszą wymowę. W warstwie zdjęciowej - uwagę przykuwa przyroda.

ameageru2.jpg

Bo rzeczywiście widz głównie koncentruje się na postaci ronina, ale samo tło staje się drugim, niemal równorzędnym bohaterem - natura, las, rwąca rzeka strugi deszczu, japoński klasyczny ogród pełen kamieni, kwitnących roślin i z obowiązkowo wygiętym mostkiem przerzuconym nad strumieniem.

ameageru3.jpg

Oglądając Ame agaru zadawalam sobie pytanie: jak samuraj może być tak dobroduszny, poczciwy i uśmiechnięty? To w rzeczywistości taka przypowieść o dobrym człowieku, który pomaga nędzarzom i rozdziela walczących, jest łagodny dla żony Tayo i uprzejmy dla władcy Nagai Shigeaki (Shiro Mifune). A jednak niespodziewanie pojawia się konflikt dramatyczny. Kodeks samurajów (busido) zabrania walki za pieniądze, Ihei walczy za wynagrodzenie, żeby móc wyprawić poczęstunek dla nędzarzy, którzy się zatrzymali w karczmie. Mówi żonie: Musiałem, coś zrobić dla tych biedaków. Pojawia się antagonizm, gdyż samurajowi tego nie wolno, to kwestia najważniejszego dla wojownika honoru. Ponadto, jakby tego było za mało, Ihei złamał obietnicę daną żonie. Pod koniec filmu Tayo jednak mówi: Nie jest ważne, co uczynił, lecz dlaczego. I moim skromnym zdaniem te słowa go usprawiedliwiają i rozgrzeszają, są w sumie najważniejszymi słowami w filmie - stanowią kwintesencję czynów ronina.

ameageru4.jpg

Ame agaru to piękne i mądre kino. Jeśli szuka się czegoś więcej niż tylko nieskomplikowanej rozrywki, jeśli ma się chęć na smakowanie obrazów i dźwięków - to film Koizumiego jest jak znalazł. Ten bardziej liryczny niż epicki dramat - to obraz całkowicie godny Kurosawy.

Autor: Silhre

Data dodania: 2006-11-27, data ostatniej modyfikacji: 2010-10-05

Dodaj do:

prawa autorskie »

« wstecz

o stroniemapa stronyprawa autorskie

Copyright 2001-2011 by Konnichiwa.pl

^ do góry